Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
niedziela, 28 lutego 2010

Im bardziej ciebie zapominam,
tym bardziej twarz ta mnie przeraża,
co z lustra patrzy na mnie co dzień
jak smutny sędzia na zbrodniarza.

Zostań ze mną,
żebym była lepsza,
zostań ze mną,
zostań dla mnie samej,
wyrzeżbiłam cię w powietrzu,
oprawiłam w złotą ramę-
czas nie zatarł naszych śladów jeszcze...

Zostań ze mną,
żebym była miła,
bym patrzyła wszystkim prosto w oczy,
żeby ludność o mnie śniła
od Warszawy po Zakroczym.

Im bardziej ciebie mi nie trzeba,
tym bardziej twarz ta mi niemiła,
co z lustra patrzy na mnie co dzień,
jakby mną była i nie była...

Zostań ze mną,
w mej pamięci podłej,
zostań ze mną,
żebym była ładna,
zostań, bym w kawiarni modnej
nie przelękła się zwierciadła-
zapomnieć to nie sztuka żadna.

Zostań ze mną w mojej duszy chorej,
zostań ze mną, żebym była młoda,
bym wzdychała w każdy wtorek:
"Szkoda, szkoda, szkoda, szkoda".

Im bardziej jestem roztargniona,
kiedy twe imię słyszę z boku,
tym bardziej wstyd mi, że nie płaczę,
tak jak płakałam w zeszłym roku.

Zostań ze mną,
zostań choć na niby,
w moich gestach,
w tym, jak głowę noszę,
zostań ze mną, nawet gdybym
zapomniała, o co proszę.

Agnieszka Osiecka

21:40, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
Dopuścić do tego?
Myśleć o tym nadal?
Czy zająć się byle czym
byleby się pozbyć tej pokusy
patrzenia dalej i dalej?
Myślę że lubią jeszcze coś więcej poza nielubieniem
Niepogodzeni?
A może zawsze zadowoleni?
Niech padnie wreszcie to słowo: pustka
Wycofać swoje zaufanie do świata?
Nie, nic nie zapomniałam


Julia Hartwig
21:40, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »

Zużyte wszystko, słów miazga nie cieknie
I nie spowija grozy dawnych diabłów
Oni się korzą przed wyplutą pestką,
Tybald się boi Kainów i Ablów.
W uściskach stonóg zaklęta pantera,
Jej cętki świecą różowe i dumne.
Przez trawę pełznie cudowna hetera
Miażdżąc swym brzuchem słowa zbyt rozumne


Stanisław Ignacy Witkiewicz
21:39, eva-ewa
Link Komentarze (6) »
czwartek, 25 lutego 2010

Twarze.
Miliardy twarzy na powierzchni świata.
Podobno każda inna
od tych, co były i będą.
Ale Natura - bo kto ją tam wie -
może zmęczona bezustanną pracą
powtarza swoje dawniejsze pomysły
i nakłada nam twarze
kiedyś już noszone.

Może cię mija Archimedes w dżinsach,
caryca Katarzyna w ciuchu z wyprzedaży,
któryś faraon z teczką, w okularach.

Wdowa po bosym szewcu
z malutkiej jeszcze Warszawy,
mistrz z groty Altamiry
z wnuczkami do ZOO,
kudłaty Wandal w drodze do muzeum
pozachwycać się trochę.

Jacyś polegli dwieście wieków temu,
pięć wieków temu
i pół wieku temu.

Ktoś przewożony tędy złotą karetą,
ktoś wagonem zagłady,

Montezuma, Konfucjusz, Nabuchodonozor,
ich piastunki, ich praczki i Semiramida,
rozmawiająca tylko po angielsku.

Miliardy twarzy na powierzchni świata.
Twarz twoja, moja, czyja -
nigdy się nie dowiesz.
Może Natura oszukiwać musi,
i żeby zdążyć, i żeby nastarczyć
zaczyna łowić to, co zatopione
w zwierciadle niepamięci.


Wisława Szymborska
17:04, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 lutego 2010

W oczy mi patrzysz wciąż tak samo

jak w tysiąc pierwszym roku rano

kiedy w szeroką moją suknię

twoje wplątało się kolano.

 

Miłość przez wieki się nie zmienia.

Kamień jak byt tak jest z kamienia.

Rzeka jak była tak jest rzeczna.

I wieczna miłość jest odwieczna.

 

I myślisz o mnie wciąż tak samo

jak myślał książę z którym nieraz

huśtałam zwinnie się na drzewach

nadworną będąc jego damą.

 

Miłość przez wieki się nie zmienia.

Czas na mym życiu zdarł kopyta.

Jak mnie żegnałeś tak mnie żegnasz.

Jak mnie witałeś tak mnie witasz.

 

Z przekory czasu znów jesteśmy.

Jego wskazówek podopieczni.

