Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
wtorek, 31 marca 2009
Wiosna,
Kiedy jej dotykam,
Jest wilgotna
I ciepła
I drżąca,
Jak pisklę.

Słońce delikatnie głaszcze ziemię,
Bazie,
Maleńkie kurczątka

I mnie.

Ewa Zawistowska

11:17, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 marca 2009


Wieczna Myśli, któraś jest dalej niż od wieka,
Jeśli cię też to rusza, co czasem człowieka,
Wierzę, że tam na niebie masz mięsopust prawy
Patrząc na rozmaite świata tego sprawy.
Bo leda co wyrzucisz, to my, jako dzieci,
W taki treter, że z sobą wyniesiem i śmieci.
Więc temu rękaw urwą, a ten czapkę straci;
Drugi tej krotochwile i włosy przypłaci.
Na koniec niefortuna albo śmierć przypadnie,
To drugi, choćby nierad, czacz porzuci snadnie.
Panie, godno li, niech tę rozkosz z Tobą czuję:
Niech drudzy za łby chodzą, a ja się dziwuję.

Jan Kochanowski

20:02, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »

Możemy wysyłać rakiety na odległe planety,
satelity błyskawicznie przekazują wiadomości
z jednego krańca Ziemi na drugi.
Ale coraz trudniej jest nam znaleźć drogę
do duszy i serca tych, których kochamy.

Uściśnięcie dłoni, pieszczota, delikatne dotknięcie,
a już rodzi się atmosfera zaufania
i sympatii głębsza niż osiągana za pomocą słów.
Bliskość, kontakt, delikatność to rzeczy,
których często są pozbawieni właśnie ludzie
najbardziej ich potrzebujący.

Czuły dotyk zdziała o wiele więcej
niż cały potok pięknych słów.
Uważaj jednak, by z dotyku
nie powstała chęć całkowitego zagarnięcia kogoś.
Darz sympatią, ale nie rękoma, by posiadać,
lecz sercem, by dawać.


Phil Bosmans

20:02, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 marca 2009

Nikt nie zna ścieżek gwiazd;
Wybrańcem kto wśród nas?
Zapukał ktoś...
To do mnie gość?

Włóczyłem się jak cień,
Czekałem na ten dzień;
I stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.

Więc bardzo proszę,wejdź,
Tu siadaj, rozgość się
I zdradź mi, kim tyś jest,
Madame?
Albo nie zdradzaj mi,
Lepiej nie mówmy nic.

Nieśmiało sunie brzask,
Zatrzymać chciałbym czas.
Inaczej jest...
Czas musi biec.

Gdzieś w dali zapiał kur,
Niemodny wdziewasz strój,
Już stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.

Więc jednak musisz pójść,
Posyłasz mi przez próg
Ulotny uśmiech twój,
Madame.

Lecz będę czekać, przyjdź!
Gdy tylko zechcesz, przyjdź!
Będziemy razem żyć!
Ja będę czekać, przyjdź!
Gdy tylko zechcesz, przyjdź!

Edward Stachura

14:30, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 marca 2009

Któregoś roku - czy to ważne -
na statku, który toczy śmierć,
piliśmy długo, nieuważnie...
- I jeszcze raz... I jeszcze ćwierć...

A siedział tam Zabójczy Eryk,
i doktor był, i koty dwa,
starszy mechanik, gwiazdy cztery,
zielona noc, i George, i ja.

Gdy słońce wzeszło (Kicz? Poemat?)
i blady księżyc poszedł w kąt,
ktoś nagle zaczął na ten temat:
"Co będzie, kiedy będzie ląd ?"

Ach, każdy setkę miał idei!
Ach, każdy się do czynu rwał!
I wypatrywał brzegu, kei...
- Wszystkiego, co tam w domu miał.

Eryk założy kram z lodami.
Doktor - szpitalik pośród kniej.
Pan Jerzy - bordel gdzieś w Miami.
Ja - cichą przystań w puszczy złej.

Będziemy chodzić na zające,
będziemy w święta dzieci chrzcić,
i tylko czasem ręce drżące
przypomną, jak to mogło być.

