Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
czwartek, 28 lutego 2008

Nim przyjdzie wiosna,
nim miną mrozy,
w ciszy kolebce-
nade mną sosna
nade mną brzoza
witkami szepce.

Szepce i śpiewa
niby skrzypcowa
melodia cicha
melodia nowa
której nie słychać,
która dojrzewa.

Tak się zapadam
jak w śniegu puchy
w jesienne liście
i tylko duchem
słucham i badam
czy noc nadchodzi
czy świt się rodzi,
czy rzeczywiście??

Jarosław Iwaszkiewicz

23:23, eva-ewa
Link Komentarze (2) »

Lubię te ciemne godziny w mym bycie,
gdy zmysły toną w głębinie bezwolne;
jak w starych listach, widzę w nich ukryte
codzienne życie, już dawno minione
i jak legenda dalekie, prześnione.

I wtedy wiem już, że zyskałem przestrzeń
na drugie życie, co bez czasu płynie.

Niekiedy czuję się ogromnym drzewem,
rosłym, szumiącym, co ponad mogiłę
wyrasta snem, przez chłopca śnionym skrycie
(którego strzegą podziemne korzenie),
straconym w smutku, żałości i śpiewie.

Rainer Maria Rilke
przełożył Andrzej Lam
08:25, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lutego 2008


mam ciebie w roztańczonej krwi
w zębach
nitkami nerwów związanych w supeł
czuję – złotą namiętność twojego ciała
przeciągam po nim ręką
lekko
lekko
gnę się
zewsząd
z końca aż do początku
i znów
do końca
jestem
pośrodku ciebie
wspięta nad tobą
cała – w tobie

Halina Poświatowska

22:57, eva-ewa
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 25 lutego 2008

Być albo nie być, to wielkie pytanie.
Jeśli w istocie szlachetniejszą rzeczą
Znosić pociski zawistnego losu
Czy też, stawiwszy czoło morzu nędzy,
Przez opór wybrnąć z niego? - Umrzeć - zasnąć -
I na tym koniec. - Gdybyśmy wiedzieli,
Że raz zasnąwszy, zakończym na zawsze
Boleści serca i owe tysiączne
Właściwe naszej naturze wstrząśnienia,
Kres taki byłby celem na tej ziemi
Najpożądańszym. Umrzeć - zasnąć. - Zasnąć!
Może śnić? - w tym sęk cały, jakie bowiem
W tym śnie śmiertelnym marzenia przyjść mogą,
Kiedy zrzucimy z siebie więzy ciała,
To zastanawia nas: i toć to czyni
Tak długowieczną niedolę; bo któż by
Scierpiał pogardę i zniewagi świata,
Krzywdy ciemiężcy, obelgi dumnego,
Lekceważonej miłości męczarnie,
Odwłokę prawa, butę władz i owe
Upokorzenia, które nieustannie
Cichej zasługi stają się udziałem,
Gdyby od tego kawałkiem żelaza
Mógł się uwolnić? Któż by dźwigał ciężar
Nudnego życia i pocił się pod nim,
Gdyby obawa tego obcego nam kraju,
Skąd nikt nie wraca, nie wątliła woli
I nie kazała nam pędzić dni raczej
W złem już wiadomym niż uchodząc przed nim
Popadać w inne, którego nie znamy.
Tak to rozwaga czyni nas tchórzami;
Przedsiębiorczości hoża cera blednie
Pod wpływem wahań i zamiary pełne
Jędrności, zbite z wytkniętej kolei,
Tracą nazwisko czynu. - Ha! co widzę?
Piękna Ofelia! - Nimfo, w modłach swoich
Pomnij o moich grzechach.

William Szekspir
Hamlet, królewicz duński
Akt III, scena 1
Przełożył Józef Paszkowski
19:04, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lutego 2008

Ze snu wyłaniam się jak pijany
Od radosnego twego pobliża,
I witam ciebie znów zakochany
Spojrzeniem tkliwszym od znaku krzyża.

Ciągle tak samo i wciąż jak dawniej,
Ciągle tak samo i wciąż na nowo,
Tacy bezbronni, tacy zabawni
Śpiewamy jedno wesołe słowo.

Gramy w zielone, gramy i w śnieżne,
Wiosna i zima nam ręce splata,
Chwile rozbieżne, chwile pobieżne
Przynoszą nowe, bezpieczne lata.

