Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
środa, 31 grudnia 2008

Idź Nowy Roku...

tak mówi Rok Stary i znika...

z łezką w oku.
Z ostatnią kartką kalendarza zerwijmy złe nastroje,
zapomnijmy o wszystkich nieudanych dniach,
przekreślmy niewarte pamięci chwile
 i wejdźmy w Nowy Rok

 jak wchodzi się na najwspanialszy bal świata!


Tego życzę bywalcom mojego bloga:))



09:17, eva-ewa
Link Komentarze (7) »
wtorek, 30 grudnia 2008

ludzie wszystko rozumieją po swojemu
wyszukują w czynach drugie dno
jakiś osad teraz mam taaaaaak nieprzyjemny
jakby ktoś wybrudził nieba tło

możesz sugerować, co zapragniesz
możesz nawet myśleć chorobliwie
ale mylisz się i nawet bardzo
już umarło wszystko, już mówiłam

samoocenie można pozazdrościć
super-zaleta, muszę się podszkolić
cóż, pomyliłeś się , nie ma nic prościej
marzenia z realnością znów pomylić

dojrzałość duszy i decyzję mądre
słuchają się rozsądku już, nie serca
i romantycznych głupstw amoku
już nie dopuszczę nigdy więcej

postanowiłam kiedyś to i tak już robię
i niepotrzebnie wyszukałeś tajne dno
i niepotrzebnie nadal wmawiasz sobie
że nie minęło. I że dla mnie nadal znaczysz coś.




Nadia Kraszewska


07:46, eva-ewa
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 29 grudnia 2008

Gdy wieczorne zgasną zorze.
Zanim głowę do snu złożę.
Modlitwę moją zanoszę.
Bogu ojcu i synowi,
dopierdolcie sąsiadowi.
Dla siebie o nic nie proszę,
tylko mu dosrajcie proszę.
Kto ja jestem? Polak mały.
Mały zawistny i podły.
Jaki znak mój - krwawe gały.
Oto wznoszę moje modły,
do Boga, Marii i Syna,
zniszczcie tego skurwysyna.
Mego brata sąsiada,
tego wroga, tego gada.
Żeby mu okradli garaż,
żeby go zdradzała stara,
żeby mu spalili sklep,
żeby dostał cegłą w łeb,
żeby mu się córka z czarnym,
i w ogóle żeby miał marnie.
Żeby miał AIDS i raka, 
oto modlitwa Polaka.


( z filmu "Dzień Świra")


17:27, eva-ewa
Link Komentarze (6) »
niedziela, 28 grudnia 2008


Od tego trzeba było zacząć: niebo.
Okno bez parapetu, bez futryn, bez szyb.
Otwór i nic poza nim,
Ale otwarty szeroko.

Nie muszę czekać na pogodną noc,
ani zadzierać głowy,
żeby przyjrzeć się niebu.
Niebo mam za plecami, pod ręką i na powiekach.
Niebo owija mnie szczelnie
i unosi od spodu.

Nawet najwyższe góry
nie są bliżej nieba
niż najgłębsze doliny.
Na żadnym miejscu nie ma go więcej
niż w innym.
Obłok równie bezwzględnie
przywalony jest niebem co grób.
Kret równie wniebowzięty
jak sowa chwiejąca skrzydłami.
Rzecz, która spada w przepaść,
spada z nieba w niebo.

Sypkie, płynne, skaliste,
rozpłomienione i lotne
połacie nieba, okruszyny nieba,
podmuchy nieba i sterty.
Niebo jest wszechobecne
nawet w ciemnościach pod skórą.

Zjadam niebo, wydalam niebo.
Jestem pułapką w pułapce,
zamieszkiwanym mieszkańcem,
obejmowanym objęciem,
pytaniem w odpowiedzi na pytanie.

Podział na ziemię i niebo
to nie jest właściwy sposób
myślenia o tej całości.
Pozwala tylko przeżyć
pod dokładniejszym adresem,
szybszym do znalezienia,
jeślibym była szukana.
Moje znaki szczególne
to zachwyt i rozpacz

Wisława Szymborska
11:50, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 grudnia 2008

Zanim zdechnie w oceanie struty ropą śledź ostatni
I ostatniej trawy źdźbło pokryje pył,
Zanim w Leśniczówce Pranie gigantyczny motel stanie,
Zanim ciszę leśna zmąci jazgot pił,
Zanim zniknie pod betonem osiedlowych skwerków reszta,
A w piwnicy odda ducha szara mysz,
Zanim wszystko co zielone, co w pachnącej trawie mieszka
Na podeszwach rozniesiemy wzdłuż i wszerz.

