Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
piątek, 30 listopada 2007


Powinienem teraz być mądrzejszy, niż byłem.

Ale nie wiem, czy mądrzejszy jestem.

Pamięć układa historię wstydów i zachwyceń.

Wstydy zamknąłem w sobie, ale chwila zachwytu

pręgą słońca na ścianie, trelem wilgi, twarzą, irysem,

tomikiem wierszy, człowiekiem trwa i powraca w blasku.

Ta chwila mnie podnosi nad moją ułomność.

Wy, w których się kochałem, zbliżcie się, przebaczcie mi

moje winy z uwagi na moje olśnienie waszą pięknością.

Nie byłybyście doskonałe, ale dla mnie ten wykrój brwi,

to pochylenie głowy, ta mowa zalotna a wstrzemięźliwa

mogły należeć tylko do istot doskonałych.

Przysięgałem kochać was wiecznie, ale potem

słabło postanowienie.

Z migotliwych spojrzeń utkana jest moja tkanina,

nie starczyłoby jej na owinięcie monumentu.

Zostałem z nie napisanymi odami na chwałę wielu

kobiet i mężczyzn.

Ich nieporównana dzielność, ofiarność, oddanie

przeminęły razem z nimi, i nikt o nich nie wie.

Nikt nie wie na całą wieczność.

Kiedy o tym myślę, potrzebuję nieśmiertelnego świadka,

żeby on jeden wiedział i pamiętał.


Czesław Miłosz

08:30, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 listopada 2007

Miałem sen
że byłem jesionem sypiącym
strąki metafor

Miałem dzień
że byłem człowiekiem sypiącym
chmury liści

Mam życie
lecące z Bogiem
w zawody

Jerzy Harasymowicz
21:34, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
środa, 28 listopada 2007

Mija  dwa lata, od kiedy pojawił się na tym blogu pierwszy wiersz.
Dzisiaj nie będzie wiersza, ale moje słowa.....ale tylko dzisiaj:)

Rozpoczynając swoją wędrówkę w świat poetycznych doznań myślałam, że wierszy, do których chętnie powracam będzie kilka, potem, że kilkanaście...dzisiaj znam już siłę poezji. Oprócz klasyki, każdy następny dzień wzbogaca nasze życie w nowe kompozycje słowne, które ja, spośród wielu wybieram. Zadziwia mnie również fakt, że jestem tutaj prawie codziennie - założenia były inne, ale poezja jest jak delicja!
Odbieranie jej ma niepowtarzalny smak i oczywiście pozostawia niedosyt.

I tak sobie kopiuję już dwa lata;-)

Zamierzeniem moim było umieszczanie na nim wyłącznie strof z moich wspomnień i te, które z ciekawością i ze wzruszeniem odbieram dzisiaj. Teraz już wiem, że mój blog jest też dla mnie lekiem na wycieszenie, rozweselenie i uchwycenie tego co jest ulotne, piękne i jakże potrzebne dla zachowania równowagi i dystansu do problemów dnia codziennego.
Wiersze wyszukuję z okruchów mojego życia, codziennych zdarzeń losowych i emocjonalnego ich odbierania. Bywa też, że przypadkowo przeczytana misterna, magiczna, czasami prostolinijna myśl poety nie pozwalała mi zapomnieć i wtedy "zabieram ją do siebie"

Nie przypuszczałam, że w dobie trudnej, szybkiej egzystencji i ciekawostek otwartego świata ktokolwiek będzie tutaj zaglądał.
Myliłam się.
Na drugiej stronie bloga jest prawdziwa uczta dla poetów. To goście blogowi po przeczytaniu umieszczanych tutaj wierszy pozostawiają swoje odczucia w postaci ciepłych i pochlebnych słów dla mistrzów i aż żal, że większość autorów nie może tego przeczytać...

Wiem też, że są osoby, które zagladają tutaj bardzo często, pozostawiając swój ślad tylko w statystykach blogowych. Miłe to dla mnie, że mój wybór wierszy znajduje zwolenników. Tym większy dla mnie ma sens rozszerzać swój wierszozbiór.

Idę więc z wierszem przez moją codzienność i póki starczy czasu, energii i nie zabraknie przyjemnośći obcowania z poezją - będę tutaj!

