Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
niedziela, 31 maja 2009
Wszystko jest głupie, co rodzi się z myśli,
A nie z kapryśnych słów zgodnego dźwięku;
Wszystko jest kłamstwem, czego nie nakryśli
Pióro bezwolnie chwiejące się w ręku;

Wszystko jest nudą, co nie jest marzeniem,
Za światem baśni naiwną tęsknotą -
Wszystko jest zgrzytem, co nie jest westchnieniem
Z serca do serca wionącym pieszczotą...

Tadeusz Boy - Żeleński

10:53, eva-ewa
Link
sobota, 30 maja 2009

Już łzy mnie opuściły
i tylko czasem
trzęsą się śmiesznie plecy
w dłoniach zamykam twarz
To są chwile słabości
gdy nagle sobie przypomnę
różowe półksiężyce
wschodzące z nad Twoich palców
Lub jakieś zdanie z listu
"czekam Ciebie po śmierci"
lubi cień mój na peronie
kiedy pociąg odjeżdża
Potem przychodzi tępy spokój
ucichły smutek greckiej wazy
i doskonałość samotności
Opuszczony nawet przez łzy
opuszczony przez gest wymowy
pięknie załamanych rąk

Zbigniew Herbert

13:18, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
piątek, 29 maja 2009

Co to za dzwonek?
A to w tej rynnie.
A to muzyka deszczowa płynie.
A to na dachach, jakby na bębnach,
dudni, dudni ulewa wiosenna.
Tłucze o szyby wesołym deszczem,
bębni kroplami jeszcze i jeszcze.
I na listeczkach gra z całej duszy,
aż rozkrzyczane słowiki głuszy.

Joanna Kulmowa

21:45, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 maja 2009
 
Jedni się w ogrodzie do trawnika tulą
drudzy rosną na wspólnej grzędzie,
inni cisną doniczkę, rozpychają cebulą,
nie myśląc, co dalej będzie.
Zaś gwiaździsta szarotka,
biała zewnątrz, a siwa od środka,
poszła na skalne ściany,
na okrągłe zielone góry,
gdzie toczą się chmury
po trawie
jak olbrzymie rozwiązłe barany.
- Otuliła się w kocie futro
i nie wiedziała, czy dziś jest dziś, czy wczoraj, czy jutro.
Deszcz zalał żółte jej oko,
patrzące nieciekawie,
i nie wiedziała, czy jest nisko w dole, czy wysoko.
Bóg przechodząc spojrzał na nią i smutnie, i słodko,
gdyż nie wiedział na pewno, na co się jest szarotką

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska

19:18, eva-ewa
Link
wtorek, 26 maja 2009
Wybacz mi
że rozmawiam z tobą
tak rzadko
i że widzę cię
już tylko
za zamgloną firanką

Najczęściej
mówię z tobą
na migi
w okolicach listopada

Języki migowe świec
zbyt krótko migoczą na wietrze

Kiedyś pewnie
znów się spotkamy
może na Drodze Mlecznej
wtedy wezmę od ciebie
bańkę z mlekiem
(taką tanią emaliowaną)
żeby ci ulżyć

A ty jak zwykle powiesz:
Uważaj
bo nawet tutaj
o mleko trudno
Adam Ziemianin
13:59, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 maja 2009


Ilu nas w bólu - tylu w nadziei,
Ilu nas płacze - tylu się śmieje,
Ilu nas więdnie - tylu rozkwita,
Ilu się żegna - tylu się wita.

Ilu nas w ciszy - tylu w kolędzie,
Ilu nas żyje tylu nie będzie.

Ilu nas mężnych - tylu się trwoży,
Ilu się pyszni - tylu się korzy,
Ilu się plami - tylu oczyszcza,
Ilu się tworzy - tylu wyniszcza.

Ilu nas w ciszy - tylu w kolędzie,
Ilu nas żyje - tylu nie będzie.

Ilu nas jadło - tylu zgłodniało,
Ilu nas padło - tylu powstało,
Ilu nas śniło - tylu zbudzonych,
Ilu się wzbiło - tylu strąconych.

Ilu nas w ciszy - tylu w kolędzie,
Ilu nas żyje - tylu nie będzie.

Ilu nas w cnocie - tylu w podłości,
Ilu nas w blasku - tylu w ciemności,
Ilu w przepychu - tylu w łachmanach -
I wszyscy przyszli powitać Pana.

Każdy był kiedyś dzieckiem w kołysce,
Zmiłuj się nad nami - Jezu Chryste…

Ilu nas w ciszy - tylu w kolędzie,
Ilu nas żyje - tylu nie będzie.