Do serca przytul psa,
Weź na kolana kota,
Weź lupę popatrz - pchła,
Daj spokój, pchła to też istota.
Za oknem zasadź bluszcz,
Niech się gadzina wije,
A kiedy ciemno już i wszyscy śpią,
Matka śpi, ciotka śpi, wujek śpi
Zapylaj georginie.

Nim zatruje aerozol do cna życie morskim świnkom
I przesłoni góry ciąg dymiących hałd,
Nim słowiki i skowronki stracą głosy i umilkną
W metalicznym ryku rozwydrzonych aut.
Nim karmiona sztucznie krowa da zielone, chude mleko,
Zanim wzruszysz się wąchając sztuczny kwiat.
Zanim erzac naturalny w krew ci wejdzie tak daleko,
Że polubisz plastykowy, śmieszny świat.

Do serca przytul psa,
Weź na kolana kota,
Weź lupę popatrz - pchła,
Daj spokój, pchła to też istota.
Za oknem zasadź bluszcz,
Niech się gadzina wije,
A kiedy ciemno już i wszyscy śpią,
Matka śpi, ciotka śpi, wujek śpi
Zapylaj georginie.

Jan Kaczmarek


09:26, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 grudnia 2008


Lulajże Jezuniu, moja perełko,
Lulaj ulubione me pieścidełko.
Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj!
A Ty Go, matulu, z płaczu utulaj.

Zamknijże znużone płaczem powieczki,
Utulże zemdlone łkaniem usteczki.
Lulajże, Jezuniu...

Lulajże, przyjemna oczom gwiazdeczko,
Lulaj, najśliczniejsze świata słoneczko.
Lulajże, Jezuniu...

My z Tobą, tam w niebie, spocząć pragniemy,
Ciebie, tu na ziemi, kochać będziemy.
Lulajże, Jezuniu...


13:11, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 grudnia 2008

Oj, maluśki, maluśki, maluśki jako rękawiczka,
alboli też jakoby, kawałeczek smyczka. La....

Czy nie lepiej by Tobie, by Tobie siedzieć było w niebie,
wszak Twój Tatuś kochany, kochany nie wyganiał Ciebie. La...

Tam Ci zawsze służyły, służyły prześliczne Anioły,
a tu leżysz sam jeden, sam jeden jako palec goły. La...

Tam kukiełki jadałeś, jadałeś z czarnuszką i miodem,
tu się tylko pożywisz, pożywisz samym tylko głodem. La...

Tam se w niebie spijałeś, spijałeś słodkie małmazyje,
tu się Twoja gębusia, gębusia gorzkich łez napije. La...

Tam to miałeś posłanie, posłanie i miękkie piernatki,
tutaj na to nie stanie, nie stanie Twej kochanej Matki. La...

Tam w niebiosach wygody, wygody, a tu bieda wszędzie
jak Ci teraz dokucza, dokucza, to i potem będzie. La...

A powiedzże, mój Panie, mój Panie, co się też to stało,
że się Tobie na ten świat, na ten świat przychodzić zachciało. La...

Gdybym ja tam jako Ty, jako Ty tak królował sobie,
nie chciałbym ja przenigdy, przenigdy w tym spoczywać żłobie. La...

Albo się więc, mój Panie, mój Panie, wróć do swej krainy,
albo pozwól się zanieść, się zanieść do naszej chałpiny. La...

 Cóż Ci oddam, mój Panie, mój Panie, chyba me piosneczki,
alboli też te moje, te moje lipowe skrzypeczki. La...

(kolędy polskie)

12:31, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 grudnia 2008


Dolina zwierząt ciemna tak, że giną drzewa,
A cisza jest jak okna dalekiego blask.
Czai się w niej zagłady, ognista ulewa,
Księżyc dzwoni za chmurą jak nad grobem kask.

Gubi się tu liczenie po omacku rąk
Oddychać ustom trzeba, żeby nie umarły.
Ta noc jest jak zamknięty szczelnie grochu strąk,
Do którego promienie słońca nie dotarły.