Kolekcja wierszy jest tęczowa
Dla innym może bezwartościowa
Powstała z okruchów mojego świata
I żyje ze mną całe dwa lata!

:)


Z poetycznym pozdrowieniem dla wszystkich bywalców bloga
Ewa
28 listopada 2007r.


00:12, eva-ewa
Link Komentarze (13) »
wtorek, 27 listopada 2007

Poeta według wzorów i zwyczaju,
Biorąc i niebo i słońce za świadków,
Bredzi o pięknym, woniejącym maju,
O drzew zapachu i o barwach kwiatków.

Mając w płomieniach natchnienia oblicze,
Zapewnia głośno i z blagierską miną
Że gdzieś tam pono są piosnki słowicze
I właśnie w maju tęskni za dziewczyną.

Łże, oczywiście... Niepotrzebna blaga.
Wszak kwiat uroków majowych już opadł.
I, jako mówi nieba prawda naga,
Maj jest nie lepszy niż jakiś listopad.

Co prawda straty z tego bywa wiele,
Lecz niekoniecznie musimy żyć w raju
I niekoniecznie są słowicze trele
I niekoniecznie trzeba kochać w maju.

Konstanty Ćwierk
00:55, eva-ewa
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 26 listopada 2007


Ciało me wklęte w korowód istnienia,
Wzruszone słońcem od stóp aż do głów,
Zna ruchy dziwne i znieruchomienia,
Które zeń w śpiewie przechodzą do słów.

Zna pląsy gwiezdne, wszechświatów taneczność
I wir, i turkot rozszalałych jazd -
Pieśnią jest życie i pieśnią jest wieczność
W takt mego serca i nie moich gwiazd!

Gdy wieczór na noc do snu się układa,
Zmierzchami tłumiąc purpurowy żal,
Bóg, niby z nieba strącona kaskada,
W pierś mą uderza i rozdzwania w dal...

I drgają w piersi rozdzwonione losy,
Bije do głowy rozśpiewana krew,
I pieśnią całe ogarniam niebiosy,
I ziemię całą widzę poprzez śpiew!

Boleslaw Leśmian

01:07, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 25 listopada 2007



Błąkają się po świecie

Niespokojne dusze
Mijamy się codziennie
Nie słysząc nawet
Trzepotu białych skrzydeł
Czujemy wzajemną
Obecność w powiewie
Błękitnego oceanu
Czasem się wzruszamy
Śmiejemy się szczerze
W płomieniu pamięci
Zamykamy pokornie oczy

Zbigniew Barteczka

00:30, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 listopada 2007

Już jesień

rodzi się w moich oczach.
Króluje
przez kilka miesięcy
i odchodzi.
Jestem jak jesień
złota,
szczera,
ciepła,
zimna.
Kocham jesień.
Kiedyś przysypie mnie
liśćmi.
Jestem jesienią...
Widzę, że przemijam.

Maria Pawlikowska Jasnorzewska

09:57, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 listopada 2007


Taka we mnie pustka i czczość,
I na siebie samego złość,
Chyba nigdy nie wróci znów
Warg południe i północ snów.

Gdzie mi płynąć? Do jakich wód?
Gdzie mi stukać? Do czyich wrót?
Czy tęsknocie swej szukać ujść,
Czy też tęsknić i dalej pójść?

Jam na świecie spóźniony gość,
Taka we mnie pustka i czczość,
Taki we mnie przedwczesny chłód,
I żarliwa niewiara w cud.

Niech mnie własny utuli cień,
Niech mnie przyjmie jesienny dzień,
Szarość bytu bez barw, bez tła,
I ta szara nad miastem mgła.

Taka we mnie pustka i czczość,
I na siebie samego złość,
I do siebie samego żal,
Żem przeoczył i cud i dal.

Jan Brzechwa
21:26, eva-ewa
Link
środa, 21 listopada 2007

Nie morza stalowego fale napastliwe
Nie Tatry, chmur drapacze wyższe, niż Manhattan
Nie białowieskiej puszczy dęby wiecznie żywe
Ani w wieże wawelskie wmurowane lata.

Ale ptak, co go dotąd jeszcze nikt nie złapał
Ale kobiałka wczesnych, zakurzonych śliwek
I koza prowadzona gdzieś za rogi krzywe
I oset, który bosą piętę podrapał.

Nie trasy, autostrady, Nowotel, Intraco
Ani stada dyskotek w stroboskopów strudze
Smokingowe night cluby wzbronione pętakom
Nie pachnące salony elektrycznych złudzeń.

Ale rynek miasteczka unurzany w nudzie
I dach z przegniłych gontów dobrze znany ptakom
Ciepły chleb o nieznanym, zapomnianym smaku
I drzwi wąskie, skrzypiące, a za nimi ludzie.

Adam Kreczmar

08:11, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 listopada 2007

Jest świt,
Ale nie jest jasno.
Jestem na pół zbudzony,
A dokoła nieład.
Coś trzeba związać,
Coś trzeba złączyć,
Rozstrzygnąć coś.
Nic nie wiem.
Nie mogę znależć butów,
Nie mogę znależć siebie.
Boli mnie głowa.


Leopold Staff

09:48, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 listopada 2007


Co to jest szczęście? - częste pytanie.
Odpowiedź złożona, ja jednak odpowiem,
bo dla mnie szczęściem, móc dawać coś z siebie
dla tych których kocham, i obcych w potrzebie.

Każda życzliwie wyciągnięta ręka,
uśmiech na twarzy i w oczach zmęczonych,
drobny gest wdzięczności - to przecież tak mało,
a znaczy tak wiele w szarej codzienności.

To dom rodzinny, ściany, cztery kąty
i jego progi przyjaźnie skrzypiące.
Po dniu pełnym zmagań, po trudach i znoju,
spieszymy do portu - oazy spokoju.

Szczęściem jest dzień jasny, co po nocy wstaje
i wieczór wytchnienia w gronie osób bliskich
i czyste sumienie, gdy bez żadnych wahań,
zapiszę spełnione uczynki - na zyski.

Szczęściem samo życie, które nam jest dane,
jeżeli rozważnie kierujemy sterem,
wszakże tyle piękna można dostrzec wokól
i tak dużo dobra, gdy dobro się sieje.

Daleko szukamy co mamy tak blisko,
wciąż się rozglądamy, chcemy z życia wszystko.
Tyle w świecie złego, zawiści i krzyku,
a szczęście przysiadło cichutko w kąciku.

Krystyna Jabłońska

22:07, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
niedziela, 18 listopada 2007

Ziemio
błękitnoszara,
wodo
zielonooka,
gdzie jest szczenięca wiara,
dziecinny ufny głos,
zwodzonych marzeń most?...
Izbo
z wysokim progiem,
szkoło
za rogiem zaraz,
kto to
tak się postarał,
że nie do tańca gram,
do kina chodzę sam?...
Dziewczynie, która na głos
czytała mi Norwida,

zawdzięczam serca nagłość

i wiersz, co się nie przyda.

Z tej samej ręki brałem

pierwszego kłamstwa rózgi,

w tym samym sadzie stałem,

z tej samej drwiłem próżni..
.
Ziemio
błękitnoszara,
wodo
zielonooka,
gdzie jest szczenięca wiara,
dziecinny ufny głos,
zwodzonych marzeń most?...

Dziewczynie, która przeszła
przez życie jak przez szatnię,
zawdzięczam trochę piekła
i niebo przedostatnie...
Z tej samej ręki wziąłem
to lustro, które stłukłem,
i lęków nocnych sforę,
i małą złotą furtkę.

Ziemio
błękitnoszara,
wodo
zielonooka,
gdzie jest szczenięca wiara,
dziecinny ufny głos,
zwodzonych marzeń most?...

Agnieszka Osiecka
17:01, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 listopada 2007


Pytasz mnie, jak się czuję. Tak, jak czuć się może
Człowiek dość pełnoletni w końcu listopada,
Gdy w niebie zmierzch pochmurny i błoto na dworze,
A za oknem bez przerwy deszcz ze śniegiem pada.

Lecz zbyt o dnia i roku nie troszczę się porę,
Bo po słocie pogoda idzie wieczną zmianą.
Więc też o wschodzie słońca wiersz piszę wieczorem,
A nokturny w słoneczne grywam tylko rano.

I jestem zawsze ufny i pełen pewności,
Czekając niezachwianie tej chwili jedynej,
Gdy ujrzę, że na świecie są same radości.
I zegar na raz wszystkie wskazuje godziny.


Leopold Staff
08:16, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 listopada 2007

Przez siedem dni Wszechwładny stworzył całą Ziemię
jest siedem grzechów głównych
sakramentów siedem
za siódmym morzem
siódmą rzeką i górami
żyje księżniczka wraz z siedmioma krasnoludkami
siedem jest cudów świata
plag egipskich siedem
a smoki w bajkach były zwykle siedmiogłowe
i mały człowiek kiedy właśnie ma lat siedem
zaczyna w szkole zgłębiać wiedzę
trudzić głowę
za siódme żebro powieszono rozbójnika
o siódmy zmysł trwa spór pomiędzy geniuszami
o siódmej zakład wita swego pracownika
siedmiodniowymi czas upływa tygodniami
a gdy śmierć przyjdzie z kosą w kształcie cyfry 7
to może znajdziesz swoje miejsce w siódmym niebie.

Mariusz Parlicki

07:28, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 listopada 2007

Wiatr mnie pędzi po drogach,
wiatr, bóstwo odmiany
o dmuchających policzkach.
Kocham ten wiatr,
cieszę się
odmianom.

Chodzę po świecie
we dwoje albo sama
i miłe są jednakowo
tęsknota i śmierć tęsknoty,
która nazywa się spełnienie.

Czegoś jest we mnie za dużo.
Przelewam się przez brzegi
jak drożdże. Drożdże mają
swój własny rodzaj szczęścia.

Idę, ciągle idę,
czasem przyłącza się do mnie mężczyzna.

Idziemy razem,
on mówi, że to do śmierci,
potem gubi się o zmroku
jak rzecz nieważna.

Idę sama,
potem znów na zakręcie
zjawia się nowy towarzysz.

Idę, ciągle idę,
wiatr pędzi po drogach.
Na moich drogach
zawsze wieje wiatr.

Anna Świrszczyńska
17:14, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 listopada 2007
 
Dlaczegóż teraz nie mogę gdzieś z tobą,
w zaciszu siedząc, wieść cichej rozmowy?
Czemuż nie mogę ująć twych dłoni,
na mym ramieniu uczuć twojej głowy?

Czemuż nie mogę podzielić się z tobą
każdym oddechem, każdym kęsem chleba,
każdą radością i każdą boleścią -
i tylko tak mi wiecznie tęsknić trzeba?...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

20:19, eva-ewa
Link Komentarze (2) »


Wysokie wyobrażenia o sobie zostają poniżone
spojrzeniem w lustro,
niemocą starości,
wstrzymywaniem oddechu w nadziei, że ból
nie powróci.

Niewyczerpana mnogość ludzi poniżonych,
jak też innych istot śmiertelnych,
które to znoszą jakby z większą pokorą:
sokół, którego lot już nie jest dość szybki, żeby dogonić gołębia,
kulejący bocian wygnany wyrokiem odlatującego stada.
Obrót sezonów, zstępowanie w ziemię.

Co na to niebieskie moce?
Przechadzają się, patrzą. -
Tu my, a tam tak zwane królestwo Natury.
Co gorsze? Świadomość czy brak świadomości?
No tak, żadnego lustra nie mieliśmy w Raju.

Czesław Miłosz

08:47, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 listopada 2007


Trzeba umieć ludzi pokochać,
jeśli nie ogień, ustami wyrzucać jasność,
życie jak granat wybucha,
wybuchło, zgasło.
A tu by trzeba z desek prostych
dom, kościół, niebo drgające wznieść.
A tu posadzić żywicą dudniące sosny,
pod włosami ich, pod kwiatami
serdeczną gościć wieść.
A tu by dzbany oliwy słonecznej pełne
w rany otwartych warg podać,
w chałupin ciemnych trumny, w popiół
niech płynie niebios woda.
Tak z dłonią na salwie czerwonej
serce - człowieku - jak gołąb ginąc tłucze,
świat - gdzie spojrzysz jak ściana lodu czterostronny -
zabijać tylko, umierać uczy.
Krew upada jak dzwony z jękiem.
A ty stoisz, ręceś zadumał.
W głębokościach działa oślepłe:
ogień, ciemność, kurzawa, tuman.
Jeszcze by trzeba pokochać mocniej,
dech jak sztandar rozwinąć szerzej, jaśniej,
czas jak płomień pochłania,
pochłonął, gaśnie.
A ty stoisz, cieśla niemrawy,
stygną łuki wiatrów nietkniętych,
tężeją niebios białe ławy.
O boży cieślo! tnij raz jeszcze,
ze struga wiór jak grom się zwije,
już go chwytają, wzięli, unieśli,
upadł, przepalił serca - więc żyjesz.