Coś ty za jedna? Jak ci na imię
I skąd się wzięłaś na naszym świecie?
Dwie bose stopy drżą na kilimie;
Stopy kochane, dokąd idziecie?

Coś ty za jedna? Kto ciebie stworzył?
I kto cię całą sercem ogarnie?
Duszo pachnąca, fiołku boży,
Rozkwitający w mojej cieplarni!

Coraz nam słodziej, coraz nam młodziej,
Radość spełniona uśmiechem wskrześnie;
Dzień nas oszukał, dzień już odchodzi,
I ty ode mnie odejdziesz we śnie.

Wieczór spojrzenia maluje sepią,
Szczęście przybliża się mimo woli,
Święci niebiescy nam garnki lepią
I od przybytku aż głowa boli.

Jan Brzechwa

09:14, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 lutego 2008

Nie pytam Panią o lata
Pana nie pytam też,
Zresztą jakie to ma znaczenie ?
Każdy będzie miał nowy wiek
Najlepsze dopiero przed nami,
Świat dobry jak sen,
Więc śpieszmy się z toastami,
Ten toast odmłodzi Cię

Za młodzi na sen,
Za starzy na grzech,
Wypijmy przy stole,
Za błędy na dole
By tu na dole źle nie działo się

Za młodzi na sen,
Za starzy na grzech,
Wypijmy przy stole
Za błędy na dole,
By ich było mniej

Nie pijmy za błędy na górze,
Tam nie zmienia się nic mimo lat
Znasz prawdę o "głowie i murze” ?
Daj spokój, za piękny świat
Nie dajmy się też zwariować,
A gdy jest naprawdę źle,
Pod dach przyjaciół się schowaj
I ten toast z nami wznieś:

Za młodzi na sen...

Jacek Cygan
z repertuaru Ryszarda Rynkowskiego

08:48, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lutego 2008


1
Żeby to można arcydzieło
Dłutem wyprowadzić z grubych brył --
I żeby dłuto nie zgrzytnęło,
Ni młot je ustawnie bił a bił!
2
Żeby to tchem samym harmonii
Można było kręcić wozów oś,
I bez s-krzypnięcia wstecz ironii
Żeby się udało zrobić coś
3
Och! jakże spałby sobie człowiek,
Wyższy nad skargi ustawiczne,
Lecz cóż? -- gdy jeszcze i u powiek
Roz-siędą się sny ironiczne!!
4
Uczucie zwiedza bez ironii
Szlaki bite cudzym cierpieniem,
Lecz kto był pierwej tam, wie o niej,
Że jest -- koniecznym bytu cieniem.
5
Ty myślisz może, że wiek złoty
Bez walk, sam, przyjdzie do ludzkości --
A gdzież? powiodą pierw te cnoty,
Od których cofa strach śmieszności!

Cyprian Kamil Norwid

07:18, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lutego 2008


Rozkaz! Nie wierzę w mrzonki
I w snach nie tonę głową.
Spoglądam trzeźwo. Chodzę
Po mieście przepisowo.

Nie wzieram niepotrzebnie
Do mglistych ducha skrytek.
Gdzie mogę i nie mogę,
Przynoszę tylko pożytek.

Praktyczny i celowy,
Nawet gdy się uśmiechnę,
To tylko po to, ażeby
Pomnożyć dobro powszechne.

Przykładam się usilnie
Do zdrowych prawd odkrycia
I czytam pilnie tylko
W codziennej księdze życia.

Tak żyję przez dzień cały,
Zbierając wiór do wióra.
Lecz nocą patrzę w gwiazdy:
Moja prywatna lektura.

Leopold Staff

08:51, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lutego 2008


Nie to, co mi się śniło,
alem co krwią przepłakał,
to widzę, gdy się schylę
nad wodą, w której ptaki
kreślą węzły daremne,
które nie zwiążą bólu
ani mi świat utulą,
ale się plączą ciemne,
ale mi grób rozwiną
i rozwijając - miną.

ten świat, gdzie widzieć chciałem
roślinnych linii mądrość,
gdzie kształty ukochałem
i duchy wszystkich rzeczy,
ten świat, co miażdżąc leczy,
a ginie razem z ciałem,
ten świat czy mi się wyśnił
jak biała gałąź wiśni,
jak tylko wiew anioła,
a potem krwią się polał?

