Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
środa, 31 maja 2006

Kołysze się z wiatrem mak
i dobre wieści pszczół odgania...
Wiesz, w głębi myśli, na szczycie poznania,
w objęciu duszą ukochanej ziemi
czai się nuda i brak.

Głowę zmęczoną moją na pierś gnie mi
tęsknota wielka i pusta -
Och, być w swej duszy maluczkim jak ptak,
a mieć na ustach usta.


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

15:06, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 maja 2006

Skoro usłyszysz, jak czerw gałąź wierci,

Piosenkę zanuć lub zadzwoń w tymbały;

Nie myśl, że formy gdzieś podojrzewały;

Nie myśl - o śmierci...

 

Przed-chrześcijański to i błogi sposób

Tworzenia sobie lekkich rekreacji,

Lecz ciężkiej wiary, że śmierć - tyka osób,

Nie sytuacji

 

A jednak ona, gdziekolwiek dotknęła,

Tło - nie istotę, co na tle - rozdarłszy,

Prócz chwili, w której wzięła, nic nie wzięła -

- Człek od niej starszy!

Cyprian Kamil Norwid

- -
20:03, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »

Wszystko to, moja miła, gdzieś i niegdyś było,
Prawie że zapomniane, pogrzebane dzieje...
Jeśli cię kto zapyta, czy istnieje miłość,
Powiedz, że nie istnieje.

Pewnie i Boga nie ma, i śmierci nie bywa,
Urojona jest wieczność płynąca z daleka
I księżyc jest zmyślony, i noc nieprawdziwa
Za oknami człowieka.

Wszystko to można przetrwać i nawet poniekąd
Zapomnieć, jak się ludzkie imię zapomina,
I nawet nie usłyszeć, gdy w szeleście sekund
Wybije twoja godzina.

Nie ma nic, moja miła, i nigdy nie bywa,
Zmyślone są zapewne te okrutne słowa,
Urojony jest księżyc i śmierć nieprawdziwa,
I noc październikowa.
Jan Brzechwa
19:21, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 maja 2006

Boże mój zmiłuj się nade mną
czemu stworzyłeś mnie
na niepodobieństwo
twardych kamieni
Pełna jestem twoich tajemnic
wodę zamieniam w wino pragnienia
wino - zamieniam w płomień krwi.
Boże mojego bólu
atłasowym oddechem wymość
puste gniazdo mojego serca
Lekko - zeby nie pognieść skrzydeł
tchnij we mnie ptaka
o głosie srebnym z tkliwości

Halina Poświatowska

18:32, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 maja 2006

Znowu przyszła do mnie samotność
choć myślałem że przycichła w niebie
Mówię do niej:
- Co chcesz jeszcze, idiotko?
A ona:
- Kocham ciebie

Jan Twardowski

10:55, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
środa, 24 maja 2006

CIEBIE  BRAK....

W najgłębszej ciszy
pośrodku nocy
unoszę powieki
i widzę pustkę…

Tak mi Ciebie brak....


Szukam w ciemnościach

ręki Twej drżącej
by czuć
że nie jestem sama…

         Tak mi Ciebie brak…

 W ułudzie i marzeniu

czekam cierpliwie
bym kiedyś otwierając oczy
zobaczyła Twą twarz
bo teraz…

Tak mi Ciebie brak…

................................

Tak mi Ciebie brak ....

17:56, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 maja 2006
 
Upij się ze mną na wesoło.
Zechcesz coś chlapnąć, no to chlap.
I niech raz się zamknie koło
moich mężczyzn, twoich bab.

Upij się ze mną na wesoło.
Zechcesz coś zburzyć, no to zburz.
I niech raz się zamknie koło,
jak przebaczać, no to już...

Moje oczy zapłakane,
twoje szanse zmarnowane
i wydatki ponad stan,
jakaś pani, jakiś pan.

Długie listy od tej pani,
przeprowadzki z walizkami,
jakieś nieba, czyje, gdzie?
niewesołe gwiazdy dwie.

Nowi ludzie, nowe sprawy,
niebezpieczne gry, zabawy,
jakieś noce, jakieś dni,
nieudane rififi.

I ucieczki do Podkowy,
zawracanie ludziom głowy,
odbijanie się od dna,
z jakąś ty i z tamtym ja...