I śpiewa w ten mroźny kolędowy czas,
A rzeka stoi w miejscu groźna w lód zakuta.
I niesie się nią biała wigilijna nuta
Przez doły ciał pełne w których oddech zgasł.

Każe mi milczenie nie dobywać słowa
Z płuc moich, z gardła mego z niespokojnych snów
I toczy się tak Ziemia, jak odcięta głowa
A nad nią słychać szelest żerujących słów.

Nauczeni przyzywać Boga po imieniu,
Zapomnieli swego, gdy naszła ich śmierć,
Wśród śnieżycy dreptają w niepewnym płomieniu
Betlejemskiej gwiazdy nadzianej na żerdź.

I śpiewają w ten mroźny kolędowy czas,
A rzeka stoi w miejscu groźna w lód zakuta,
I niesie się nią biała wigilijna nuta
Przez doły ciał pełne, w których oddech zgasł.

Stanisław Skoneczny
z repertuaru Anny Szałapak
(
Zbigniew Preisner "Kolędy na koniec wieku" )
23:23, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »


Są w życiu takie dni
Od wielu lat
Nie zmieni tego nikt
Taki to świat
W grudniową, cichą noc
Tak wielu z nas
Marzy by chociaż raz
Powróżyć z gwiazd

Co przyniesie każda nowa chwila
Nasza miłość, żeby się spełniła
I pokoju trochę na tym świecie
Nasze dzieci, aby dobrze było im

Spróbuj odnaleźć się
Na jednej z gwiazd
Spróbuj zrozumieć tych, co nie chcą spać
W grudniową, cichą noc
Przychodzi czas,
Żeby zrozumieć ich,
Zrozummy nas.
(....)

00:21, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 grudnia 2008

Szanowny Panie święty Mikołaju
Piszę do Pana, choć lat mam niemało
Już kiedyś też list wysłałem
Za straż i łyżwy dziękuję, dostałem.

Świat jest pełen racjonalnych teorii
Ponoć od małpy są ludzkie dzieje
Wiele uczonych bzdur mi wpajali
A ja wciąż wierzę, że Pan istnieje.

Znajomi dyskretnie stukają się w czoło
I za plecami stroją miny
Że ja tak zwracam się na piśmie
Do Mikołaja jak do gminy.

A ja piszę do Pana i proszę
By został Pan u nas Prezydentem
Bo z tym to mamy poważny problem
Co kandydat, to... lepiej wspominać nie będę.

Człowiek wybiera i go uwiera
Myśl, że może już dość tego
Bo Polska przecież zasługuje
Na rządy kogoś porządnego.

A Pan spełnia wszystkie wymogi
Niby czerwony, ale święty
Przeszłość czysta, na majątek nie łasy
Och, Prezydentem byłby Pan świetnym.

I choć nie tylko Pan jest z etosu
Czegoś, co życie czyni mniej szorstkie
Ale pałace i limuzyny ludzi zmieniają
A Pan skromnie z workiem.

I jeszcze proszę na zakończenie
O rozpatrzenie pozytywne
Tej mojej prośby wyrażonej
Tym może niezbyt zgrabnym listem.

Ale gdy tylko śnieg i grudzień
Złączą swe siły, słyszę z oddali
Stuk kopyt reniferów o gwiazdy
I dzwonią dzwonki z zimnej stali.

I łatwiej wierzyć, że Urząd Najwyższy
Weźmie ktoś mądry, prawy, chwacki
I spełnią się moje marzenia
Jak kiedyś łyżwy i wóz strażacki.


z repertuaru kaberetu OTTO

00:22, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 grudnia 2008


Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.

Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.

Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.
 
Jan Twardowski
15:28, eva-ewa
Link Komentarze (3) »


Zapatrzony, zapomniałeś, że tu jestem.
Nieobecny, oniemiały i daleki-
zostawiłeś mnie w pół słowa,
w pół uśmiechu -
tak wysoko uniesione masz powieki.
W twoich oczach okno, stół, za oknem drzewo,
ja w nich jestem, ale o tym nawet nie wiesz -
z odchyloną nagle w stronę światła głową -
zapatrzony gdzieś daleko, poza siebie.
Pozwalasz mi się domyślać wszystkiego,
w bezruchu już tylko papieros się tli
i mgłą melancholii przesłania twój profil.
To boli,
bo nie wiem gdzie ja, a gdzie ty.
Zapatrzony, zapomniałeś, że tu jestem ,
smutek przyszedł i tak nagle nas rozłączył.
Zostawiłeś mnie w sekundzie
takiej długiej,
gdy przeglądam się w twych oczach niewidzących.
A ja płaczę, łezka kap, a potem druga -
zdaje mi się że na zawsze ciebie tracę.
Bez powodu nagle stanął czas i jesteś
zapatrzony gdzieś daleko, poza siebie... 