Czym ja rycerzy widział
tam tylko, gdzie się buta
jak chmura ciężka toczy,
czym ja miłości patrzył
przez snem zasnute oczy?

A teraz świat-pokuta
wystąpił rzeką z brzegów
i czy tak znów nauczę
mądrości albo chłodu
niewypaloną młodość?

Trzeba było miłości
po jednej tak odrywać,
pragnienia krwią nazywać,
przywykać tak do rzeczy,
jak mi je Bóg zaprzeczył.
Aby się stała żywa
ziemia ciężka jak zwierzę,
w którą już teraz wierzę,
której bólem nie przegnę,
miłością ledwo sięgnę.

Trzeba mi było w ludziach
znajdować głaz po głazie,
aby mnie trzykroć raził
blask niebiosów ogromnych,
abym się w nocy budził,
w powietrzu szukał, wołał
płonących ust anioła.

Trzeba mi było jeszcze,
żem wierzył w ludzkie czyny,
aby opadły deszcze
od noży bardziej ostre,
aby porosły winy
jak suche, gorzkie osty,
abym jak wiór ognisty
spłonął w oddechu nocy,
bym teraz rozwarł oczy,
bym teraz wierzyć umiał
w to, co lżejsze niż ziemia,
w to, co się nie przemienia.

Krzysztof Kamil  Baczyński

07:51, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2008

Co mogę - zrobię - choćby była
To rzecz drobniejsza od Żonkila -
Czego nie mogę - jest najpewniej
Czymś, o czym i Możliwość nie wie -



Emily Dickinson
Tł. Stanisław Barańczak
10:46, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 lutego 2008


Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

Nie jest to zależne od pory roku.
Z nastaniem zimy usiąść przy kominku,
w lecie – w cieniu wielkiego drzewa:
to jest zawsze pełne tajemniczego uroku,
to zawsze oczarowuje ludzkie serca.
Zmrok, jakby wiedział,
że ludzkie serce
najczęściej
uwielbia ciszę i spokój,
więc mówi cicho, szepcze delikatnie.

Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

Dla ludzi tchnących młodością
to pora wypełniona pieszczotą,
to pora przepojona słodyczą,
to pora podsycająca nadzieję,
a dla ludzi wyzbytych marzeń młodości,
gdyż je już utracili,
to pora słodkich wspomnień,
pora upajania się dawno przeżytymi snami,
ale też jest to pora miłego aromatu ich przeszłości,
której nie zdołali zapomnieć,
choć dziś w ich sercach wywołuje już tylko ból.

Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

Skąd bierze się ta melancholia zmroku?
Nikt tego nie wie!
(Haa! Czy ktoś spośród ludzi w ogóle cokolwiek wie?)
A zmrok gęstnieje w miarę pogłębiania się nocy
i prowadzi człowieka do coraz śmielszych marzeń i iluzji.

Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

O zmroku
natura jakby zachęcała człowieka do spoczynku.
Wiatr łagodnieje,
milkną wszystkie odgłosy,
człowiek czuje się tak, jakby słuchał oddechu kwiatów,
nawet źdźbła traw dotąd kołysane wiatrem
nieruchomieją w jednej chwili,
a ptaszki chowają główki między skrzydła....

Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

Horiguchi Daigaku
( z poezji japońskiej )
22:58, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 lutego 2008

W miłości słowa nic nie znaczą, a raczej znaczą specyficznie,
Tęgiego trzeba by tłumacza, co by tę rzecz objaśnił ślicznie,
Bo czasem z ust kochanych biegną same najczulsze epitety,
I to nie znaczy nic kochany i to nie znaczy nic niestety,
A czasem całkiem niespodzianie, ręce załamię i zaszlocham,
I będę krzyczeć "ach, Ty draniu!" i wiem, że kocham

W miłości nie potrzebny spokój, spokój niczego nie tłumaczy,
Gdy cisza nasz zalega pokój, ta cisza może mieć sto znaczeń,
Czasem w niedzielne popołudnie, siedzimy nic nie mówiąc wcale,
I nudno jest i będzie nudniej i jesteś dalej wciąż i dalej,
A czasem ciszę krzyk rozetnie, fruwają krzesła po pokojach,
I wiem, że życie nie jest letnie i jestem Twoja

I tak codziennie z nową siłą, gmatwa, odmienia i roztrąca,
Wszystkie znaczenia nasza miłość, wielka maszyna szyfrująca,
Czasami myślę bladym świtem, że znam już wszystkie jej sekrety,
Od nowa w myślach, w słowach czytam i nie rozumiem nic niestety,
Aż myśl zaświta mi szalona, piosenki podrę, wiersze spalę,
A potem biorę Cię w ramiona i kocham dalej.