Mijają sierpnie, grudnie, wrześnie,
Pan Bozia rzeźbi twarze nam,
i nagle - co to ? Choć tak wcześnie,
znów się spotyka skład ten sam.

Płyną za nami słowa rzewne,
żegna nas dom spojrzeniem tkliwym,
a my - znów w drogę. Na niepewne.
Po oceanie nieżyczliwym.

Więc znów siadamy, jak należy,
nieładni trochę. Starsi ciut,
i każdy, kto w alkohol wierzy,
do szklanki wrzuca serca lód.

I nagle - jakby nam się śniło,
odpływa lądu piach i mech,
i na pytanie : " Jak tam było? "
milczy się tylko : "Et...", lub "Ech..."

Cóż ci Atlantyk zrobić może?
- Tyle, co biedna strachu ćma...
To tylko CZŁOWIEK, książę stworzeń -
ten ci, kochanie, baty da.

Cóż ten Atlantyk ci zabierze -
Kobietę, honor, wielką grę?
Tyle, co wiatru za kołnierzem,
tyle ci zła ocean śle.

Na Atlantyku braknie hecy,
czasami nawet szczęścia brak,
lecz ci nie wsadzi noża w plecy
żaden ocean. Człowiek - tak.

Nikt ci nie powie tutaj : jazda
od dziś - na morzu nowy ład.
I najchłodniejsza nawet gwiazda
nie patrzy tak, jak on - twój brat.

Więc choćbyś wypił oceany,
nie będziesz taki chodził struty,
jak kiedy człowiek ukochany
da ci wychylić łyk cykuty.

Czy pan się dziwi, kapitanie,
czy pan też widział takie słońca,
co zanim spłyną na posłanie,
już widzi się początek końca?

Więc choć na lądzie kwitną krzewy,
wracamy tu ze wszystkich stron,
cóż, że nad nami mkną - nie mewy,
lecz stada zwykłych czarnych wron.

(Te wrony to jest metafora.
Niepokój wroni. Złudzeń brak.
Nad ranem, w lustrze - twarz potwora.
Sztorm nie zawinił. Ludzie - tak)

Agnieszka Osiecka

13:41, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 marca 2009

Dzień ma swój uśmiech ponętny,
Błyszczącą weselem postać
I ogień życia namiętny;
Więc chciałem przy nim pozostać...
Ale z kolei na straży,
Stoi noc pełna zazdrości,
Zdejmuje wesołość z twarzy
I uśmiech ginie w ciemności...

Noc ma swój smutek niebieski,
Tęsknotę pragnień serdeczną,
Rozsiewa po kwiatach łezki,
Więc chciałem zrobić ją wieczną.
Lecz znowu jasność paląca
Buszy gmach nocnych bławatów,
Urocze widma roztrąca,
I rosę wypija z kwiatów.

Ty masz dnia jasne oblicze,
Wdzięk nocy, co duszę pieści.
Twoje spojrzenie dziewicze
Łzy razem i uśmiech mieści.
Chcąc zgodzić pragnienia sprzeczne,
Na żadną nie trafić zmianę,
Przy tobie na czasy wieczne,
Przy tobie, luba, zostanę!

Adam Asnyk
20:00, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

Wicher przycicha i się wzmaga,
i raz jest mglista, raz promienna,
śliczna zimowa Kopenhaga,
miasteczko Pana Andersena,
poety, który nas podzielił,
swe bajki gęsim piórem pisząc,
na tych, co już je usłyszeli,
i tych, co jeszcze je usłyszą.
Na kartkę blask od świecy padł,
o zmroku przypływała wena
i oto stał się cały świat
miasteczkiem Pana Andersena.
I myśl mi się po głowie plącze,
która odkrywcza jest szalenie,
że w sumie jedno, co nas łączy,
to jest dziecięce pochodzenie.
Na kartkę blask od świecy padł,
o zmroku znów przypłynie wena
i znów się stanie cały świat
miasteczkiem Pana Andersena.
I będzie słychać smutny głos
Mężczyzny-chłopca hen, zza mgły:
"Kto wyjmie to bolesne szkło,
które do oka wpadło mi?"
Tak jest, choć w czoło się pukają
ci wszyscy mądrzy i stateczni,
co w żadnej bajce nie zagrają,
bowiem nie byli nigdy dziećmi...