Jonasz Kofta

00:11, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 grudnia 2008

Rodzina, ach, rodzina!
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest -
lecz kiedy jej ni ma - samotnyś jak pies!

Miał willę z ogródkiem miał garaż i auto -
że każdy, co nie ma, zaraz by mieć chciał to.
l wizję, i fonię, i pralkę, i frak ...
Więc czego, ach, czego, ach, czego mu brak?

Rodziny! Rodziny!
Rodziny, ach, rodziny!
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest -
lecz kiedy jej ni ma - samotnyś jak pies!

Pięć lat dostał skutkiem tej willi z ogródkiem.
Spokojnie mijają mu w celi czyściutkiej.
Lektura, spacery, wikt niezły ma smak.
Więc czego, ach, czego, ach, czego mu brak?

Rodziny! Rodziny!
Rodziny, ach, rodziny!
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest -
lecz kiedy jej ni ma - samotnyś jak pies!

Jeremi Przybora
19:46, eva-ewa
Link Komentarze (2) »

Ziemio kulista, grzeszna, ognista,
Ziemio szalona w losu ramionach,
Ziemio !
Ziemio wspaniała, Ziemio wytrwała,,
Ziemio z kamienia w mych przeznaczeniach,
Ziemio !
Ziemio karmiąca powszednim chlebem,
nim się przedsionkiem staniesz do nieba,
Ziemio !
Ziemio lodowa wichrów i śnieżyc,
która pozwalasz wędrowcom przeżyć,
Ziemio !
Ziemio przeczysta, Ziemio kwiecista,,
Ziemio pachnąca w mych marzeń słońcach,
Ziemio !

Jestem przy Tobie miejsce istnienia,
kiedy zdrożony wracam z marzenia,
w pragnienia skwarze
do miejsca zdarzeń,
z bardzo daleka,
gdzie wiernie czekasz...
gdzie właśnie Ona mi powiedziała ustami swemi:
„Pozostań tutaj, szczęście istnieje na Ziemi”.

Stanisław Dąbrowski

19:44, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 grudnia 2008


Już był w ogródku, już witał się z gąską;
Kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną,
Gdzie wodę zbierano;
Ani pomyślić o wyskoczeniu.
Chociaż wody nie było i nawet nie grząsko:
Studnia na półczwarta łokcia,
Za wysokie progi
Na lisie nogi;
Zrąb tak gładki, że nigdzie nie wścibić paznokcia.
Postaw sięż teraz w tego lisa położeniu!
Inny zwierz pewno załamałby łapy
I bił się w chrapy,
Wołając gromu, ażeby go dobił:
Nasz lis takich głupstw nie robił;
Wie, że rozpaczać jest to zło przydawać do zła.
Zawsze maca wkoło zębem,
A patrzy w górę; jakoż wkrótce ujrzał kozła,
Stojącego tuż nad zrębem
I patrzącego z ciekawością w studnię.
Lis wnet spuścił pysk na dno, udając, że pije;
Cmoka mocno, głośno chłepce
I tak sam do siebie szepce:
“Oto mi woda, takiej nie piłem, jak żyję!
Smak lodu, a czysta cudnie.
Chce ini się całemu spłukać,
Ale mi ją szkoda zbrukać,
Szkoda!
Bo co też to za woda!”
Kozioł, który tam właśnie przyszedł wody szukać:
“Ej! - krzyknął z góry - Ej, ty ryży kudła,
Wara od źródła!”
I hop w dół. Lis mu na kark, a z karku na rogi,
A z rogów na zrąb i w nogi.


Adam Mickiewicz
06:43, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 grudnia 2008

Wiatr mnie pędzi po drogach,
wiatr, bóstwo odmiany
o dmuchających policzkach.
Kocham ten wiatr,
cieszę się
odmianom.