Tik tak. Współcześni. Średnio-wieczni.

Tik tak. Weseli. Smutni. Sprzeczni.

 

Tik tak. Powoli światła gasną.

Tik tak. W miłości wiecznej zasnął

książę współczesny. Przeszły. I

współcześnie przeszły. Jakby nic

odchodzi chyłkiem. W noc wyrusza.

Jak gdyby w ręku trzymał jeszcze

swą rolę godną Poloniusza.


Ewa Lipska

22:26, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »

Załopotał ogromny wiatr,

a ty na nim tak bardzo niewiele:

trzy słowa,

złota słomka,

liść,

rozpostarty biały żagielek.

 

Ty byś chciała

— już ja cię znam —

nad trawnikiem,

nad krzakiem,

nad płotem,

aż cię weźmie ten wielki wiatr

i już nigdy nie odda z powrotem.

 

Ryzykowałbym tu i tam,

to i owo bym ryzykował,

ale nie

w taki szum,

w taki wiatr,

biały żagiel,

liść

i trzy słowa.

 

To mój palec.

To palców pięć.

A gdy trzeba znajdzie się więcej.

I trzymają.

I rób co chcesz.

Bo ja ważę całych sto tysięcy.



Jan Rostworowski

22:26, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lutego 2010

Za oknami noc,
W górach śniegu moc okrywa wszystko.
Czort jedyny wie,
Co rzuciło mnie w to uzdrowisko.
Na parkiecie szum,
Wczasowiczów tłum spleciony gęsto.
Siedzę tutaj sam,
A przed sobą mam orkiestrę męską.
Typ, co szarpie bas,
Wie, że nadszedł czas, gdy w kimś na bańce
Czuła struna drgnie
I rozpoczną się góralskie tańce.
Jest "górala" wart
Taniec, gdy masz fart, gdy dziewczę kwili.
Z basem typ to wie,
Więc uśmiecha się
I już po chwili:

Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego
Od przystojnego pana Waldka -- "Mucho--Mucho".,

Jesteśmy na wczasach,
W tych góralskich lasach,
W promieniach słonecznych
Opalamy się.
Orkiestra przygrywa
Skocznego begina,
To nie twoja wina,
Że podrywam cię...

Ta panna Krysia, panna Krysia
Królowała na turnusach nie od dzisiaj ,
A każdego roku, właśnie o tej porze
Przyjeżdżała tu do pensjonatu "Orzeł".
Kuracjuszy rozmarzony wzrok
Śledził wciąż jej każdy gest i krok...

Za oknami noc,
W górach śniegu moc na drzewach wisi.
Czort jedyny wie,
Że basista też się kocha w Krysi.
Wie jedyny czort,
Co kosztuje to, by wciąż od nowa
Brać kontrabas i,
Tłumiąc poszum krwi,
Tak anonsować:

Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego
Od sympatycznego, oczywiście, niewątpliwie, pana Waldka -
"Mucho -- Mucho"...

Jesteśmy na wczasach ...

A panna Krysia, panna Krysia
Z panem Mietkiem, co się tu przed chwilą przysiadł,
Przemierzała wzdłuż i wszerz parkietu przestrzeń,
Ale nigdy nie spojrzała ku orkiestrze,
Skąd basisty rozmarzony wzrok
Śledził wciąż jej każdy gest i krok...

Za oknami noc,
W górach śniegu moc okrywa wszystko.
Cały turnus śpi,
A wśród innych śni i nasz basista...
Że dokoła tłum,
Na parkiecie szum, przy czołach czoła,
A on rzuca bas
I ma w oczach blask, i głośno woła:

Spokój, orkiestra! Teraz ...
Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego ode mnie
Panno Krysiu... Kocham panią... Wszystko...

Cha, cha, cha, cha, cha, cha...
Co to się działo, co się działo!
Uzdrowiska pół ze śmiechu się skręcało!
I skręciłoby do końca biednych ludzi,
Gdyby wreszcie się basista nie obudził...
Bo miewamy często głupie sny,
Ale potem się budzimy i:

Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego
Od sympatycznego, oczywiście, pana Waldka 
"Mucho -- Mucho"...

Jesteśmy na wczasach ...