Upij się ze mną chińską wódką
i złotą rybkę dla mnie złów.
Życie zazwyczaj trwa za krótko,
chcesz coś powiedzieć - no to mów.

Upij się ze mną za niewinność,
kilka zabawnych nieprawd złóż.
Zapominanie - miła czynność,
jak zapominać - no to już.

Moi chłopcy, twoje baby,
i to życie aby, aby,
i to picie, nigdy dość,
i ta jędza - głucha złość.

Nagłe wstydy i bezwstydy,
i uśmiechy - okryjbidy,
i pieniądze. Jakie, skąd?
Telefony. To był błąd.

Długich kaców poniewierka,
kruchy talent jak iskierka,
samolotem nagle w dal,
do rozwodu - jak na bal.

Jakieś listy, jakieś kwiatki
i ucieczki - gdzieś do matki.
Później klęski gorzki smak.
Przekonanie, że nie tak.

Uprzątanie bałaganu
bez jasności i bez planu.
I tęsknoty - za kim że?
I powroty - takie złe...

Agnieszka Osiecka

23:49, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »

Kochałbym cię (psiakrew, cholera!),
gdyby nie ta niepewność,
gdyby nie to, że serce zżera
złość, tęsknota i rzewność.

Byłbym wierny jak ten pies Burek,
chętnie sypiałbym na słomiance,
ale ty masz taką naturę,
że nie życzę żadnej kochance.

Kochałbym cię (sto tysięcy diabłów),
kochałbym (niech nagła krew zaleje!),
ale na mnie coś takiego spadło,
że już nie wiem, co się ze mną dzieje:

z fotografią, jak kto głupi, się witam,
z fotografią (psiakrew!) się liczę,
pójdę spać i nie zasnę przed świtem,
póki z grzechów się jej nie wyliczę,

a te grzechy (psiakrew!) malutkie,
więc (cholera) złości się grzesznik:
że na przykład, wczoraj piłem wódkę
lub że pani Iks - niekoniecznie.

Cóż mi z tego (psiakrew!), żem wierny,
taki, co to "ślady po stopach"?...
Moja miła, minął październik,
moja miła (psiakrew!), mija listopad.

Moja miła, całe życie mija...
Miła! Miła! - powtarzam ze szlochem...
To mi życie daje, to zabija,
że ja ciągle (psiakrew!) ciebie kocham.

Władysław Broniewski

00:02, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 maja 2006

 

Bez ciebie
jak bez uśmiechu
niebo pochmurnieje
słońce
wstaje tak wolno
przeciera oczy
zaspanymi dłońmi
dzień -

w trawie
przebudzony motyl
prostuje skrzydła
za chwilę
rozbłysną
zawirują najczystszą abstrakcją
kolory kolory kolory

szeptem
modlę się do uśpionego nieba
o zwykły chleb miłości

Halina Poświatowska

11:28, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 maja 2006

To już przedmieścia gorzki smak
Autobus rusza w krótki rejs
Zdyszana biegnę z żartu w żart
Z podróży w podróż z wiersza w wiersz

I kocham pragnę tracę tak
Jakby się chwilą stawał rok
Jak gdyby świat
Wymykał mi się z rąk

To co mam
To radość najpiękniejszych lat
To co mam
To serce które jeszcze na wszystko stać
To co mam
To młodość której nie potrafię kryć
To wiara że
Naprawdę umiem żyć
Umiem żyć

Już jesień i latawców klucz
A w kinach tyle pustych miejsc
Z niedawnych zdarzeń ścieram kurz
Babiego lata wątłą sieć

I jestem wiatrem śpiewam wiatr
I jestem łąką trawy źdźbłem
Jak biały jacht
W nieznany płynę dzień

To co mam
To radość najpiękniejszych lat
To co mam
To serce które jeszcze na wszystko stać
To co mam
To młodość której nie potrafię kryć
To wiara że
Naprawdę umiem żyć
Umiem żyć

Janusz Kondratowicz
Wojciech Jagielski

14:34, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 maja 2006



Kiedy codzienność zmęczy ci oczy
A skrzydeł nie masz, by odfrunąć
Narasta w tobie chęć, by się stoczyć
Wypoczynkowo obsunąć
Nie ma powodu się niepokoić
Gdy sens tej zasady uchwycicie
Staczać się trzeba powoli
Żeby starczyło na całe życie

Być wzorem dla samego siebie
Modelem opiewanym w pieśniach
Bardzo chwalebne, ale sam nie wiesz
Kiedy sam siebie zaczniesz przedrzeźniać
Życie to nie jest jeszcze życiorys
Życie powstaje w brudnopisie
Tylko staczać się trzeba powoli
Żeby starczyło na całe życie

Kiedy już wlazłeś pod górę
Nerwy ci drgają napiętą struną
Czas spuścić z tonu, trochę się stoczyć
Wypoczynkowo obsunąć
Pora balladkę w morał ustroić
Więc - chociaż bywa rozmaicie
Staczać się trzeba powoli
Żeby starczyło na całe życie

Jonasz Kofta

16:34, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 maja 2006

Obracam się,
obracam wokół warg,
co usuwają mój cień,
to one wymyśliły rozkład jazdy języków,
pochłaniający całą mą uwagę.
Tam nie ma miejsca.
Ani łóżka.
Zegar bije tylko wtedy,
gdy porusza 4000 mych pulsów
i tam gdzie nie było nic
jest teraz dwoje;
dotykają się jak chór motyli,
jak ocean,
co napiera na ląd,
cofa się,
znów napiera
z pragnieniem przebiegającym
po mej skórze,
krzyczącym wśród raf.
Rozwiązuję się.
Słowa stąd ulatują,
a ja co byłam długo na pustyni
piję, wciąż piję
i pochylam głowę nad tą łąką,
nad piersią i melonem w niej ukrytym,
jej upojnym kwiatem.

Nasze pieszczące się ręce,
sutki jak małe rozgwiazdy —
aż nasze usta wpiją się w szaleńcze kręgi
stając się bąbelkami,
nasze palce nagie jak płatki kwietne —
a świat kołysząc się pulsuje.
Unoszę mą miednicę ku Bogu,
by poznała prawdę o tym,
jak kwiat przebija się przez długą zimę.

Anne Sexton
Tł. Teresa Truszkowska

17:53, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 maja 2006

Chcę abyś była przy mnie
gdy już będzie dogasał
ogień mojego istnienia

Bądź wtedy przy mnie
trzymaj za rękę
i przytulaj
Powtarzaj że wszystko 
będzie dobrze
a Ja przez łzy
w uśmiechu
będę mówił
że Ci wierzę

Bądź przy mnie
i całuj na pożegnanie
Powtarzaj ciepłe słowa miłości
Pocieszaj mnie i zapewniaj
że nigdy o mnie nie zapomnisz

Bądź przy mnie 
gdy będę umierał

Damian Tuka

20:55, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 maja 2006

A kiedy będziesz moją żoną...
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.

Rozdzwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady,
i róże śliczne i powoje
całować będą włosy twoje.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród żółtych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami,
pomiędzy drzewa, cisi, sami.

Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą,
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.

Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezapominajek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twą urodą.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy
kiedy drzwi miłość nam otworzy.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

19:17, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 maja 2006

Chcę pisać o tobie
twoim imieniem wesprzeć skrzywiony płot
zmarzłą czereśnię
o twoich ustach
składać strofy wygięte
o twoich rzęsach kłamać że ciemne
chcę
twoje imię z gwiazdami zmieszać
z krwią
być w tobie
nie być z tobą
zniknąć
jak kropla deszczu którą wchłonęła noc.

Halina Poświatowska

18:39, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 maja 2006

Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem walca,
Panno, madonno, legendo tych lat?
Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca,
Świat, co w ramiona mi wpadł?
Wylękniony bluźnierca,
Dotulałem do serca
W utajeniu kwitnące te dwie,
Unoszone gorąco,
Unisono dyszące,
Jak ty cała, w domysłach i mgle.
I tych dwoje nad dwiema,
Co też są, lecz ich nie ma,
Bo rzęsami zakryte i w dół,
Jakby tam właśnie były
I błękitem pieściły,
Jedno tę, drugie tę, pół na pół.

Rośnie grom i strun, i trąb,

Rośnie krąg i zachwyt rąk,

Coraz więcej kibici

Chciwe ramię ochwyci,

Świętokradczo napełza

Drżąca ręka na pąk

drżący,

Huczą słońca grzmiących trąb,

Kołujący rośnie krąg,

Pędzi zawrót

kolisty

Po elipsie

falistej,

Jednomętnym rozpływem wiruje jak bąk.

[..]


Sercem teraz (zmiłuj się, zmiłuj),
Echem teraz (miłuj mnie, miłuj),
Zlituj się, daruj, pożałuj,
Weź w ciemny las — i zacałuj,
Szeptem teraz, cichą namową,
Szeptem tajnym, żalem-żałobą,
Płynną melodią — zwolnioną —
W las cię wytańczam, madonno...
Tajnym szeptem

żałobą

Czy pamiętasz,

jak z tobą

W ciemny las mego życia wkroczyłem —
Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem

walca —

Moja najbliższa —

i najdalsza —

i najdalsza —

Tańczyłaś z obcym — z twoim mężem...
Z twoim mężem... z tamtym chłopcem
I powolutku

w ten las

na palcach

walca...

Julian Tuwim

00:15, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
sobota, 13 maja 2006

Jeżeli ta, co z samych zna mnie słów,
Zdoła pokochać mnie, to czegóż pragnę więcej,
Jeśli umiałem już do wnętrza wejść jej snu
Jak w różę silny żuk i uśmiech jej dziewczęcy
Na własność wziąć odjąwszy od jej ust.

Mieczysław Jastrun

14:22, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 maja 2006

Dobrze się pan czuje? 
To świetnie, 
właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok 
jak w marszu. 

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. 
Moje prawo to jest pańskie lewo. 
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół, 
a ja - rozdarte drzewo. 
Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie. 
Ode mnie widać niebo przekrzywione. 
Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół. 
Pan kocha swoja żonę. 

Pora wracać, bo papieros zgaśnie.
Niedługo, proszę pana, będzie rano. 
Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie. 
A robotnicy wstaną. 

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. 
Migają światła rozmaitych możliwości. 
Pan mówi: basta, pauza, pat. 
I pan mi nie zazdrości. 

Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie. 
Niedługo, pan to czuje, będzie rano. 
Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie. 
A robotnicy wstaną. 

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. 
Choć gdybym chciała - bym się urządziła. 
Już widzę: pieska, bieska, stół. 
Wystarczy, żebym była mila. 

Pan był także, proszę pana, na zakręcie. 
Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia.
I pan haruje, proszę pana, jak ten wół. 
A moje życie się kolebie niczym balia. 

Pora wracać, już śpiewają zięby. 
Niedługo, proszę pana, będzie rano. 
Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby. 
Nim robotnicy wstaną. 

Agnieszka Osiecka


21:40, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »

Księżyc w niebie jak bałałajka,
ech! za wstążkę by go tak ściągnąć
i na serduszko —

byłaby piosenka bardzo nieziemska
o zakochanych aż do szaleństwa,
nieludzko.

Jeszcze by można rzekę w oddali
i cień od dłoni, i woń konwalii
dziką;

ławkę przy murze, a mur przy sadzie
i taką drogę, która prowadzi
do nikąd.

Konstanty Ildefons Gałczyński

10:06, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 maja 2006

O, mieć w ręku upojeń czarę kryształową
i ku złoconym brzegom ust nie schylić chciwych!
O, mieć serce żądz pełne, pragnień pełne żywych,
i przejść przez życie cicho, z podniesioną głową,
i ani razu usty nie dotknąć pucharu!

O, mieć w ręku ten kielich, umierać z pragnienia,
czuć, jak życie tętniące idzie gdzieś przez pola,
słyszeć, jak rozśpiewana ludzka poszła dola,
słuchać, jak serce krwawe kona z utęsknienia,
i ani razu ust spieczonych nie ochłodzić!

O, mieć w ręku rozkoszy czarę i bez skargi
nieść ją przez całe życie spokojnie i chłodno
i twarz mieć skamieniałą, jak niebo — pogodną...
Choć krew się z bólu ścina, choć drżą spiekłe wargi
ani razu nie zwilżyć ust i pragnąć skonać!

Kazimiera Iłłakowiczówna

15:39, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 maja 2006

Jakże, naturo,
Lśnisz — urodziwa.
Jak błyszczy słońce,
Śmieje się niwa.

Pękają pąki
Kwiatem w gałązkach,
Tysiące głosów
W gęstwinie kląska.

Rozkosz i radość,
Serce gorące —
O szczęście, szczęście,
Ziemio i słońce.

Miłości miła.
Jak złote pióra,
Jak ranny obłok
Płyniesz po górach.

Błogosławieństwem
Spływasz w zagony —
Świat wonią kwiatów
Oszołomiony.

Kocham cię, miła,
Kocham, wiosenna —
Czytam w twych oczach,
Żeś mi wzajemna.

Tak skowroneczek
W pieśni swej tonie,
A kwiaty piją
Niebieskie wonie,

Jak ja cię kocham
Serca pożarem,
Ciebie, co młodość,
Radość i wiarę

Dajesz mej pieśni,
Że w lot się zrywa.
O, za tę miłość
Bądź mi szczęśliwa.

Johann Wolfgang Goethe
Tł. Włodzimierz Lewik

07:18, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 maja 2006

 

Ja ciebie kocham! Ach te słowa
Tak dziwnie w moim sercu brzmią.
Miałażby wrócić wiosna nowa?
I zbudzić kwiaty co w nim śpią?
Miałbym w miłości cud uwierzyć,
Jak Łazarz z grobu mego wstać?
Młodzieńczy, dawny kształt odświeżyć,
Z rąk twoich nowe życie brać?

Ja ciebie kocham? Czyż być może?
Czyż mnie nie zwodzi złudzeń moc?
Ach nie! bo jasną widzę zorzę
I pierzchającą widzę noc!
I wszystko we mnie inne, świeże,
Zwątpienia w sercu stopniał lód,
I znowu pragnę - kocham - wierzę -
Wierzę w miłości wieczny cud!

Ja ciebie kocham! Świat się zmienia,
Zakwita szczęściem od tych słów,
I tak jak w pierwszych dniach stworzenia
Przybiera ślubną szatę znów!
A dusza skrzydła znów dostaje,
Już jej nie ściga ziemski żal -
I w elizejskie leci gaje -
I tonie pośród światła fal!

Adam Asnyk


07:20, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 maja 2006

O, jakże was kochałam, wy, rzeczy zbyteczne,
przyjaźń, miłość bez granic, poświęcenie, cnoty
spotykane tak rzadko, opłacane drogo,
i jak opłakiwałam każdą zdradę, każde
sprzeniewierzenie, każde nadużycie.

O, jakże was kochałam, rzeczy niekonieczne,
obrazy, słowa, kwiaty, urodziwe twarze,
każdą łąkę kwitnącą, zachody i świty,
o jakże was kochałam, ponad siły prawie,
i jakże mnie gniewało to, że tak zbyteczne.

Julia Hartwig

17:16, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 maja 2006

 

Jak pięknie by mogło być
Na ziemi wiecznie zielonej
Wystarczy wiedzieć, gdzie wstaje świt
I pójść, i pójść w tę stronę

Wśród szczęku broni, zgiełku spraw
Krzyczą Kasandry wszystko wiedzące:
Tu mądrość świata na nic się zda
Tu trzeba umieć spojrzeć w słońce

Jak pięknie by mogło być
Ziemia jest wielką jabłonią
Starczy owoców, wystarczy cienia
Dla tych, co pod nią się schronią

Jak pięknie by mogło być
Bo przecież jesteśmy ludźmi
Jest sen zbyt straszny, aby go śnić
Obudźmy się, obudźmy!

Wśród krwi, pożogi toczy się gra
Codziennie jest Sąd Ostateczny
Tu mądrość świata na nic się zda
Musimy znów stać się dziećmi

Jak pięknie by mogło być
Ziemia jest wielką jabłonią
Starczy owoców, wystarczy cienia
Dla tych, co pod nią się schronią

Jak pięknie by mogło być...
Przecież tak dobre jest życie
Jonasz Kofta


09:45, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
sobota, 06 maja 2006

Skąd tyle we mnie tkliwości?
Nie po raz pierwszy — kędziory
Jak twoje gładzę i jeszcze
I jeszcze ciemniejszych zaznałem — warg.

Wschodziły i gasły gwiazdy
(Skąd tyle we mnie tkliwości?)
Wschodziły i gasły oczy
I w oczach mych blask ich nikł.

Cudowniejszymi pieśniami
Śród ciemnej, przepastnej nocy
(Skąd tyle we mnie tkliwości?)
Mnie darzył śpiewaka głos.

Skąd tyle we mnie tkliwości?
I co z nią uczynić mam chłopcze
Podstępny, śpiewaku wędrowny,
Długorzęsy -jak chyba nikt?

Marina Cwietajewa
Tł. Joanna Salomon

09:57, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2