Chodzę po świecie
we dwoje albo sama
i miłe są jednakowo
tęsknota i śmierć tęsknoty,
która nazywa się spełnienie.

Czegoś jest we mnie za dużo.
Przelewam się przez brzegi
jak drożdże. Drożdże mają
swój własny rodzaj szczęścia.

Idę, ciągle idę,
czasem przyłącza się do mnie mężczyzna.

Idziemy razem,
on mówi, że to do śmierci,
potem gubi się o zmroku
jak rzecz nieważna.

Idę sama,
potem znów na zakręcie
zjawia się nowy towarzysz.

Idę, ciągle idę,
wiatr pędzi po drogach.
Na moich drogach
zawsze wieje wiatr.


Anna Świrszczyńska


12:56, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
piątek, 12 grudnia 2008


Naga jak goła stal, czysta jak naga woda
Niczym żywa krew jawna, prosta jak jasna prawda
Sama jak jeden Bóg, jak sama Wenus jedna

Naga jak słowo "kocham" wyrzeczone w ciżbę
Pospólnych słów, niczym rzymska składnia jasna
Wierna niczym Twój strach, Twoja jak wierna matka

Prawdziwa jak we strachu boskie przykazanie
Jedna niczym łacińska oda Mickiewicza
Czysta jak wódka nawet z niedomytej szklanki

Naga jak Wenus, matczyna jak wilczyca
Straszna jak Bóg, kiedy Ci go zabrakło
Twoja niczym szaleństwo, co mieszka na dnie Odry


Rafał Wojaczek

23:58, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 grudnia 2008


Ani jednej myśli odtąd wstecz
Ni jednego za siebie spojrzenia!
Precz, elegio przeszłości, wspomnienia!
Cofnąć się? Za sobą stawiam miecz!

Ani jednej daremnej już łzy
Ni jednego uczucia na marno!
Z sobą, w jutro, wszystko, w czym tkwi ziarno
Niech ochłapy i kości żrą psy!

Myśl przed siebie, nadzieję i wzrok!
Przed się, w górę! Co będzie, to będzie!
W tym, co będzie, wszak przyszłość się przędzie!
Jeśli ciemna? To w ciemność! Lecz w skok!

Przebrnąć' Przerwać! Przebić się! Bez trwóg
Zmienić kulę stóp w skrzydła najletsze!
Pruć opory, jak strzała powietrze,
Aby utkwić tam, gdzie cel, gdzie Bóg


Leopold Staff

06:53, eva-ewa
Link Komentarze (5) »
środa, 10 grudnia 2008

Upadłych liści zamieć w wir się kłębi:
Płomienie świecą i gasną, i lecą...
Spojrzenia niewiast jak jeziora świecą -
I widno będzie w sercu, aż do głębi...

W zmierzch niebios leci rój krwawych gołębi;
W ogrodzie coraz więcej liści pada...
Miłość niewiasty do serca się skrada:
Zima wyszczerza białe, ostre zęby

Wincenty Korab - Brzozowski

18:19, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 grudnia 2008


Stwarzamy siebie dla siebie zakochanymi oczyma
nie było nas a oto zaczynamy istnieć

Ktoś rzekł mi bądź odrzekłam bądź nawzajem
więc odtąd co dzień siebie stwarzamy dla siebie

Tak bardzo mnie stworzyłeś tak stworzyłam ciebie
że nie umrzemy w sobie zaszczepieni

Nieobecny nieobecnością nawet mnie potwierdzasz
podwojeni tęsknotą jak odbicia w wodzie


Anna Kamieńska

11:46, eva-ewa
Link Komentarze (5) »
niedziela, 07 grudnia 2008

Ile trzeba połamać kwiatów
żeby zrobić bukiet?
Ile razy trzeba umierać
żeby zacząć żyć?
Ile razy trzeba zaczynać
żeby nareszcie skończyć?
Ile razy trzeba rozpaczać
żeby się pokryć zielenią?
Ile razy trzeba zasypiać
żeby się obudzić po tamtej stronie marzeń?
Ile razy trzeba płakać
żeby się łez zebrało na jeden uśmiech?
Ile trzeba popełnić zdrad
żeby pojąć czym jest wierność?
Ile par nóg należy zniszczyć
żeby się nauczyć fruwać?
Ile poronień
żeby się coś narodziło?