Wojciech Młynarski

10:59, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 lutego 2010


Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów
Czy w milczeniu białych haniebnych flag
Zejść z barykady
Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać

Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień
Gdy na drodze za zakrętem
Przeznaczenie spotka mnie
Czy w bezsilnej złości łykając żal
Dać się powalić
Czy się każdą chwilą bawić
Aż do końca wierząc że
Los inny mi pisany jest

Płyniemy przez wielki Babilon
Dopóki miłość nie złowi nas
W korowodzie zmysłów możemy trwać
niepokonani
Nim się ogień w nas wypali
Nim ocean naszych snów
Łyżeczką się odmierzyć da

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką, której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas

Bogdan Olewicz
17:54, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 lutego 2010

jak prędko: cicha zachłanność bieli;
czernieje, ginie w rozpadlinach drogi kruche stado wron.
Jasny mój oddech na szybie. Złamane fioletem, szerokie,
rozwarte pola. Wyschnięte stawy, uległe
jak pod dotykiem delikatnej ręki,
jakby to nie był bandaż mrozu.
Stygną wzgórza ponad czubkami jabłoni i olszyn,
w oknie daleko zapala się światło. Iskry ciepła wędrują
w popiół zmierzchu
i kromkę chleba bezwiednie łamię:

 

my, jak prędko, w rozpadliny czasu, w głuche
i podobne do kamienia.

 

 

Marzanna Bogumiła Kielar
18:24, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 lutego 2010

1

Czy też o jedną rzecz zapytaliście,
O jedną tylko, jakkolwiek nienowa!
To jest: gdzie papier przepada jak liście,
Pozostawując same wielkie słowa...

2

Gdzie? tych słów wielkich jest wspólna kraina,
Jedna dla ludzi wszystkich i taż sama;
Która nie kończy się, lecz wciąż zaczyna -
Dla nas Ojczyzna dziś, jak dla Adama!

3

Sfera słów-wielkich, jakich nieraz parę
Przez zgasły wieków przelata dziesiątek
I wpierw uderza Cię, niż dajesz wiarę,
Godząc, jak strzały ordzewionej szczątek -

4

Któś je lat temu wypowiedział tysiąc,
Lecz one dzisiaj grzmią - - i Ty za stosem
Ksiąg drukowanych, gotów byłbyś przysiądz,
Że bliższe ciebie są myślą i głosem!

5

Czy wy spytaliście tylko o tyle -
Tylko o jedną tę ksiąg tajemnicę -
Z trupimi głowy na skrzydłach - motyle,
Którymi w ruiny stawię żółtą świecę...

6

Czy zapytaliście, czemu Cicero?
Paweł? lub Sokrat? - tych słów rzekłszy parę -
Żyją... do dzisiaj Cię za piersi bierą,
A ty, choćbyś im nierad, dawasz wiarę.

7

Księgi zaś Twoje, mimo złote wargi
Kart z pargaminu, i Twoje dzienniczki
Z elektrycznymi okrzyki lub skargi
Gasną, jak ckliwe o południu świeczki.

8

I wrzeszczysz: "dzisiaj!" - ty, gdy twa korona
Dzisiaj jest w rękach, co z dawna umarły;
Jak gałąź włosy wziąwszy Absalona,
Skrzypiąca jemu i hufcowi: "karły!" -

Cyprian Kamil Norwid

18:13, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »


Gdy najsrożej ściskają ziemia lute mrozy,
Ze niby po jedwabiu skrzypią bose płozy,
Chociaż zakurka gęsta białą sypie manną:
Malec suchary z lasu ciągną kopną sanną,
A niejeden na bary jeszcze brzemię bierze,
Ze pod pękami prętów kłębią się jak jeżę.
A że wnet post, bo kończą się chłopskie zapusty,
Na rzece dla zabawy odrzucają chrusty
I rumiani jak jabłka, bo mocno przeziębił,
W ślizgawkę się puszczają stroniąc od przerębli;
Padają wznak, kształt tłocząc swój wśród śnieżnej ściółki;
Obrzucają się z śmiechem krągłymi śniegółki;
Aż w końcu cała rzesza, ruchem rozigrana,
Toczy wspólnymi siły śnieżnego bałwana:
Wprawiają mu nos z szyszki, miast oczu dwa sęki,
Fajkę z gałęzi w zęby i miotłę do ręki,
By wróciwszy do domu, w wieczornej godzinie
W zacisznej, ciepłej izbie siedząc przy kominie
Rysować go, cudaka, pod lampy płomykiem
Na łupkowych tabliczkach siwawym rysikiem.

Leopold Staff
18:12, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2010

Każdy z nas żyje w swoim własnym świecie.


Paulo Coelho
23:06, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »

Miłość oznacza rozprowadzać ciepło,
Nie dusząc się przy tym wzajemnie.
Miłość oznacza być ogniem,
Ale wzajemnie się nie spalać.

Miłość oznacza być zupełnie blisko siebie,
Jednak bez chęci zawładnięcia drugim.
Miłość oznacza dużo od siebie oczekiwać,
Jednak bez kurczowego trzymania się.

Miłość to wielka przygoda
ludzkiego serca.
Ludzie dochodzą do życia,
Gdy czują serce drugiego.

Miłość to jedyna droga,
Na której ludzie stają się ludźmi.
Tylko miłość jest domem,
W którym możemy mieszkać.


Phil  Bosmans

22:46, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »