Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
środa, 30 grudnia 2009

Rok się kończy, rok zaczyna,
czy wesoła to nowina?
Coś odchodzi, coś nadchodzi,
w głowie się marzenie rodzi.

Dawne dni nigdy nie wrócą,
dobre chwile nie powrócą,
ale trzeba żyć na nowo,
trzeba znów śnić kolorowo.

(...)



19:09, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
 

Obeznani w przestrzeniach
od ziemi do gwiazd,
gubimy się w przestrzeni
od ziemi do głowy.

Jest międzyplanetarnie
od żalu do łzy.
W drodze z fałszu ku prawdzie
przestajesz być młody.

Śmieszą nas odrzutowce,
ta szczelina ciszy
między lotem a głosem
- jako rekord świata.

Były szybsze odloty.
Ich spóźniony głos
wyszarpuje nas ze snu
dopiero po latach.

Rozlega się wołanie:
Jesteśmy niewinni!
Kto woła? Biegniemy,
okna otwieramy.

Głos urywa się nagle.
Za oknami gwiazdy
spadają, jak po salwie
tynk spada ze ściany.


Wisława Szymborska

18:43, eva-ewa
Link
wtorek, 29 grudnia 2009

Ma pani Miłość w oczach uwięziła,
Przez co grzecznieje, czyje widzi lica,
Gdziekolwiek idzie, każdego zachwyca,
Serce drży temu, dla kogo jest miła.

Spuszczają głowy i bledną przechodnie,
Nad swymi braki wzdychając po cichu,
Lecz nie ma przy tym ni gniewu, ni pychy.
Pomóżcie, panie, wysławić ją godnie.

Pokorne myśli i miłe obrazy
Rodzą się w sercu na brzmienie jej głosu,
Nieszczęsny, kto jej nie widział ni razu.

Jej zapamiętać uśmiechu nie sposób,
Ani opisać znanymi nam słowy:
Taki to widok cudowny i nowy.

Dante Alighieri

Tł. Maciej Froński

20:56, eva-ewa
Link
niedziela, 27 grudnia 2009

Pewna pani na Marsałkowskiej
kupowała synkę z groskiem
w towazystwie swego męza, ponurego draba;

wychodzą ze sklepu,
pani w sloch, w ksyk i w lament:
- Męzu, och, och! popats, popats, jaka strasna zaba!

Mąz był wyzsy uzędnik, psetarł mgłę w okulaze
i mówi: - Zecywiście coś skace po trotuaze!

cy to zaba, cy tez nie,
w kazdym razie ja tym zainteresuję się;

zaraz zadzwonię do Cesława,
a Cesław niech zadzwoni do Symona -
nie wypada, zeby Warsawa
była na "takie coś" narazona.

Dzwonili, dzwonili i po tsech latach
wrescie schwytano zabę koło Nowego Swiata;
a zeby sprawa zaby nie odesła w mglistość,
uządzono historycną urocystość;

ustawiono trybuny,
spędzono tłumy,
"Stselców" i "Federastów" -
słowem, całe miasto.

Potem na trybunę wesła Wysoka Figura
i kiedy odgzmiały wsystkie "hurra",
Wysoka Figura zece tak:

- Wspólnym wysiłkiem ządu i społeceństwa
pozbyliśmy się zabiego bezeceństwa -
panowie, do góry głowy i syje!

A społeceństwo: - Zecywiście,
dobze, ze tę zabe złapaliście,
wsyscy pseto zawołajmy: "Niech zyje!"

Konstanty Ildefons Gałczyński
1936
r.

11:51, eva-ewa
Link
piątek, 25 grudnia 2009
Szeptem do mnie mów, mów szeptem,
by nikt obcy Twoich słów nie słyszał.
Jak najciszej, proszę, mów - a przedtem
spójrz w oczy tak, jak tylko Ty patrzeć na mnie umiesz.

Chcę uwierzyć, że przede mną
nikt nie uczył się tych słów na pamięć.
Lecz mów szeptem, szeptem się nie kłamie,
a to, co mówisz, przecież brzmi jak jakaś baśń.

Świat cały dziś mi zazdrości,
za oknem zaczaił się wiatr.
Chce ukraść nam słowa miłości,
Twe słowa, które starczyć mają nam
na wiele, wiele lat. Dlatego

Szeptem do mnie mów, mów szeptem,
jak najciszej, bo wciąż się boję.
By zły los słów nie podsłuchał Twoich,
żeby marzeń naszych nam nie ukradł nikt.

Codziennie ktoś komuś mówi
to samo, co mówisz mi Ty.
Lecz słowa tak łatwo pogubić,
więc wiele słów, a mało szczęść
spotyka się na świecie tym. Kochana,

Szeptem do mnie mów, mów szeptem,
by nikt obcy Twoich słów nie słyszał.
I niech zamknie się nad nami cisza,
w której już nie trzeba będzie wcale słów.

Jacek Korczakowski

20:25, eva-ewa
Link
niedziela, 20 grudnia 2009

Żal mi nadziei, co się nie spełniły
żal białych płatków, co pomknęły w dal,
żal mi tych dziewczyn, które się spóźniły
na karnawału najpiękniejszy bal

Żal mi okazji, które zmarnowałem
przez chwile tremy, co dopadła mnie,
żal mi tych listów, których nie wysłałem,
podpisywanych: miła kocham cię
Dlatego przeżyć chcę do cna
to wszystko, co mi życie niesie,
gdy młoda wiosna bzami gra,
gdy się zapala wczesna jesień

By nie żałować wierszy niespełnionych,
nie minąć nuty, która szuka słów
i dotknąć białych ramion wyrzeźbionych
w światłości, która nie powróci znów...

Żal mi nadziei, co się nie spełniły
żal wczesnej wiosny, gdy dojrzewa liść,
żal mi tej drogi, którą mgły spowiły,
którą w nieznane nie umiałem iść

Żal mi tych losów, których nie kupiłem
a przecież wygrać mógłby każdy z nich,
żal mi tych włosów, których nie tuliłem
i nawet dostrzec nie umiałem ich
Więc chcę do bólu przeżyć to
co jeszcze z życia mi zostało,
żeby wspominać było co
żeby się nic nie zmarnowało

By czas jaskrawy dognać i przegonić
żeby nie stchórzyć, nie pójść drogą złą
i aby jednej chwili nie uronić
z wielkiej podróży, w której jestem wciąż

Wojciech Młynarski

00:56, eva-ewa
Link
sobota, 19 grudnia 2009


Słuchaj,
Czy chcesz się ze mną bawić, powiedz?
W przygodach i wyprawach towarzyszyć?
Trzymając się za ręce w ciemność pobiec....
Przystanąć, serca trzepot uciszyć...
Chcesz z miną półsurową, pół szelmowską
Wody do wina lać umiarkowanie?
Rzucać perłami cieszyć się błahostką
Przez Ciebie strojną w lichym przyjść gałganie?

Słuchaj, czy chcesz się ze mną bawić w życie?
Codziennie zaczynając od nowa?
Czy umiesz w długą pluchę lub śnieżycę
W milczeniu pić herbatę rubinową?
Chcesz żyć rozrzutnie, serca strat nie licząc?
I tylko z rzadka trwożąc się, że oto
Listopad znów przechadza się ulicą?
Ten biedaczysko z szeleszczącą miotłą.

Chcesz się ze mną bawić w ptasi lot za oknem?
Podróż w nieznane, stuk pociągu, okręt?
Sen, dobroć, Boże narodzenie, szczęście?
Chcesz się ze mną bawić w szczęśliwych kochanków?
W pełni naiwną i czystą przyjemność?
Przez tysiąc nocy i tysiąc poranków....zabawę zmieniać w rzeczywistość?
Trzymając się za ręce w ciemność pobiec...
I w śmierć się ze mną bawić?
Czy chcesz?

Powiedz.....

Dezso Kosztolanyi
Przeł. Gracja Kerenyi

11:01, eva-ewa
Link
piątek, 18 grudnia 2009

Od lat najmłodszych, lat dziecinnych,
Żyć ani patrzeć tak jak inni
Nie mogłem; ze wspólnego zdroju
Nie płynie też namiętność moja.
Ani się zrodził w owej strudze
Mój smutek, ni radosny zbudził
Ton, który inne serca dotknie -
Co miłowałem, kochałem samotnie.
Tak więc - w dzieciństwie już, u świtu
Burzliwych dni, co przyszły potem -
Z dna dobra czy tez zła dobyty
Czar dziwny jakiś mnie omotał:
Potokiem bystrym, wodotryskiem,
Szkarłatem gór i skał urwiskiem,
I słońcem, gdy się toczy wokół
W złocie jesiennej pory roku,
I błyskawica, gdy po niebie
Mija mnie dążąc gdzieś przed siebie,
Piorunem, burzą lub obłokiem
(Gdy niebo czyste i wysokie),
Który się stawał najwyraźniej
Demonem w mojej wyobraźni.

Edgar Allan Poe
Przekład: R.Klewin

16:43, eva-ewa
Link
czwartek, 17 grudnia 2009


Noc, mróz i medium, śpiący księżyc,
seans urządzili.
Księżyc się w blasku pręży,
i po chwili
widać wyraźnie już,
jak na szybach rosną materializacje:
cynerarie, araukarie, akacje,
nieznane trawy i drzewa...
Paproć liście rozwiewa,
a pod nią kwitną upiornie
zioła skoszone w lecie...
Noc ich się pyta pokornie:
"Zjawy, czegóż wy chcecie?"
Wówczas, roziskrzone tęsknotą,
ku górnym szybom pną się
dzikim winem, srebrnym winem,
i każdą iskrą srebrzystą i złotą
krzyczą:
"Życie! życia! życia choć godzinę!"


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

23:24, eva-ewa
Link
 

Padają płatki śniegu,
Padają w sen na ziemię...
Komuź to do noclegu
To puchu sypią brzemię?

Padają płatki białe,
Padają całe roje,
Bezsilne i omdlałe
Jak ciche myśli moje.

Wiatr chwyta je i żenię,
I w oddal z nimi płynie
Po pustej nieskończenie
Zimowych pól równinie.

Czyli je niesie w biegu
W dal, kędy szczęście drzemie?
Padają płatki śniegu,
Padają w sen na ziemię...


Leopold Staff
23:24, eva-ewa
Link

Chciałabym zaśpiewać komuś przed snem,
mieć kogoś by usiąść i być z nim.
Chciałabym trzymać cię delikatnie i delikatnie śpiewać,
być z tobą gdy śpisz albo gdy się budzisz.
Chciałabym być jedyną osobą
w domu, która wiedziała: noc na zewnątrz była zimna.
I chciałabym słuchać ciebie
i na zewnątrz - świata i drzew.
Zegary biją, nawołując siebie
i można zobaczyć dokładnie koniec czasu.
Na zewnątrz domu, skrada się dziwny mężczyzna
i dziwny pies szczeka, zbudzony ze snu.
Poza tym jest cisza.

Moje oczy spoczywają na twojej twarzy;
trzymają cię delikatnie, pozwalają ci odejść
gdy coś zaczyna poruszać się w ciemnościach.

Rilke Rainer Maria

Tł. Mariusz Drozdowski
23:20, eva-ewa
Link
wtorek, 08 grudnia 2009

Nasze drogi się nie kończą,
wierni pulsującym słońcom
po najdalszy świat.
Wędrujemy, omijamy
świat bez okien, świat zastany
jednakowych dni.


To najdalsze rośnie blisko, jak przydrożny kwiat.
To najwyższe lata nisko, jak przed burzą ptak.
To najprostsze bywa trudne kiedy serce śpi.
Gdy napotkasz wyschłą studnię - dalej idˇ.
Końca twoich dróg prawdziwych nie zamyka cel.
Cygan kiedy jest szczęśliwy nie wie czego chce.
To najdalsze rośnie blisko, schyl się zerwij je.
To najwyższe lata nisko - obok drogi twej.

Drzew przydrożnych rytmem cieni
odmienieni, naznaczeni
odchodzimy gdzieś.
Gdy się w sercach budzą cisze
nasze smutki wiatr kołysze -
tak się rodzi pieśń.

Jonasz Kofta

19:19, eva-ewa
Link

Nie mów nigdy człowiecze -
co przyniesie Ci jutro,
Nie obliczaj jak długo
będzie trwać czyjeś szczęście:
los odmieni się zanim
lotna mucha w powietrzu
zdąży przemknąć przed Tobą

Symonides



19:00, eva-ewa
Link

Kiedy jestem sama,
boję się odwrócić
zbyt szybko.

To, co jest za moimi plecami,
może przecież nie zdążyć
przybrać kształtu odpowiedniego
dla moich oczu 
człowieka.

A to nie byłoby dobre.


Anna Świrszczyńska
18:51, eva-ewa
Link
niedziela, 06 grudnia 2009

- Która godzina? - Tak, jestem szczęśliwa,
i brak mi tylko dzwoneczka u szyi,
który by brzęczał nad tobą, gdy śpisz.
- Więc nie słyszałaś burzy? Murem targnął wiatr,
wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą
na skrzypiących zawiasach. Jak to, zapomniałeś?
Miałam na sobie zwykłą szarą suknię
spinaną na ramieniu. - I natychmiast potem
niebo pękło w stubłysku. Jakże mogłam wejść,
przecież nie byłeś sam. - Ujrzałem nagle
kolory sprzed istnienia wzroku. - Szkoda,
że nie możesz mi przyrzec. - Masz słuszność,
widocznie to był sen. - Dlaczego kłamiesz,
dlaczego mówisz do mnie jej imieniem,
kochasz ją jeszcze? O tak, chciałbym,
żebyś została ze mną. - Nie mam żalu,
powinnam była domyślić się tego.
- Wciąż myślisz o nim? - Ależ ja nie płaczę.
- I to już wszystko? - Nikogo jak ciebie.
- Przynajmniej jesteś szczera. - Bądź spokojny,
wyjadę z tego miasta. Bądź spokojna,
odejdę stąd. - Masz takie piękne ręce.
- To stare dzieje, ostrze przeszło
nie naruszając kości. - Nie ma za co,
mój drogi, nie ma za co. - Nie wiem
i nie chcę wiedzieć, która to godzina

Wisława Szymborska

22:15, eva-ewa
Link
piątek, 04 grudnia 2009
 

Między ciszą a ciszą
sprawy się kołyszą.
I idą,
i płyną
póki nie przeminą.
Każdy swoje sprawy,
trochę dla zabawy,
popycha przed siebie,
po zielonym niebie.
A ja leżę i leżę i leżę
i nikomu nie ufam
i nikomu nie wierzę,
a ja czekam i czekam i czekam,
ciszę wplatam we włosy
i na palce nawlekam,
na palce nawlekam.
Między ciszą a ciszą,
sprawy się kołyszą.
Czasem trwają bez ruchu,
klepią się po brzuchu,
ale czasem i one
lecą jak szalone,
wystrzelają w przestworza
i spadają do morza.
a ja leżę i leżę i leżę ...
Między ciszą a ciszą,
sprawy się kołyszą.
Sprawy martwe i żywe
nie do końca prawdziwe.
między ciszą a ciszą
sprawy się kołyszą.
I idą,
i płyną,
póki nie przeminą.
Póki nie przeminą.
Póki nie przeminą..
A ja czekam i czekam i czekam,
i tylko ciebie wciąż wołam,
Ciebie wzywam z daleka.
Więc ja leżę i leżę i leżę,
bo tylko Tobie zaufam..
Więc ja czekam i czekam i czekam
i tylko ciebie wciąż wołam,
Ciebie wzywam z daleka.
Więc ja leżę i leżę i leżę,
bo tylko Tobie zaufam,
tylko tobie uwierzę.
Tylko tobie uwierzę.

Michał Zabłocki

10:49, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 grudnia 2009

Kochanko moja! na co nam rozmowa?
Czemu chcąc z tobą uczucia podzielać,
Nie mogę duszy prosto w duszę przelać?
Za co ją trzeba rozdrabiać na słowa,
Które nim słuch twój i serce dościgną,
W ustach wietrzeją, na powietrzu stygną?

Kocham, ach! kocham, po sto razy wołam,
A ty się smucisz i zaczynasz gniewać,
Że ja kochania mojego nie zdołam
Dosyć wymówić, wyrazić, wyśpiewać;
I jak w letargu, nie widzę sposobu
Wydać znak życia, bym uniknął grobu.

Strudziłem usta daremnym użyciem,
Teraz je z twymi chcę stopić ustami,
I chcę rozmawiać tylko serca biciem,
I westchnieniami, i całowaniami;
I tak rozmawiać godziny, dni, lata,
Do końca świata i po końcu świata.

Adam Mickiewicz

19:13, eva-ewa
Link