Krzysztof Kamil Baczyński
17:32, eva-ewa
Link
niedziela, 11 listopada 2007

Jeszcze Polska nie zginęła,
Kiedy my żyjemy,
Co nam obca przemoc wzięła,
Szablą odbierzemy.


Marsz, marsz, Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski,
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
Będziem Polakami,
Dał nam przykład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz, Dąbrowski...

Jak Czarniecki do Poznania
Po szwedzkim zaborze,
Dla ojczyzny ratowania
Wrócim się przez morze.

Marsz, marsz, Dąbrowski...

Już tam ojciec do swej Basi
Mówi zapłakany -
"Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany."

Marsz, marsz, Dąbrowski...

Józef Wybicki


11:54, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
piątek, 09 listopada 2007


Wyrazić  w Dniu Twych ważnych urodzin
Opisać w słowach trafnych, najmilszych
Jaką widzimy Ciebie codziennie
Co jest pragnieniem Twoim największym
Co lubisz i w czym tkwisz niezmiennie
i co przed Tobą jeszcze...
 
Długowłosą brunetkę o piwnych oczach,
delikatnych rysach twarzy.
Często zadumasz się - może rozmarzysz.
Twardo kroczysz po mapach świata,
wliczając w strefy czasowe
swoje przyszłe lata...

Konsekwentną w klasycznym stylu
wizerunku –  prostocie bytu.
Skorpion w całej swej okazałości
dociekliwa, sumienna - bywa, że złośnik.
Czysta proza, Cobain, Wajda, Kusturica
to jest to, co Cię zachwyca...

Przed Tobą nowe prawa życia.
Wkraczasz w nie dzisiaj z ciekawością,
nie bacząc jeszcze nad obowiązkowością,
ale co tam – będzie fajnie i miło
i nam będzie lżej...możemy poprosić:
Kochanie, idź kupić piwo...

Twoje życie wyznacza nasze cele,
Zabiera czas i spokój - to niewiele
Wypełnia blaskiem pięknej bliskości
Mnoży marzenia, dzieli radości
Uczy Nas tolerancji i cierpliwości.
A to bardzo wiele!

(dla mojej córki)
00:19, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 listopada 2007
 
Z tego płomienia, który dla mnie płonął.
Z oczu ognistych i czułych pospołu,
Z tych ust, na których jam tak sercem tonął,

Z tych pocałunków mocnych jak balsamy,
Z uniesień żywszych od promieni słońca -
Okropnie, duszo moja! - cóż dziś mamy?
Co pozostało? Szkic, kartka niknąca,

Która wraz ze mną samotnie zamiera
I którą starzec złośliwy, Czas srogi,
Z dniem każdym ciężkim skrzydłem swym zaciera...

Morderco chmurny, życiu, sztuce wrogi,
W pamięci mojej nie zatrze twa siła
Tej, co mym szczęściem i chlubą mą była!
Usta twoje: ocean różowy.
Spojrzenie: fala wzburzona.
A twoje szerokie ramiona:
Pas ratunkowy...

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

17:53, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
środa, 07 listopada 2007


Miłości mojej mówię do widzenia
Już zawiadowca dał odjazdu znak
Już peron pusty na co czekać nie mam
Na jaki adres będę listy słał...

Miłości mojej mówię do widzenia
Napiszę kiedyś długi list
jak to umiałem czekać bez wystchnienia
i pod oknem Twym długo być...

Daleko pociąg błysnął latarenką
Jakby gwiazdeczka zajaśniała w mgle
Na tym peronie tak samotnie ciężko
Więc do widzenia – czy spotkamy się...

Miłości mojej mówię powodzenia
Do domu wracam, bo i gdzie
Napiszę albo nie jak dalej żyje się
Ty przecież wszystko już wiesz...