Ks. Jerzy Szymik
12:41, eva-ewa
Link Komentarze (5) »
sobota, 06 grudnia 2008

Choć na pewno to wszystko są baje.
to jednakże tak coś mi się zdaje,
że przyjemnie wierzyć w Mikołaje.

Świat się nimi co roku zaludnia
o północy dnia szóstego grudnia.

Nie wiadomo dotychczas dokładnie,
Czy mieszka w szafach,
Czy w komodach gdzieś na dnie

Kto ma szczęście, ten na dnie komody
ujrzy czasem strzępek siwej brody.

No, a kiedy odejdzie Mikołaj,
ten pan z brodą, ta figura z bajek,
to nie wzywaj go, nie płacz, nie wołaj,
daj powrócić mu do Mikołajek...

Bo najlepiej jest im w Mikołajkach,
chociaż może to też tylko bajka.

Ludwik Jerzy Kern


11:07, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 grudnia 2008


Na stu ludzi

wiedzących wszystko lepiej
- pięćdziesięciu dwóch;

niepewnych każdego kroku
- prawie cała reszta;

gotowych pomóc,
o ile nie potrwa to długo
- aż czterdziestu dziewięciu;

dobrych zawsze,
bo nie potrafią inaczej
- czterech, no może pięciu;

skłonnych do podziwu bez zawiści
- osiemnastu;

żyjących w stałej trwodze przed kimś albo czymś
- siedemdziesięciu siedmiu;

uzdolnionych do szczęścia
- dwudziestu kilku najwyżej;

niegroźnych pojedynczo, dziczejących w tłumie
- ponad połowa na pewno;

okrutnych,
kiedy zmuszą ich okoliczności
- tego lepiej nie wiedzieć
nawet w przybliżeniu;

mądrych po szkodzie
- niewielu więcej
niż mądrych przed szkodą;

niczego nie biorących z życia oprócz rzeczy
- czterdziestu,
chociaż chciałabym się mylić;

skulonych, obolałych i bez latarki w ciemności
- osiemdziesięciu trzech
prędzej czy później;

godnych współczucia
- dziewięćdziesięciu dziewięciu;

śmiertelnych
- stu na stu.
Liczba, która jak dotąd nie ulega zmianie.


Wisława Szymborska

00:58, eva-ewa
Link Komentarze (6) »

Ruszajmy przyjaciele,
Wcale nie jest za późno,
By szukać świata ze snów...
Ot, choćby przepłynąć horyzont wszerz,
potem wzdłuż...
Nie ma już w nas tej mocy, która za dawnych lat
umiała wstrząsnąć niebem, poruszyć cały świat.
Jesteśmy tym, czym jesteśmy -
Zły los, a może zły czas
osłabił w sercu ogień, co łączył niegdyś nas,
lecz wzmocnił naszą wolę i teraz dobrze wiemy,
że trzeba szukać, szukać, szukać,
bez względu na to, co znajdziemy.


Fragment przekładu Ewy Skwary
zamieszczony w książce N. H. Kleinbauma
"Stowarzyszenie Umarlych Poetow"


00:37, eva-ewa
Link Komentarze (6) »
czwartek, 04 grudnia 2008

To było w dużym mieście,
mniejsza z tym jakiego kraju, jakiego języka.
Dawno temu (błogosławiony niech będzie dar
Wysnuwania opowieści z drobiazgu
Na ulicy, w aucie - zapisuję żeby nie zgubić).
Może nie drobiazg, bo tłumna nocna kawiarnia,
W której występowała co wieczór sławna pieśniarka.
Siedziałem z innymi w dymie, w brzęku szklanic.
Krawaty, oficerskie mundury, dekolty kobiet,
Dzika muzyka tamtejszego, pewnie z gór, folkloru.
I ten śpiew, jej gardło, pulsująca łodyga,
Nie zapomniana przez tak długie lata,
Ruch taneczny, czerń jej włosów, biel jej skóry,
Wyobrażenie zapachu jej perfum.
Czego nauczyłem się, co poznałem?
Państwa, obyczaje, żywoty, minione.
Żadnego śladu po niej i tamtej kawiarni.
I tylko cień jej ze mną, kruchość, piękno, zawsze.



Czesław Miłosz

06:50, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2