Wojciech Młynarski
19:53, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 marca 2009


Czy wiesz, jaka jest miłość?
To jakby mżył najdrobniejszy deszcz
w którym idziesz i nie wiesz,że pada
a potem czujesz, żeś przemókł do samego serca.
Taka jest miłość


z poezji ludowej Kurdów
przełożył Zbigniew Stolarek
18:53, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 marca 2009

Wychodzę w pole z psem.
Ranek. Przedwiośnie.
Przestwór błękitnej pogody
Dyszy radośnie
Wietrzanym tchem.
Świat taki młody, młody!
Rośnie.
Pośród błękitnych roztopów –
Z daleka –
Szalona biegiem suka
Szczeka,
Szuka...
Ni ptaka, ni zająca:
W powietrzu szuka tropów
Słońca –
W wiosennej wody potokach
Chlupoce bezrozumnie,
Aż wreszcie w śmiesznych skokach
Powraca ku mnie
I kładzie się na ręce
Kudłatym łbem,
A oczy ufne, dziecięce,
Czarne,
W niemej podzięce
Zwraca ku mnie: dwa wierne płomyki ofiarne


Ze zbiorku : Pierścień życia
Bronisława Ostrowska


19:32, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 marca 2009


Tylko fotografie nie liczą się z czasem
pokazują babcię jak chudą dziewczynkę
z wiosną na czerwonych gałęziach wikliny
jej piłkę przed pół wieku i wróble jak liście
jej warkoczyk tak wierny jak anioł prywatny
jej skakankę jak prawdę bez łez i pożegnań
biskupa w krótkich majtkach na wysokim płocie
fotografie najchętniej ocalają dziecko
wolą uśmiech niż ostre dogmatyczne niebo
również serce co się dyskretnie spóźniło
pokazują wakacje bezlitosne lato
z psem spotkanie pomiędzy pszenicą i owsem
zwłaszcza gdy życie ucieka jak balon
i ślimak chodzi z domem swym bezdomny
kamień z twarzą królewską który nie skamieniał
przed dworem co się spalił siostry cieknie w pasie
dowcipne choć zegarek im płakał na rękach
wspomnienie 6 klasy stygnące jak perła
z dyrektorem jak z ssakiem niewinnym pośrodku
umarł nie zmartwychwstał by odejść jak człowiek
staw pożółkły jak topaz i żabę z talentem
kiedy szczygieł z ogrodu przenosi się w pole
nawet trawę co zawsze wykręci się sianem
krajobraz co już przeszedł dawno w geografię
i oczy już za wielkie by stać je na rozpacz

Jan Twardowski

23:54, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 marca 2009

Wolę kino.
Wolę koty.
Wolę dęby nad Wartą.
Wolę Dickensa od Dostojewskiego.
Wolę siebie lubiącą ludzi
niż siebie kochającą ludzkość.
Wolę mieć w pogotowiu igłę z nitką.
Wolę kolor zielony.
Wolę nie twierdzić,
że rozum jest wszystkiemu winien.
Wolę wyjątki.
Wolę wychodzić wcześniej.
Wolę rozmawiać z lekarzami o czymś innym.
Wolę stare ilustracje w prążki.
Wolę śmieszność pisania wierszy
od śmieszności ich niepisania.
Wolę w miłości rocznice nieokrągłe,
do obchodzenia co dzień.
Wolę moralistów,
którzy nie obiecują mi nic.
Wolę dobroć przebiegłą od łatwowiernej za bardzo.
Wolę ziemię w cywilu.
Wolę kraje podbite niż podbijające.
Wolę mieć zastrzeżenia.
Wolę piekło chaosu od piekła porządku.
Wolę bajki Grimma od pierwszych stron gazet.
Wolę liście bez kwiatów niż kwiaty bez liści.
Wolę psy z ogonem nie przyciętym.
Wolę oczy jasne, ponieważ mam ciemne.
Wolę szuflady.
Wolę wiele rzeczy, których tu nie wymieniłam,
od wielu również tu nie wymienionych.
Wolę zera luzem
niż ustawione w kolejce do cyfry.
Wolę czas owadzi od gwiezdnego.
Wolę odpukać.
Wolę nie pytać, jak długo jeszcze i kiedy
Wolę brać pod uwagę nawet tę możliwość,
że byt ma swoją rację.


Wisława Szymborska

14:19, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 marca 2009


Idzie wiosna; się cieszą poeci,
Bo bez trudu coś złożyć się uda;
Jeszcze słonko zbyt długo nie świeci,
Jeszcze dzionek jest krótki, noc długa.

Idzie wiosna; się kwiatki szykują,
Przymierzają i płatki i listki;
Jeszcze tylko nic dodać nic ująć,
Wszystko razem, choć nie tak ze wszystkim.

Idzie wiosna; się dolar obsuwa
Kosztem stopni, co pną się do góry;
Tylko czeka na hasło ze Suwałk
Fahrenheity, Celsjusze, Reaumury...

Idzie wiosna; się rycerz uzbroił
W niecierpliwość od stóp do wieczora;
Jeszcze konia wprowadzić do Troi -
Niech nie stoi szkapina, bo chora.

Idzie wiosna; się śpieszą zegary,
Dzięcioł robi za świerszcza w kominie;
Jeszcze tylko nastroić gitary,
Jeszcze tylko umoczyć dziób w winie.

Idzie wiosna; się stara jak może,
Choć dwa razy zmyliła już drogę;
Ktoś jej skubnął zielone w kantorze,
Ktoś na schodach podstawił jej nogę.

Idzie wiosna; się trzęsą jej ręce,
Włos stargany przez wichry i słotę,
Bez szalika, w podartej sukience;
Gdzieś po drodze zgubiła kapotę.

Idzie wiosna; się ścian przytrzymuje,
By przypadkiem się znów nie wywalić;
Już jej w płucach powietrza brakuje,
Głód ją nęka i chce jej się palić.

Idzie wiosna; się zdarły jej buty,
Chęcią zemsty i żądzą krwi pała;
Idzie pieszo, bo rower zepsuty,
A na pociąg już kasy nie miała.

Idzie wiosna (się zbliża już czerwiec);
Mętnym wzrokiem spogląda wokoło,
Już ma sił bardzo mało w rezerwie,
Idzie wiosna - oj będzie wesoło!


Cezary Bocian

12:16, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 marca 2009


Tyle miałem trudności
z przezwyciężeniem prawa ciążenia
myślałem że jak wreszcie stanę na nogach
uchylą przede mną czoła
a oni w mordę
nie wiem co jest
usiłuję po bohatersku zachować pionową postawę
i nic nie rozumiem
"głupiś" mówią mi życzliwi (najgorszy gatunek łajdaków)
"w życiu trzeba się czołgać czołgać"
więc kładę się na płask
z tyłkiem anielsko-głupio wypiętym w górę
i próbuję
od sandałka do kamaszka
od buciczka do trzewiczka
uczę się chodzić po świecie

Andrzej Bursa

09:55, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 marca 2009


Nie mówię,
Nie otwieram ust,
Bo już mi niewymownie żal
Moich do ciebie słów.

Wagony słów!
Węglarki słów!
Prawdziwe złoto,
Diamenty, perły,
Bardzo niewiele
Sztucznej biżuterii!
Miłości bujnej, cudnej kuźnie
I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię!

Nie mówię,
Nie otworzę ust,
Żeby już nie było mi żal
Moich do ciebie słów.

Wagony słów!
Węglarki słów!
Prawdziwe złoto,
Diamenty, perły,
Bardzo niewiele sztucznej biżuterii!
Miłości bujnej, cudnej kuźnie
I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię!
I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię!
I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię!


Edward Stachura

16:56, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 marca 2009


Szeroki, słony oddech morza,
Mew dzikich krzyki nad wodami...
Serce się z piersi rwie w bezdroża:
Serce, jak skrzydło, w piersiach gra mi!

Mew dzikich krzyki nad wodami,
Słońce z chmur lotnych patrzy zwoja...
Serce, jak skrzydło, w piersiach gra mi:
Znasz miłość, duszo, duszo moja?

