Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
piątek, 27 listopada 2009


A nawet jeśli nie taka
a wieczna wieczność

to i ona ma podszewkę
i ona się wywróci

i zejdzie.


Miron Białoszewski

19:42, eva-ewa
Link
 
I cóż się ze mną stanie,
kiedy te wiersze dopiszę?
Nic się nie stanie,
wrosnę w ciszę.

A muszę ją mieć,
musi grzmieć!
Niech brzmi paryskimi salwami!
Towarzysze,
będę z wami,
kiedy już nic nie napiszę.

Władysław Broniewski

19:40, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

Wypełniona szaleństwem ludzkim głosem gada
Wieża wzniesiona z fundamentu ciała

Słup krwi zielony jak przemyślny powój
Co wyrósł z nagle przekłutego boku

Zakończony jak usta proroka wargami
Silni się świecącymi obłokami

I już na tle czarnego nieba w pewne słowa
Składają się - cyfry alfabetu Słowian

Lecz głupi kto by myślał że tej cyrylicy
Sens zrozumie jawnie oczywisty

Tobie to mówię fenicka kurewko
Co za mną przy mnie i przede mną z grecką

Piersią odkrytą francuskim wachlarzem
Jednak zakrytą na głos czytać sobie każesz

Rafał Wojaczek

19:39, eva-ewa
Link
niedziela, 22 listopada 2009


gdybym miała tyle istnień
ile kolorowych baloników
trzyma na uwięzi ten pan
byłabym rozrzutna
rozrzuciłabym je po niebie
pozwoliłabym im się wplątać
w wiatr i w chmury
i w ptasie skrzydło

sobie
zostawiłabym jedno
zielone
jak liście
jak źdźbła traw
i jak oczy twoje - z bliska

Halina Poświatowska

11:29, eva-ewa
Link

Mrówko co nie urosłaś w czasie wieków
ćma od lampy do lampy
na przełaj i najprościej
świetliku mrugający nieznany i nieobecny
koniku polny
ważko nieważka
wesoło obojętna
biedronko nad którą zamyśliłby się
nawet papież z policzkiem na ręku

człapię po świecie jak ciężki słoń
tak duży, że nic nie rozumiem
myślę jak uklęknąć
i nie zadrzeć nosa do góry

a życie nasze jednakowo
niespokojne i malutkie

Jan Twardowski

11:27, eva-ewa
Link
wtorek, 17 listopada 2009

Cud pospolity:
to, że dzieje się wiele cudów pospolitych.

Cud zwykły:
w ciszy nocnej szczekanie
niewidzialnych psów.

Cud jeden z wielu:
chmurka zwiewna i mała,
a potrafi zasłonić duży ciężki księżyc.

Kilka cudów w jednym:
olcha w wodzie odbita
i to, że odwrócona ze strony lewej na prawą,
i to, że rośnie tam koroną w dół
i wcale dna nie sięga,
choć woda jest płytka.

Cud na porządku dziennym:
wiatry dość słabe i umiarkowane,
w czasie burz porywiste.

Cud pierwszy lepszy:
krowy są krowami.

Drugi nie gorszy:
ten a nie inny sad
z tej a nie innej pestki.

Cud bez czarnego fraka i cylindra:
rozfruwające się białe gołębie.

Cud, no bo jak to nazwać:
słońce dziś wzeszło o trzeciej czternaście
a zajdzie o dwudziestej zero jeden.

Cud, który nie dziwi, tak jak powinien:
palców u dłoni wprawdzie mniej niż sześć,
za to więcej niż cztery.

Cud, tylko się rozejrzeć:
wszechobecny świat.

Cud dodatkowy, jak dodatkowe jest wszystko:
co nie do pomyślenia
jest do pomyślenia.

Wisława Szymborska

16:54, eva-ewa
Link
niedziela, 15 listopada 2009

Co ja umiem? Nic nie umiem!
Pierwszym ja w nieuków tłumie,
ani myśli związać składnie
ani zdania wyrzec zgrabnie
ani w śpiewne brzdąkać struny
jestem prostak, nie uczony

Czy mam iskrę? Tak! Lecz gaśnie...
Jak rybka pod wodą zaśnie!
Tchu brak aby iskrę wzniecił
co by chociaż skąpo świecił
i oliwy brak w kaganku
więc przygasa... bezustanku

Czym ja winien? Jam nie winien!
Niech na tych złe słowo spłynie
co rządzili moim światem
co nie znali brata z bratem
w wyzysku niezmordowani
krwiopijcy zdziercy tyrani!

Chcesz się uczyć? Już nie mogę
wkrótce życia skończę drogę
nie starczy mi już pamięci
już osłabły moje chęci
już się stara trzęsie głowa
a to trzeba by od nowa!