Wojciech  Młynarski

z repertuaru Alicjii Majewskiej
23:18, eva-ewa
Link Komentarze (3) »


Powoli otwierajmy bramę,
powoli idźmy po schodach,
wolno stąpajmy po korytarzu
do drzwi, do drzwi ostatecznych.

Bramę rok otwierajmy,
po schodach idźmy dwa lata,
a drzwi na swoje otwarcie
niech czekają całą wieczność.

Bo tam za tymi drzwiami,
całowana dwoma oknami,
stoi róża w wazonie

Konstanty Ildefns Gałczyński

09:33, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
sobota, 16 lutego 2008


Zagubieni - Książę - jesteśmy
pod gwiazdami grzejemy ręce
niebo śmieje się szeroko
nasze niebo to jednak coś więcej

niespokojnie - Książę - żyjemy
wśród szeptanych krucho skarg
dzień do dnia się dodaje
w dobrą gwiazdę trzeba wierzyć nam

nasze wieczne ucieczki - wycieczki
nasze wzdychanie w nieznane
kiedy niebo cię olśni
wiesz że zaczął się wielki taniec

pod gwiazdami - Książe - jesteśmy
pod gwiazdami grzejemy ręce
niebo śmieje się szeroko
i nie trzeba wtedy nic więcej

Adam Ziemianin

10:36, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 lutego 2008



Nie, nie Nie budźcie mnie
Śni mi się tak ciekawie
Jest piękniej w moim śnie,
Niż tam, na waszej jawie
Tu, po tej stronie rzęs,
Cudowny bezsens sprawia,
Że bezlitosny sens
Moich spraw sensu nie pozbawia.
Jawą nie nudźcie mnie!
Nie! Nie! Nie budźcie mnie!

Po łące brodzę kwietnej
Mam we śnie nogi świetne
Nogami wrastam w łąkę
I teraz jestem pąkiem,
Po którym chodzi motyl,
Tak lekki jak sam dotyk
Lecz motyl trwa króciutko,
Bo wyczerpuje chód go
Więc ze zmęczenie przysnął
I teraz jest mężczyzną
Z brodatą buzią Freuda,
W mankietach z celulojda
Ten Freud się kocha we mnie,
A mnie jest tak przyjemnie,
Ze wciąż popełniam nowe
Czynności pomyłkowe

Nie, nie Nie budźcie mnie!
Śni mi się tak ciekawie

Jeremi  Przybora

07:18, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 lutego 2008

Zakochani przechodzą patrząc sobie w oczy.
Opaleni, chudzi, wysocy.
Południe jest złote. Lecz dla nich jest czarne
od marzeń o nocy.

Idą prędko, poważni bez przyczyny.
Uciekają od ludzi, od hotelowych gości.
Tam, daleko, gdzie o miłości szumi ocean siny,
usiądą przy sobie jak posążki z gliny.

Powrócili. Zagubili się w tłumie.
Każdy się do nich uśmiecha, lecz nikt do nich mówić nie umie,
I tylko orkiestra jak siostra śpiewająca w dalekim kiosku,
tylko ona jedna ich rozumie.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

06:45, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lutego 2008

Markiza pisze list: " O, mój jedyny,
Krwią ukochany i serdeczną męką...
Świt już do okien mych zagląda siny,
Kiedy do ciebie drżącą piszę ręką.

Serce ci moje w tym posyłam liście,
A pocałunkiem każda jest litera,
O, jakże kocham ciebie płomieniście...
Spojrzyj mi w oczy... na płacz mi się zbiera.

Ty sercem moim, jak król Francją włada,
Jeden jedyny, wybrany z tysiąca...
Spójrz: od tęsknoty choram jest i blada...
Całuję oczy twoje dziwnie drżąca..."

Markiza z trudem sobie przypomina,
W galerii wspomnień przegląda obrazy
I woła pazia ? paź kolano zgina:
"Przepisz mi, paziu, ten list dziesięć razy!..."