Jacek Kaczmarski
19:27, eva-ewa
Link
wtorek, 19 maja 2009

Szedł po świecie Bajdała,
Co go wiosna zagrzała -
Oprócz siebie - wiódł szkapę, oprócz szkapy - wołu,
Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu.

Zachciało się Bajdale,
Przespać upał w upale,
Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem,
Czy dogodna dla karku - spróbował obcasem.

Poległ cielska tobołem
Między szkapą a wołem,
Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął
I ziewnął wniebogłosy i splunął i zasnął.

Nie wiadomo dziś wcale,
Co się śniło Bajdale?
Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza,
Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża.

Pysk miał z żabia ślimaczy -
(Że też taki żyć raczy!) -
A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo.
Milcz gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają!

Ogon miał ci z rzemyka,
Podogonie zaś z łyka.
Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie -
Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie!

Warkło, trzasło, spotniało!
Coć się stało, Bajdało?
Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy -
Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!

Sterał we śnie Bajdała
Pół duszy i pół ciała,
Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził -
Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził.

Rzekł Bajdała do szkapy:
Czemu zwieszasz swe chrapy?
Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić,
Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić!

Rzekł Bajdała do wołu:
Czemuś skąpił mozołu?
Trzebać było rogami Dusiołka postronić,
Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić!

Rzekł Bajdała do Boga:
O, rety - olaboga!
Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,
Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?

Bolesław Leśmian
20:04, eva-ewa
Link

Żeby nie brać się do pracy
Wymyślamy sobie różne sprawy
Wyciągamy z zapomnianych szuflad
Różne stare graty do naprawy
Jakieś gniazdka elektryczne
Wtyczki, albo części od samowara
Że to niby jest takie pilne
I że trzeba naprawić zaraz

I że zaraz po tej naprawie

To się weźmiemy do pracy że aż ha!
A tymczasem wpadamy na pomysł
Że by trzeba wyprowadzić psa

Więc się go wyprowadza na ulicę
Albo powiedzmy na skwerek
A na skwerku nam się przypomina
Że z administracji przyszedł papierek
Żeby wyłożyć trutki
I do tych trutek nabieramy dziwnej ochoty
Ale zaraz jak wyłożymy
To się weźmiemy do roboty

Tylko że nie tak zaraz
Bo jest telefon od Zyzia
I Zyzio nam zawraca głowę
Opowiadając o swoich ciziach
Ach ten Zyzio! Jak on nam przeszkadza
Nareszcie odłożył słuchawkę

A my zaraz zaczniemy pracować
Tylko sobie zaparzymy kawkę 

Kawka jakoś się długo parzy
A przy kawce bez gazety nijak
Piju, piju, czytu, czytu
Dzień powoli za oknem mija
Trzeba by już zapalić światła
A na biurku przepalona żarówka
Dalej żesz po zapasową żarówkę
Do pewnego starego kufra

A tu już jest transmisja w telewizji
I w dodatku przyszli goście
I w rezultacie się okazuje
Że zamiast popracować i napisać wierszyk
Napisaliśmy kompromitujący wykaz
Różnych głupkowatych czynności 

Żeby nie brać się do pracy...


Andrzej Waligórski
12:51, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 maja 2009

W oczy mi patrzysz wciąż tak samo
jak w tysiąc pierwszym roku rano
kiedy w szeroką moją suknię
twoje wplątało się kolano.

Miłość przez wieki się nie zmienia.
Kamień jak był tak jest z kamienia.
Rzeka jak była tak jest rzeczna.
I wieczna miłość jest odwieczna.

I myślisz o mnie wciąż tak samo
jak myślał książę z którym nieraz
huśtałam zwinnie się na drzewach
nadworną będąc jego damą.

Miłość przez wieki się nie zmienia.
Czas na mym życiu zdarł kopyta.
Jak mnie żegnałeś tak mnie żegnasz.
Jak mnie witałeś tak mnie witasz.

Z przekory czasu znów jesteśmy.
Jego wskazówek podopieczni.
Tik tak. Współcześni. Średnio-wieczni.
Tik tak. Weseli. Smutni. Sprzeczni.

Tik tak. Powoli światła gasną.
Tik tak. W miłości wiecznej zasnął
książę współczesny. Przeszły. I
współcześnie przeszły. Jakby nic
odchodzi chyłkiem. W noc wyrusza.
Jak gdyby w ręku trzymał jeszcze
swą rolę godną Poloniusza.

Ewa Lipska

 
23:57, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 maja 2009

Jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad lasem
Jak na szyi wędrowca apaszka szamotana wiatrem
Jak wyciągnięte tam powyżej gwiaździste ramiona wasze
A tu są nasze, a tu są nasze
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc

Jak winny - li - niewinny sumienia wyrzut
Że się żyje gdy umarło tylu tylu tylu
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
Jak lizać rany celnie zadane
Jak lepić serce w proch potrzaskane
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
Pudowy kamień, pudowy kamień
Ja na nim stanę, on na mnie stanie
On na mnie stanie, spod niego wstanę
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
Jak złota kula nad wodami
Jak świt pod spuchniętymi powiekami
Jak zorze miłe, śliczne polany
Jak słońca pierś
Jak garb swój nieść
Jak do was, siostry mgławicowe
Ten zawodzący śpiew

Jak biec do końca, potem odpoczniesz,
potem odpoczniesz
Cudne manowce, cudne manowce, cudne,
cudne manowce

Edward Stachura

13:05, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
środa, 13 maja 2009


Po drugiej stronie życia
ponoć żarcia już nie trzeba ani picia
nawet jeden szczyt nie został do zdobycia
lub kontynent do odkrycia
po drugiej stronie życia
Po drugiej stronie cienia
nic nie boli bo nieznane są cierpienia
nie ma marzeń bo spełnione już marzenia
gdzie się nigdy nic nie zmienia
po drugiej stronie cienia
Więc mi wybaczcie proszę myśl grzeszną
którą powiedzieć tutaj aż trudno
że mi tam wcale jeszcze nie spieszno
tam gdzie jest równie pięknie co nudno
lecz póki co żyjemy
koty drzemy nieźle jemy i pijemy
jeszcze jakąś Amerykę odkryć chcemy
i garbaty los niesiemy
lecz póki co żyjemy
Lecz póki co marzymy
układamy wiersze z dziewczynami śpimy
i każdego roku ileś lat kończymy
coś po sobie zostawimy
przynajmniej tak marzymy
Ale czasami kiedy jest wieczór
i wszystkie gwiazdy wstają do pieśni
to nam brakuje paru kolesiów
którzy na tamtą stronę już przeszli

Andrzej Sikorowski


12:50, eva-ewa
Link
poniedziałek, 11 maja 2009

Dawno świat by diabli wzięli,
Gdyby brakło marzycieli.


Jan Sztaudynger
19:39, eva-ewa
Link Komentarze (8) »
sobota, 09 maja 2009

Wczoraj księżyc zanosił tobie moje dobranoc
płynąc sennie przez chmury do ciebie
dziś gondolą wenecką nocą zaczarowaną
w deszczu płynie mój uśmiech po niebie.
I jak co dzień godzina przed północą się ściele
kołdrą myśli, poduszką wspomnienia
cichy dźwięk telefonu, i dwa słowa - niewiele,
lecz jak gwiazda oświetla marzenia.

Maciej Pinkwart

01:33, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
środa, 06 maja 2009


Dotykaj mnie ciepłym wiatrem,
Co miękko opływa ramiona
Jak szal jedwabny, jak oddech,
Dotykaj szorstką dłonią,
Wzruszeniem głosu, ustami,
Dotykaj ćmy złotym pyłem
Winem w piwnicach schładzanym,
Dotykaj szaleństwem myśli
Porwanych jasnowidzeniem,
Dotykaj dreszczem, deszczem,
Burzą nad lasem, grzmotami,
Hukiem armat, snem, krzykiem,
Odgłosem pociągów w pędzie,
Dotykaj mnie bólem, strachem,
Dotykaj krwi szybszym biegiem,
Chustą wstydliwych zwierzeń,
Na której przysiadł kruk nocy,
Rankiem mnie obudź dotykiem,

Dotykaj wtedy uwierzę

Agnieszka Herman

13:36, eva-ewa
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 04 maja 2009

ja
jawa
owiędła na płask
oddalonych punktów
pstrość
czyli
je
łączy
sproszy
skreśli
bezwonny stan
a to znaczy ruch
a to wzruszyć
coś z pamięci oddechu:
krążenie
rytm rozkręcony na kwiat
rozgałęziacz pojęć zielonych
bujna kulistość
toczona zwąchań
struktura
każe stąd-dotąd zjawisko
wdech! zaklockowanie!
zamknąć w zamknąć
kryształy
w przezroczyście jedno słońce
zmysłu
nosa

Miron Białoszewski


20:33, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
niedziela, 03 maja 2009

Witaj, majowa jutrzenko,
Świeć naszej polskiej krainę,
Uczcimy ciebie piosenką,
Przy hulance i przy winie.

Witaj Maj! Trzeci Maj!
U Polaków błogi raj!

Nierząd braci naszych cisnął,
Gnuśność w ręku króla spała,
А wtem Trzeci Maj zabłysnął
I nasza Polska powstała.

Wiwat Maj! Trzeci Maj,
Wiwat wielki Kołłątaj!

Ale chytrości gadzina
Мłot swój na nas zgotowała,
Z piekła rodem Katarzyna
Moskalami kraj zalała.

Chociaż kwitł piękny Maj,
Rozszarpano biedny kraj.

Wtenczas Polak ze łzą w oku
Smutkiem powlókł blade lice,
Trzeciego Maja со roku
Wspominał lubą rocznicę.

I wzdychał “Boże daj,
Ву zabłysnął Trzeci Maj!"

Tam w Łazienkach jest ruina,
W której Polak pamięć chował.
Tam za czasów Konstantyna
Szpieg na nasze łzy czatował.

Gdy nadszedł Trzeci Maj
Kajdanami brzęczał kraj.

Próżno, próżno Mikołaju
Z paszcz ognistych w serce godzisz,
Próżno rząd naszego kraju
Nową przysięgą uwodzisz.

Wiwat Maj, piękny Maj,
Niech przepadnie Mikołaj!

О zorzo Trzeciego Maja!
Pod twoimi promieniami
Przez armaty Mikołaja
Pójdziem w Litwę z bagnetami.

Wiwat Maj, piękny Маj,
Polski i litewski kraj!

W pieśniach rozpacz uwięziona
W listopadzie wstrząsła serce.
Wstaje Polska z grobu łona,
Pierzchają dumni morderce.

Błysnął znów Trzeci Maj
Teraz nasz wesoły kraj!

Rajnold Suchodolski

08:55, eva-ewa
Link
sobota, 02 maja 2009


Jedna była - gdzie? Pod Tobrukiem.
Druga była - hej! Pod Narvikiem.
Trzecia była pod Monte Cassino,

A każda jak zorza szalona,
biało-czerwona, biało-czerwona!

czerwona jak puchar wina,
biała jak gwiezdna lawina,
biało-czerwona.

Zebrały się nocą flagi.
Flaga fladze dodaje odwagi:
- No, no, nie bądź taka zmartwiona.

Nie pomogą i moce piekła:
jam ciebie, tyś mnie urzekła,

nie zmogą cię bombą ni złotem
i na zawsze zachowasz swą cnotę.

I nigdy nie będziesz biała,
i nigdy nie będziesz czerwona,

zostaniesz biało-czerwona
jak wielka zorza szalona,

czerwona jak puchar wina,
biała jak śnieżna lawina,
najukochańsza, najmilsza,
biało-czerwona.

Tak mówiły do siebie flagi
i raz po raz strzelił karabin,
zrobił dziurę w czerwieni i w bieli.

Lecz wołały flagi: - Nie płaczcie!
Choćby jeden strzępek na maszcie,
nikt się zmienić barw nie ośmieli.
Zostaniemy biało-czerwone,
flagi święte, flagi szalona,
nie spoczniemy biało-czerwone,

czerwone jak puchar wina,
białe jak śnieżna lawina,
biało-czerwone.

O północy przy zielonych stolikach
modliły się diabły do cyfr.
Były szarfy i ordery, i muzyka
i stukał tajny szyfr.

Diabły w sercu swoim głupim, bo niedobrym
rozwiązywały biało-czerwony problem.

Łkała flaga: - Czym powinna
zginąć, bo jestem inna?
Bo nie taka... dyplomatyczna,
ta od mgieł i od tkliwej rozpaczy,
i od serca, które nic nie znaczy,
flaga jak ballada Szopenowska,
co ją tkała sama Matka Boska.

Ale wtedy przyszła dziewczyna
i uniosła flagę wysoko,
hej, wysoko, ku samym obłokom!
Jeszcze wyżej, gdzie się wszystko zapomina

jeszcze wyżej, gdzie jest tylko sława
i Warszawa, moja Warszawa!

Warszawa jak piosnka natchniona,
Warszawa biało-czerwona,

czerwona jak puchar wina
białą jak śnieżna lawina
biało-czerwona,
biało-czerwona,
Ohej, biało-czerwona.

Konstanty Ildefons Gałczyński

12:06, eva-ewa
Link
piątek, 01 maja 2009


Ścieżki objęły trawnik szeregami ramion,
aż z rąk im lecą fiołki,
wiosen ametysty.
Zakochani przechodzą, bez przedwcześnie łamiąc,
i recytują lekcję
Słówek wiekuistych.

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska

15:24, eva-ewa
Link Komentarze (2) »