Emilia Michalska


09:18, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 listopada 2009


Został im tramwaj
siódemka chyba
tulą się do siebie
na przednim pomoście

Ona nic nie mówi
bo jest szczęśliwa
motorniczy wiezie
ich miłość na oślep

Wracają z wykładu z ekonomii
on kwiaty jej kupił
bukiet kaczeńców
w nim parę listków nadziei

Ile jeszcze przejadą przystanków
zanim wysiądą po latach
przed swym mieszkaniem
em trzy lub em cztery


Adam Ziemianin
09:48, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 listopada 2009


Jeśli nie mogę uciec od nieszczęścia,
zawsze mogę się schronić
w nieszczęściu.

Jeśli nikt z przyjaciół
nie poda mi ręki,
uratuje mnie zabijając
ręka wroga.

Anna Świrszczyńska
18:40, eva-ewa
Link
środa, 11 listopada 2009


Legiony to - żołnierska nuta,
Legiony to - straceńców los,
Legiony to - rycerska buta,
Legiony to - ofiarny stos.
 
Refren:
My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos, rzuciliśmy
Swój życia los,
Na stos, na stos!
 
Mówili, żeśmy stumanieni,
Nie wierząc nam, że chcieć to móc,
Laliśmy krew osamotnieni,
A z nami był nasz drogi Wódz.
 
Refren:
My, Pierwsza Brygada...
 
O ileż mąk, ileż cierpienia,
O ileż krwi, przelanych łez,
Pomimo to nie ma zwątpienia,
Dodaje sił wędrówki kres.
 
Refren:
My, Pierwsza Brygada...
 
Nie chcemy dziś od was uznania,
Ni waszych mów, ni waszych łez,
Skończyły się dni kołatania,
Do waszych głów, do waszych serc.
 
Refren:
My Pierwsza Brygada...
 
Legiony to - są Termopile,
Legiony to - rozpaczy głos,
Legiony - słońce na mogile,
Legiony - krwawych ofiar stos.
 
Refren:
My Pierwsza Brygada...
 
Pamięta wszak Warszawa chwile,
Gdy szarych garść legunów szła,
Rzucili nam: "germanofile",
Z oka spłynęła gorzka łza.
 
Refren:
My Pierwsza Brygada...
 
Inaczej się dziś zapatrują
I trafić chcą do naszych dusz,
I mówią, że nas już szanują,
Lecz właśnie czas odwetu już!
 
Refren:
My Pierwsza Brygada...
 
Umieliśmy w ogień zapału
Młodzieńczych wiar rozniecić skry,
Nieść życie swe dla ideału
I swoją krew i marzeń sny.
 
Refren:
My Pierwsza Brygada...
 
Potrafim dziś dla potomności
Ostatki swych poświecić dni,
Wśród fałszów siać siew szlachetności
Miazgą swych ciał, żarem swej krwi.
 
Słowa: Tadeusz Biernacki i Andrzej Hałaciński
11:56, eva-ewa
Link
wtorek, 10 listopada 2009


Dałeś mi Panie łaskę - abym ślad zostawił
Koślawy może - śmieszny - ale własny
Dałeś mi Panie tyle wątpliwości
Na te i tak już wątpliwe czasy
Jak to udźwignąć gdy słabości tyle
Że piwa bym się napił zamiast iść do wiersza
Jak mówić za mych smutnych braci
Gdy sucho w głowie a młodość nie pierwsza
Wiem - nie wystarczy wroga znaleźć
To potrafi każdy młodo napalony
Ale jeszcze tyle z życia wytłumaczyć
Żeby starczyło na wiele pokoleń



Adam Ziemianin
17:04, eva-ewa
Link
poniedziałek, 09 listopada 2009

Pamiętam pierwszy spacer z tobą:
wieczór był cichy, miły,
śniegowe lekkie, puszyste płatki
drzewa srebrzyły

Śniegowe płatki wplotły się w loki
nad czołem twojem bladem
i byłaś dziwnie piękna, w srebrzysty
strojna dyjadem.

Od blasku miejskich latarni lśniący
śnieg na twe lica prószy,
a jam w błękitnych oczach twych czytał
wróżbę rozkoszy.


Kazimierz Przerwa-Tetmajer

15:46, eva-ewa
Link
niedziela, 08 listopada 2009

Listopad, niemal koniec świata, kilka minut przed zmierzchem.
Schroniłem się w kawiarni, siadłem tyłem do światła.
Wolne? Zajęte - odpowiadam,
rzucam kurtkę na to drugie krzesło.

Och, gotów jestem już wyjść z tego miasta, ręce wytrzeć o liście,
cały ten kurz, tłuszcz miasta wytrzeć o liście,
wyjdź ze mną, zobaczysz.

Znudzimy się i pozabijamy po tygodniu,
ale pomyśl o tych łunach, które pozostawimy za sobą,
o tych wszystkich miejscach i kobietach, mężczyznach;
pomyśl - z jaką ulgą

będziemy krzyczeć w hotelowym pokoju,
na najwyższym piętrze,
a nasze krzyki dotrą na pewno aż na portiernię.
Wolne? Już, już za chwilę będzie wolne - odpowiadam.
Zmierzch.


Marcin Świetlicki
10:53, eva-ewa
Link
czwartek, 05 listopada 2009

Poeta jest twoim nieznośnym bratem
który- kiedy biegniesz- mówi
zatrzymaj się
obejrzyj się
obejrzyj siebie
zobacz kwitnący biało oleander
powąchaj liść orzecha
dotknij jakie chłodne uszy ma jamnik
spojrzyj światu w oczy
dokonaj koniecznych doświadczeń
nie wystarczy o nich przeczytać
kiedy stoisz w miejscu
poeta każe ci biegnąć
gdy milczysz każe ci krzyczeć
z radości czy bólu
nazywa co jest w tobie
przywraca niezbędne złudzenia
bierze cię za rękę
jak anioł świętego Piotra
i wyprowadza z więzienia
czujesz jak drży mu ręka
kiedy ci szepcze do ucha
jesteś wolny nie bój się idź

Janusz Stanisław Pasierb


21:15, eva-ewa
Link

Usiadła z nami radość
zanurzyła się w dłoni przysnęła w zmarszczce,
na rzęsie
w uśmiechu, na policzkach
szeptała nad wargą
w trąbce Eustachiusza
zaplątała się w twoje wąsy
i moje kłamstwa
                                                
Usiadła z nami radość
spokojnie piła kawę –
gorzką
a jakże.

Krystyna Gucewicz

20:37, eva-ewa
Link

Basi

Unieś głowę jak źródło,
z niej powstanie kolor
i nazwanie wszechrzeczy,
i płynienie porom.

Widzisz, wszystko spełnione,
czas po brzeg nalany
i niebo syte żaru
jak złote fontanny.

A wszystko możesz spełnić
od nowa i począć
widowiska w obłokach
tryskające oczom.

I wszystko co przypomnisz,
będzie jak czas głuchy,
nad którym jak nad ciałem
zawirujesz duchem.

Bo kochać znaczy tworzyć,
poczynać w barwie burzy
rzeźbę gwiazdy i ptaka
w łun czerwonych marmurze.

III 1942

Krzysztof Kamil Baczyński

20:09, eva-ewa
Link


Już las w Ardenach świeci.
Nie zbliżaj się do mnie.
Głupia, głupia,
zadawałam się ze światem:

Jadłam chleb, piłam wodę,
wiatr mnie owiał, deszcz mnie zmoczył.
Dlatego strzeż się mnie, odejdź.

I dlatego zasłoń oczy.
Odejdź, odejdź, ale nie po lądzie.
Odpłyń, odpłyń, ale nie po morzu.
Odfruń, odfruń, dobry mój,
ale powietrza nie tykaj.

Patrzmy w siebie zamkniętymi oczami.
Mówmy sobie zamkniętymi ustami.
Bierzmy się przez gruby mur.

Mało śmieszna para z nas:
zamiast księżyca świeci las,
a podmuch zrywa twojej damie
radioaktywny płaszcz, Pyramie.

Wisława Szymborska

19:02, eva-ewa
Link
środa, 04 listopada 2009


O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich miodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Leopold Staff

19:58, eva-ewa
Link
poniedziałek, 02 listopada 2009
 
Ludzie, gdy poczuli strach
Zaraz wymyślili dach
Kiedy wyszło,
że nie każdy o tej samej porze może
być pijany
no to wymyślili ściany
Gdy się nagle stało jasne
że na człeka, na kolację
nie przypada cały wół
zaraz wymyślili stół
Kiedyś biegli, jak to zimą dla rozgrzewki
jeden stanął, mówi-ileż można biec?
- chodźmy, wymyślili piec.

I tak ludzkość
wytężając
a to rozum
a to serce
a to ręce
doszła żmudnie i powoli
do kafelków
w
łazience.
Tak więc ludzkość
jeśli nie policzyć bomb
głównie wymyślała DOM
Nawet koło
Wymyślono nie z powodu "ciężka praca"
Koło wymyślono po to
by do domu szybciej wracać
A proch? - Dziś tak już znienawidzony
wymyślono przecież po to
by móc zwiedzać inne domy.

Ale w domu
choćby róże rosły w murze
telewizor był w glazurze
i w doniczce każdej kran
Jeśli serce nie zamieszka
To to będzie PUSTOSTAN

Andrzej Poniedzielski

17:22, eva-ewa
Link
niedziela, 01 listopada 2009

Dla tych
 którzy odeszli w nieznany świat,
 płomień na wietrze
 kołysze wiatr.
 Dla nich tyle kwiatów
 pod cmentarnym murem
 i niebo jesienne
 u góry

 Dla nich
 harcerskie warty
 i chorągiewek
 gromada,
 i dla nich ten dzień -
 pierwszy dzień listopada.

Danuta Gellnerowa

11:20, eva-ewa
Link Komentarze (1) »