Markiza i śmierć IV
Kornel
Makuszyński

22:30, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
 

Gdy ulice stopami ludzkimi nie tknięte
W słońcu porannym stoją dla nieba otworem,
Nie poznaję drzew dawnych - takie są zaklęte,
Tak trafnie olbrzymieją i tak pachną - borem.

Zda się, że po raz pierwszy owiane szelestem
Jawią się moim oczom w cudnym niepoznaniu.
Jakbym zastał je nagle na ich skrytym trwaniu
W świecie zgoła odmiennym niż ten, gdzie ja jestem.

Lecz pierwszy zgiełk ulicy, wrzask życia ułudy
Płoszy je, że - malejąc - tłumią czary swoje
I cofają się właśnie w ten świat, gdzie ja stoję
I podglądam ich pilnych przeistoczeń trudy.

Bolesław Leśmian
09:00, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 11 lutego 2008

Śpieszmy się śpieszmy kochać ludzi
Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan
Oni naprawdę tak umieją odejść nagle
Tak nie wrócić zawieruszyć się na amen
Zatrzeć ślad
Jeszcze się ręce wyciągają jeszcze witać
Mocno jeszcze objąć chcą
A tu już puste miejsca po nich
Fotografie telefony głucho milczą
Dzień i noc

Śpieszmy się śpieszmy bo przemija młodość prędko
Ileż prędzej niż w to sama wierzyć chce
I mija gdzieś ta łatwość serca z którą kiedyś
Tak w nieznane lekko tak umiało biec
Zagarnie nas wezbrany nurt
Pochyli nas powaga dat
I w wirze tylu tylu spraw
To porzucimy zapomnimy
To co naprawdę ważne było w nas

Śpieszmy śpieszmy się
Bo krucha jest materia naszych dni
Bo śnią się szare coraz bardziej puste sny
Bo zasypiają serca w nas
Nie zbudzą się któregoś dnia...

Śpieszmy się śpieszmy żeby zdążyć żeby rozdać
Ten majątek serca z tylu tylu lat
Po co nam diwigać taki ciężar
Aż na tamtą stronę świata
Po co nam to wszystko z sobą po co brac?

O niech to lepiej tu zostanie
Nasze myśli radość oczu czułość rąk
Bo jeśli z nas ma coś ocaleć to niech innych
Pamięć o nas niech nam będzie tak jak schron

Śpieszmy się śpieszmy kochać ludzi
Tych realnych niezmyślonych
Ale takich jacy wokół jacy są
Umiejmy sobie to wybaczyć że nie lepszych
Nie piękniejszych dał nam tu nawzajem los
Serdecznym ciepłem się podzielmy obdarzmy światłem
Co w nas może jeszcze drga?
Bo gdy gęstnieje mrok pod wieczór ono niech
To światło niech wspomaga nas prowadzi nas...

Śpieszmy śpieszmy się ,
Bo nieustannie wieje ten - wiadomy wiatr
Bo nawet to skąd wiedzieć
Skądby wiedzieć nam - która z miłości naszych
Właśnie... Może jest już tą ostatnią?

Śpieszmy się śpieszmy kochać ludzi
Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan
Oni naprawdę tak umieją odejść nagle
Tak nie wrócić zawieruszyć się na amen
Zatrzeć ślad
Wystarczy wiatru nagły poryw jedno słowo
Nieostrożny czasem gest
Zostają głuche telefony
Krzesła stoły
Lampy
Okna
Za oknami pochylone cienie drzew...

Leszek Długosz
00:10, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 lutego 2008

Jak kroplę czuć na wardze smak każdej cichej chwili,
Rozcinać mocnym nożem welinu białe kartki.

Głaskać jedwabiem ręki wszelaki płomień żartki,
Czuć, jak się rumak wartki pod jarzmem dłoni chyli.

Czekać, aż słońca światło biel kwietnych drzew przykłoni,
Przykrócać i popuszczać rumakom swoim wodze.

Smakować każdy krok swój po białej twardej drodze,
Jak kryształ szklanej kuli czuć dnie we wnętrzu dłoni.

Jarosław Iwaszkiewicz

07:30, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
sobota, 09 lutego 2008
 

Jest takie miejsce na suficie,
Gdzie czasem widać rzeczy sedno.
Wystarczy długo się wpatrywać,
Wtedy, gdy jest ci wszystko jedno...
Gdy coraz mniej rozumiesz z tego,
Co w życiu nam się zdarza.
A czas wydziera dni i noce,
Jak ... kartki z kalendarza.