Słońce z chmur lotnych patrzy zwoja,
Dyszą zielone wodne wały...
Znasz miłość, duszo, duszo moja:
Czy snów cię bezdnie kołysały?

Dyszą zielone wodne wały,
Serce się z piersi rwie w bezdroża!...
Czy snów cię bezdnie kołysały?
Szeroki, słony oddech morza...


Bronisława Ostrowska

21:16, eva-ewa
Link Komentarze (5) »

Światłu temu schodzący w obraz
jestem drzewem czy ptakiem ślepym?
Błyskawicy srebrnej koronka
cień mój toczy wysmukłym niebem.
Więc ruchliwą twarzą zwrócony,
gdzie odległy już piorun stąpa
ręce moje jak dwa liście klonu
na ogniste kładę niebiosa.

Będę trwać tak pół-człowiek, pół-drzewo
na cierpliwej powietrza wadze.
Kiedy serce ułoży mnie siwe
w miejscu światła, gdzie lśniącą kładzie
kość jak cacko - Bóg z uśmiechem dziecka -
będę tylko już drzewem bezlistnym,
a zły ogień jak krucha owieczka
pójdzie dalej niewinny i czysty.

Jakąż wtedy otrzymam własność?
Zejdę niżej - a kamień i próchno
nowe niebo utworzą, by zasnąć.
Chłodne niebo i smutne. Gdy w górę
pójdę - obszar bez granic mnie wchłonie
i stanie nagle się światłość
mała jak okna płomień.
Chłodny płomień i smutny.

Będę trwać więc niebu na przekór
w obraz idąc wspomnieniem bosym:
dzwonił gromko na piaszczystym brzegu
w liściu chmury jak żołądź - kościół.
Gołąb z gipsu tam mieszkał nad lustrem
wody świętej, co spadając ostro
na me czoło i dziecięce usta
słowo małe uczyniła siostrą.

Tadeusz Gajcy

19:58, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 marca 2009


Gdyby kobietę - abstrakcyjnie -
przewiesić przez trzepaka ramę
i tak dokładnie i solidnie
to zrobić co z dywanem,
to uleciałyby razem z wiatrem:
obłuda, fałsz i pruderia,
zarozumialstwo i obżarstwo,
pycha, egoizm, kokieteria,
te wszystkie - "Czemu tyle palisz"
i wszystkie - "Znowu tyle piłeś"
te wszystkie - "Odłóż gazetę"
"I znowu masła nie kupiłeś",
te spazmy, furie, te migreny,
te wszystkie - "Ach" i "Och",
"Mój Boże, jakaż ja jestem nieszczęśliwa",
"Cóż ja na siebie włożę"
i ta niedobroć, brak zrozumienia
i dusza nieliryczna,
i ten despotyzm, brak litości,
pustość, oziębłość niejednokrotnie erotyczna.
Gdyby to wszystko, gnane wiatrem,
jak kurz i pyl, gdzieś uleciało,
to tylko to, co mile, dobre
nienaruszone by zostało.
Więc pracowitość, mądrość, dobroć,
czułość i nieszarzyzna,
i przedsiębiorczość, i subtelność,
czyli po prostu - Mężczyzna!


Andrzej Poniedzielski

11:23, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
sobota, 07 marca 2009

wirtualny dotyk... chyba przypadkowy
w tym samym miejscu i czasie
ciekawe, czy to dla ciebie coś znaczy
czasem nie chcesz też napisać słowa

czy to milcząca obserwacja
ślizganie myśli już obojętnej
notuje sucho pustą relację
wyrzuca wszystko ze swojej pamięci

jest coś dziwnego w łaskotaniu myśli
walczącej dzielnie z obsesją mocną
niedosyt słów niewypowiedzianych szybko
samo-deptanie iluzji mrocznych

i zawsze powstrzymuję się od słów
napięcia nie chcę w skurczach pamięci
nie chcę zakłócać spokoju snów
już nie powtarzam ja starych błędów...

Nadia Kraszewska

19:52, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 marca 2009

Spójrz jakie trudne. Budowanie gwiazdy.
Z rąk rozłożonych. Lub splecionych mocno.
A jeszcze trudniej kochać cię dzień po dniu
grającą pralką, żyletką lub szczotką.


