Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012

Oto Królowa Mrozu idzie przez ulicę,
otoczona przez dziką śnieżycę.
Usta ma blade, zaciśnięte twardo
i kapelusz z zaśnieżoną kokardą -

w ręku list. Czarne słowa na białym papierze,
z których mróz swój początek bierze.
Idzie prędko ku rzece. Zamarzłe ma oczy.
Rzeka stanie, gdy Królowa w nią skoczy.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

20:13, eva-ewa
Link
niedziela, 29 stycznia 2012


Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie widok niknął w krzakach i gęstych konarach;

Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,

Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem:
choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi poprowadzą - i może
Nie zjawie się w tym samym miejscu po raz drugi.

Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to w westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi; pojechałem tą mniej uczęszczaną -
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.

Robert  Frost
(tłum. Stanisław  Barańczak)

11:05, eva-ewa
Link
sobota, 21 stycznia 2012

Mędrcy radzą nam mówić                                                        

dopiero wtedy, gdy nasze słowa                                                  przejdą przez trzy bramy. 
                           

W pierwszej bramie pytamy:                 
"Czy te słowa są prawdziwe ?"
Jeśli tak, pozwalamy im iść dalej;
Jeśli nie, wracają z powrotem.

W drugiej bramie pytamy:
"Czy są konieczne?"

A w ostatniej bramie się pytamy:
"Czy są życzliwe?"


Eknath Easwaran
10:35, eva-ewa
Link Komentarze (1) »


Nie zatrzymamy się, aż
tej nocy nie przepłyniemy milcząc
ręka przy ręce, przy twarzy twarz,
by kołysała nicość.
I będą z nami światy szły,
o których wiemy z książek,
co najmniej dwa, a może trzy:
powietrzne, ziemskie, morskie.

Nie zatrzymamy się już,

a nieba cienki szczebiot
będzie nam inną ziemią rósł
z księżyca, co jak żebro.
I wstąpi tam nasz lekki cień,
i wówczas blask wygasły
nizinnej naszej gwiazdy - ci
serdecznym wskażę palcem.

Zobaczysz krwistej łuny źdźbło,

co w oko nasze patrzy,
wyniosły dym, zwęglony dom
i smutne nasze miasto.
I zawiruje krągły stół,
i świeca wstąpi w ciemność,
przy której ciosam zgrzebny rym
i kocham cię na przemian.

Nie zatrzymamy się więc

tej nocy w milczeniu płynąc,
gdy wszystko sen, jesteśmy snem
bez ciała i bez imion.
Lecz gdy kogutów tkliwy głos
doleci nas już siwy -
przy twarzy twarz, przy dłoni dłoń
wrócimy, wrócimy.

Tadeusz Gajcy

10:04, eva-ewa
Link
sobota, 14 stycznia 2012

nie jestem sama
ze mną jest woda
która patrzy moimi oczyma
uśmiecha się moimi ustami
i nasłuchuje
tysiąca słów złotych słonecznych

uskrzydlone słowa
ptactwo pierzaste
chmury was nade mną
jak pocałunki
garniecie się do rąk do ust

i wszystko płonie
rozsypane w słońcu
nie jestem sama
ze mną jest trawa
której każde źdźbło
powtarza kształt moich palców

Halina Poświatowska

12:53, eva-ewa
Link Komentarze (2) »

Nic nie powróci. Oto czasy
już zapomniane; tylko w lustrach
zasiada się ciemność w moje własne
odbicia - jakże zła i pusta.

O znam, na pamięć znam i nie chcę
powtórzyć, naprzód znać nie mogę
moich postaci. Tak umieram
z półobjawionym w ustach Bogiem.

I teraz znów siedzimy kołem,
i planet dudni deszcz - o mury,
i ciężki wzrok jak sznur nad stołem,
i stoją ciszy chmury.

I jeden z nas - to jestem ja,
którym pokochał. Świat mi rozkwitł
jak wielki obłok, ogień w snach
i tak jak drzewo jestem prosty.

A drugi z nas - to jestem ja,
którym nienawiść drżącą począł,
i nóż mi błyska, to nie łza,
z drętwych jak woda oczu.

A trzeci z nas - to jestem ja
odbity w wypłakanych łzach,
i ból mój jest jak wielka ciemność.

I czwarty ten, którego znam,
który nauczę znów pokory
te moje czasy nadaremne
i serce moje bardzo chore
na śmierć, która się lęgnie we mnie.

18.X.1943r.
Krzysztof Kamil Baczyński


12:39, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
sobota, 07 stycznia 2012

W głąb kalendarza prowadzą niech wiodą imiona
Adam w przedsionku, Zofia w ptasim gnieździe
Barbara z Diabłem w grudniowym zajeździe,
Nad ziąbem trunków lokiem zamyślona.

Luty obróci kożuch rzek na wznak,
Czerwiec na szpadle sprowadzi dżdżownice,
Październik sypie jabłka w kosze skrzypiec

I jeden krok
I roku brak

A gdzież się miłość w czasie zapodziewa
Ta już ostatnia jak wyblakły kontur
Na drzwiczkach sanek, na pieców polewach
Zaścianek burzy w zazdrostek zakątku

Blady Lermontow pisał o niej tak
Łuskając z łupin zamszu pistolety
Na wiorstę szlaku od ostatniej mety

I jeden krok
I mety brak

W głąb kalendarza niech prowadzą leśne runa siwe od naftalin,
Stwardniałe gruzy niezerwanych malin
Pazurki ptaków uświerkniętych we śnie,
Wargi kobiecej żelazisty smak

I jeden krok
I roku brak


Stanisław Grochowiak



18:27, eva-ewa
Link Komentarze (2) »

Co było - nie wróci, i szaty rozdzierać by próżno
Cóż, każda epoka ma własny porządek i ład...
A przecie mi żal, że tu w drzwiach nie pojawi się Puszkin -
tak chętnie bym dziś choć na kwadrans na koniach z nim wpadł.

Dziś już nie musimy piechotą się wlec na spotkanie
i tyle jest aut, i rakiety unoszą nas w dal...
A przecie mi żal, że po Moskwie nie suną już sanie,
i nie ma już sań, i nie będzie już nigdy, a żal!


Pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza
pojętny mój wiek, zdolny wiek mój chcę cenić i czcić...
A przecie mi żal, że jak dawniej nam śnią się bożyszcza
i jakoś tak jest, że gotowiśmy czołem im bić.

No cóż, nie na darmo zwycięstwem nasz szlak się uświetnił
i wszystko już jest - cicha przystań, non-iron i wikt...
A przecie mi żal, że nad naszym zwycięstwem niejednym
górują sokoły na których nie stoi już nikt.

Co było - nie wróci... Wychodzę wieczorem na spacer
i nagle spojrzałem na Arbat - i ach, co za gość! -
rżą konie u sań, Aleksander Siergiejewicz, przechadza się,
ach, głowę bym dał, że już jutro wydarzy się coś!


Bułat Okudżawa
(tłumaczenie: Witold Dąbrowski)

18:17, eva-ewa
Link Komentarze (1) »