Co z tą nadzieją, czemu wciąż
Jak zimne ognie gaśnie?
Czemu tak smutno wokół mnie,
Choć się spełniają baśnie?
Co? Co z tą nadzieją?

Bóg coraz bardziej roztargniony,
Pewnie za dużo ma na głowie,
A gdy na wysokościach zamęt,
Czy spać spokojnie może człowiek?
Gdy ciemno, budzą się demony,
Bezczelnie włażą wszędzie.
A że się mnożą bez umiaru,
To jeszcze ciemniej będzie.

Co z tym rozumem, czemu śpi,
Gdy tak potrzebny właśnie ?!
Czemu tak głupio wokół mnie,
Gdy się spełniają baśnie?
Co? Co z tym rozumem?

Mój anioł stróż się właśnie zdrzemnął.
Ma przerwę w pracy aż do świtu.
By jakoś przetrwać noc bezsenną,
Czytam "Nieznośną lekkość bytu".
Nade mną niebo rozgwieżdżone,
A we mnie mgła zwątpienia.
Gapię się w sufit, choć wiem dobrze,
To nie najlepszy punkt widzenia.

Co z tą nadzieją, czemu wciąż
Jak zimne ognie gaśnie?
Czemu tak smutno wokół mnie,
Choć się spełniają baśnie?
Co? Co z tą nadzieją... ?
Co z nadzieją?


Magda Czapińska
21:17, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
piątek, 08 lutego 2008



Ażeby mnie umocnić w wierze,
Wzbudzić marzenie, złamać lęk,
Przez całą noc w kaloryferze
Dzwonił dziś cudny harfy dźwięk.

Nikt nie dociecze, z jakich przyczyn
Tajemnych sił przyrody mózg
W najdoskonalszy sztuki wyczyn
Zmienił rytmiczny wody plusk.

Więc któż uwierzyć mi zabroni,
Ze to był dla mnie koncert ten,
Ze to Stróż Anioł z harfą w dłoni
Przerwał mi gramem groźny sen?

Jan Lechoń
11:54, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 lutego 2008

Nie zawiedzie - ale tylko w tym jednym,
nie odstąpi - ale tylko za tę cenę,
wierna - ale tylko w tej godzinie,
dzielna - ale tylko kiedy nóż na gardle.

Ani się do niej przyznać, ni nie przyznać,
ani służyć, ni porzucić służbę,
ni powierzyć się, ni nie dowierzać,
ani przysiąc jej, ani ją przekląć.

Wyjść najpewniej na przestrzeń niewinną,
gdzie by wszystko było o czym innym,
oddalonym, bez świadków, nie krewnym...
I wkorzenić się tam, i nareszcie rosnąć wielkim drzewem.

Kazimiera Iłłakowiczówna


17:19, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
środa, 06 lutego 2008


W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;
tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie
straty, że kiedy się je traci – nie ma sprawy.

Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy
straconą szansę, upływ chwil, zgubione klucze.
W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy.

Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz – wejdzie ci w nawyk
utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec
lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy.

Przepadł mi gdzieś zegarek po matce. Jaskrawy
blask dawnych domów? Dzisiaj – blady cień, ukłucie
w sercu. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy.

Straciłam dwa najdroższe miasta – ba, dzierżawy
ogromniejsze: dwie rzeki, kontynent. Nie wrócę
do nich już nigdy, ale trudno. Nie ma sprawy.

Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy,
który kocham), nie będzie w tym kłamstwa. Tak, w sztuce
tracenia nie jest wcale trudno dojść do wprawy;
tak, straty to nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy.

Elizabeth Bishop
Tł. Stanisław Barańczak

20:25, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
wtorek, 05 lutego 2008

Kochać to nie znaczy
wziąć drugiego człowieka,
aby siebie wzbogacić,
napełnić, lecz darować siebie,
drugiemu człowiekowi,
aby jego wzbogacić (...)

Trzeba się długo trudzić
w pracy nad sobą,
by gest brania stał się
gestem dawania (...),
gdy mówisz: kocham cię
- mówisz: daruję ci siebie.

Aby móc się darować,
musisz sam siebie posiadać,
a czy ty już naprawdę jesteś
w pełni posiadaczem siebie?

Q. Reussir
00:46, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2