I chorą nerką. Zepsutym żołądkiem,
strachem o jutro związanym w nerwicę.
Jak ci powiedzieć, że nie ma pieniędzy?
To się nie mieści w żadnej poetyce.

Ognisko rzuca cień przy pełnym słońcu
i gasną iskry - żywy sznur korali.
A ile ognisk, spojrzeń w oczy trzeba
ażeby gwiazdę daleką rozpalić.

I trudno płomień ugasić płomieniem.
Gdy gorejemy. Dwugłowa pochodnia.
A skoro nigdy płomień się dopali.
Odpoczywamy w cieniu tego ognia.

A są w nim żagwie i małe i duże,
i tajemnice nie nazwane głośno.
Ostatnia miłość ściera z szafy kurze.
Czy się kochamy ostatnią miłością.

Wincenty Faber
19:00, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 marca 2009

Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,
Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszytko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.

Jan Kochanowski

18:42, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 marca 2009

Więc to już zawsze tak, już zawsze zamiast
gwiazdy pierwszej świetności dorsz drugiej świeżości,
więc zawsze ziemia sztucznym miodem, rozwodnionym
mlekiem będzie płynęła, a w księdze przeznaczeń,
odbitej na papierze piątej klasy, zawsze
gdzieś w środku będzie brakować arkusza?

Więc to już zawsze, tak, jak zawsze. Zamiast
ostatecznej jasności i pierwszej jakości
przed oczami wciąż będą paczące się drzwi
z obluzowaną klamką, a nie rajskie wrota.
Objadając się śpiesznie przy chwiejnym stoliku
przecenionym bigosem, jakże tu wyszeptać:

„Więc to już”. Zawsze tak. Już zawsze zamiast
wołać: „Chcę żyć jak człowiek”, szukać dziury w całym
niebie, jakie ci dano - będziesz żył jak człowiek,
czyli: patrząc przez palce, przymykając oczy.
Dziury w niebie nie będzie, gdy zaczniesz tak żyć.
I przyciasna korona z głowy ci nie spadnie.

Więc to już nigdy? Tak, już nigdy. Zamiast
prowizorki, tandety, trzeciej kategorii
nie nastanie świat świetny, świetlisty i świeży.
Bo skąd zresztą wiadomo, że ten świat gdziekolwiek
jaśnieje, skoro nigdy nikt nie odpowiada
za ukryte usterki. Ani na wołanie.

Stanisław Barańczak
16:19, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 marca 2009

В заповеднике (вот в каком - забыл)
Жил да был Козел - роги длинные,-
Хоть с волками жил - не по-волчьи выл -
Блеял песенки, да все козлиные.

И пощипывал он травку, и нагуливал бока,
Не услышишь от него худого слова,-
Толку было с него, правда, как с козла молока,
Но вреда, однако, тоже - никакого.

Жил на выпасе, возле озерка,
Не вторгаясь в чужие владения,-
Но заметили скромного Козлика
И избрали в козлы отпущения! 


Например, Медведь - баламут и плут -
Обхамит кого-нибудь по-медвежьему,-
Враз Козла найдут, приведут и бьют:
По рогам ему и промеж ему...

Не противился он, серенький, насилию со злом,
А сносил побои весело и гордо.
Сам Медведь сказал: "Робяты, я горжусь Козлом -
Героическая личность, козья морда!"

Берегли Козла как наследника,-
Вышло даже в лесу запрещение
С территории заповедника
Отпускать Козла отпущения.

А Козел себе все скакал козлом,
Но пошаливать он стал втихимолочку:
Как-то бороду завязал узлом -
Из кустов назвал Волка сволочью.

А когда очередное отпущенье получал -
Все за то, что волки лишку откусили,-
Он, как будто бы случайно, по-медвежьи зарычал,-
Но внимания тогда не обратили.

Пока хищники меж собой дрались,
В заповеднике крепло мнение,
Что дороже всех медведей и лис -
Дорогой Козел отпущения!

Услыхал Козел - да и стал таков:
"Эй, вы, бурые,- кричит,- эй вы, пегие!
Отниму у вас рацион волков
И медвежие привилегии!