Mnie to czekanie wcale się nie dłuży
Codziennie będę na tej stacji stał
Może powróci kiedyś z tej podróży
Może się znudzi jej daleki świat

Miłości mojej mówię do widzenia
Kiedy powrócisz znajdziesz mnie
Może napiszesz mi, że czasem tęskno Ci
i, że pamiętasz wciąż mnie....


Ernest Bryll
16:06, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 listopada 2007


Gdy już noc odetchnie szerzej
Ponad dachy, ponad wieże
Lecą czarne nietoperze
W nieprzejrzaną mgłę.
I na złość wszelkiemu lichu
Gdzieś po ciemku, gdzieś na strychu
Wywołują wciąż po cichu
Swoje czary złe.

Jak nietoperze
Mamy nocne sekrety,
Jak nietoperze
Słuchamy wielkomiejskich ech.
W nocy dziwnej atmosferze,
Gdzie rozkoszy księżyc strzeże,
Krążą ludzie-nietoperze
Pijąc słodki grzech.

Unikając ludzkich sideł,
Na bezszumnych błonach skrzydeł
Lecą w mrok na kształt straszydeł
W księżycowy mrok.
I znikają w nocnej ciszy
Ni to ptaki ni to myszy,
Gdzie już nikt ich nie dosłyszy,
Gdzie nie dojrzy wzrok.

Jak nietoperze
Mamy nocne sekrety,
Jak nietoperze
Słuchamy wielkomiejskich ech.
W nocy dziwnej atmosferze,
Gdzie rozkoszy księżyc strzeże,
Krążą ludzie-nietoperze
Pijąc słodki grzech.

Jan  Brzechwa


23:16, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
 

Przychodził nocą

Zabierał jej włosy
śpiące w mroku

Zabierał
bursztynowy półksiężyc
brzucha

Zanurzał się w niej
jak chrząszcz
w płonącej nasturcji

Zamykał ją w dłoniach
ciasno szczelnie

Nie czuł
że się wymyka

Nie słyszał
jak odchodzi

Nie stukały obcasy
zielonych pantofli

Małgorzata Hillar

00:20, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 listopada 2007



Ma życie stanów rozmaitość:
Przesyt, niedosyt, czczość i sytość,
Jakość, nijakość, ruch i trwanie,
Kwitnienie i obumieranie.
Doprawdy - nadmiar mocnych wrażeń,
Splątanych ścieżek, przeobrażeń...
Szczęściem - ratuje ciągłość jaźni
Zbawienny uwiąd wyobraźni.

Są zatem tacy, którym za nic
Poznania przekraczanie granic,
Wiedzą, co dzieje się dokoła,
Czemu Bóg milczy, Otchłań woła.
Ci, kiedy im się zadrżeć zdarzy
Liczą na księży lub lekarzy.
Żyją szczęśliwi, niepoważni -
Zbawienny uwiąd wyobraźni.

Inni, choć się nicością sycą -
Ufają wszelkim obietnicom,
Zaklęciom, czarom i loteriom,
Z obrzędem i śmiertelnie serio.
Nic to, że co dzień się kaleczą
Bo ich nadzieje sobie przeczą:
Największa bzdura ich nie drażni -
Zbawienny uwiąd wyobraźni.

A jeszcze inni - pojęć gracze -
Bawią się odwracaniem znaczeń
I, niezliczone czerniąc strony,
Stawiają domki z kart znaczonych.
Rozrywka płocha, życiochłonna,
Wolna od zasad, więc bezstronna.
Mistrzem jej, kto się głośniej zbłaźni...
Zbawienny uwiąd wyobraźni.

Jest jeszcze paru, co się błąka
Wśród kolumn, po zamierzchłych łąkach,
Gdzie z ruin, fresków i witraży
Sylabizują - co się zdarzy.
Wiedzą, czego nie wiedzą, durnie
Więc cierpią dumnie, żyją chmurnie,
Płoną na mrozie, marzną w łaźni -
Wolni więźniowie wyobraźni.

Ci, co się trwożą, co się leczą,
Co trwodze i rozumom przeczą,
Co zarabiają na żonglerce,
Ci, co przez szkiełko patrzą w serce -
Spotkają się na miejscu kaźni...
Zbawienny uwiąd wyobraźni.

Jacek Kaczmarski
9.9.2001r.

18:20, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2