Покажу вам "козью морду" настоящую в лесу,
Распишу туда-сюда по трафарету,-
Всех на роги намотаю и по кочкам разнесу,
И ославлю по всему по белу свету!

Не один из вас будет землю жрать,
Все подохнете без прощения,-
Отпускать грехи кому - это мне решать:
Это я - Козел отпущения!"

...В заповеднике (вот в каком забыл)
Правит бал Козел не по-прежнему:
Он с волками жил - и по-волчьи взвыл,-
И орет теперь по-медвежьему.


"Песенка про Козла отпущения"

Владимир Выcоцкий  1973  


18:54, eva-ewa
Link Komentarze (5) »
niedziela, 01 marca 2009


Był raz sobie las, nie pamiętam gdzie,
otóż w lesie tym pewien kozioł żył,
taki zwykły cap, ot - ni be, ni me,
wzorem wszystkich kóz śmierdział, jadł i pił,
snuł się kozioł po ostępach rozsiewając kozi smród,
czasem meczał, jak to kozioł, coś głupiego,
z oczu starał się zejść, słowem, robił co mógł,
żeby tylko nie czepiano się do niego.
Cicho sobie żył, cały czas się pasł,
nie potrafił ni wierzgać, ni bóść, ni gryźć,
lecz któregoś dnia zdecydował las,
że ofiarnym kozłem ma kozioł być.
Kiedy czasem wilk owcę sobie zje,
albo kilka kur zdusi cichcem lis,
kozła wzywa się, i za grzechy te
kozłu daje się parę razy w pysk,
nie sprzeciwiał się przemocy i cierpliwie znosił los,
zawsze cichy był, ofiarny i pokorny,
nawet niedźwiedź mawiał: "Chłopcy, kozioł to jest ktoś,
przywiązałem się do tej paskudnej mordy!"
Orzekł leśny sejm: kozioł to nasz skarb,
choć przygłupie to, odkupuje zło,
trzeba kozła strzec, kozioł tego wart,
i poza nasz las nie wypuszczać go!
A on sobie żył jakby nigdy nic,
tylko poczuł chęć do niewinnych psot,
zającowi chciał rogi w tyłek wbić,
Z krzaków krzyknął raz, że niedźwiedź jest łotr,
a gdy znowu brał po pysku za to, co nabroił wilk,
bo faktycznie wilk naturę ma dość podłą,
nagle spiął się kozioł w sobie i niedźwiedzi wydał ryk,
choć nie zwrócił nikt uwagi na ten odgłos.
Wkrótce cały las naszła taka myśl:
skoro wilk i lis się ze sobą żrą,
to niech rządzi ten, kto nie umie gryźć,
kozioł, jasna rzecz, kozioł, tylko on!
Kozioł słysząc to wypiął dumnie pierś,
wrzasnął: Poszli won, teraz ja tu pan,
teraz każdy mi będzie z ręki jeść,
teraz, wasza mać, mordy skuję wam!
Poodbieram przywileje, zaprowadzę nowy ład,
porozstawiam was po kątach jak należy,
żaden ssak mi nie podskoczy, żaden płaz i żaden gad,
ja ze wszystkich najważniejsze jestem zwierzę!
Oj, niejeden z was będzie ziemię gryźć,
jeśli tylko coś strzeli mu do łba,
co do grzechów zaś, wiedzcie, że od dziś
o tym, co jest złe, decyduję ja!
Był raz sobie las, nie pamiętam gdzie,
kozioł twardo w nim dzierżył rządów ster,
ostre rogi miał i spojrzenie złe,
zasmakował mu krwawy wilczy żer,
a koźlęta poszły dziarsko młodym wilkom wycisk dać,
żaden wilczek bić się z nimi nie odważy,
skoro tatuś rządzi w lesie, no to czego tu się bać,
fajnie mordę komuś skuć pod okiem władzy!
Tak to kozioł wszedł na tak zwany szczyt,
niech więc dalszy ciąg nie zaskoczy was,
niedźwiedź, ryś i dzik, borsuk, lis i wilk...
dziś ofiarnych kozłów pełen las.

  Włodzimierz Wysocki

19:50, eva-ewa
Link Komentarze (1) »