Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
czwartek, 30 lipca 2009

Po stromej ścianie wąwozu
idzie koza
czarnymi rogami
liści dotyka

Liście dzwonią
zieloną piosenkę

Za nią
bosy chłopiec
słońce patykiem potrącił

Słońce dzwoni
jak żółta mandolina

Dzwonią
fioletowe dzwonki
bo takie ich przeznaczenie

Dzwoni
upalne powietrze
rozkołysane twymi ramionami

Małgorzata Hillar
19:45, eva-ewa
Link
wtorek, 28 lipca 2009


Dzień taki szczęśliwy,
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem, kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.

Czesław Miłosz

13:18, eva-ewa
Link


Im głębiej idziem w życie, coraz większa troska,
Coraz większa nas nęka obawa tej chwili,
Gdy wreszcie się ostatnia zasłona rozchyli:
Biedna ludzka komedia - okaże się boska.

I serce zakochane raz po raz rozrywa
Sieć złotą, którą samo splątało niebacznie,
I zanim dla wieczności jak gwiazdy drgać zacznie,
Dla książek, jak ta mądrych, swe wnętrze odkrywa.

I radość w tym znajduje, że bije weń wściekła
Ulewa Bożych przestróg, i modłów dziecinnych.
Za siebie nie odmawia. Już tylko dla innych:
Chce by weszli do raju, nie schodząc do piekła.


Jan Lechoń
13:16, eva-ewa
Link
 

Śródleśna polana,
Zaciszna, samotna,
Poranna, lipcowa,
Żywiczna, paprotna.

Wakacyjne niebo...
Wagarowe chmury
Płyną po nim leżąc
Brzuchami do góry.

Otchłanie próżniactwa,
Gnuśności głębiny!
Dzień świętego Lenia,
Moje imieniny!

Nawet drgania listka
Ucho nie posłyszy,
Brzęczy tylko mucha,
Główna struna ciszy.

Zielone mchy echem
Dawności jaśnieją...
Czerwone poziomki
Dzieciństwem wonieją...

Wspomnienie z bezdenną
Paszczą przy mnie siadło,
Wtem: Kłap! - i poziomki,
I mnie z nimi zjadło.

Leopold Staff


13:01, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 lipca 2009

Morze - Polskie Morze
tak szumi bez przerwy,
że aż dziwne:
polskie - a łagodzi nerwy.





11:04, eva-ewa
Link


    To rozpacz:
    niby dość schludnie się noszę,
    a nerwy jak stare kalosze.
    Zupełnie w strzępach!
    I co robić doktorze?

    Rzekł, żebym jechał
    koić nerwy nad morze
    Morze - Polskie Morze
    tak szumi bez przerwy,
    że aż dziwne:
    polskie - a łagodzi nerwy.

    Stanąłem nad brzegiem
    z morzem oko w oko -
    i tam całą filozofię pojąłem!
    Głęboko
    Nie odpowiada mi jedynie
    to, co Heraklit rzekł w zadumie:
    Że - panta rhei,
    czyli - wszystko płynie.
    Nie wszystko.
    Ja nie umiem.
    Na morzu fale - na falach boje,
    a ja się też...
    Dziękuję, postoję.

    Za to, o Morze, będę teraz snuł
    w rymach uroki Twoje wszystkie:
    oto pas graniczny,
    a od pasa w dół
    to Życie towarzyskie!

    Plaża - leżaki - parasole,
    słowem Riviera i Miami -
    i jakaś babka w moim grajdole...
    Z wnuczkami.
    Wnuczków z tą babką było troje,
    i ja,
    który nerwy koję.

    W krąg setki opalonych ciał,
    dosłownie ciało za ciałem,
    ciała mizerne
    i ciała na schwał,
    a dalej - pewnie woda,
    jeszcze nie widziałem.

    Bo w sercu już dylemat
    i zgaduj-zgadula:
    tu hoża blondyna,
    tam krucza czarnula
    (wspaniałe dwie dziewoje),
    a ja - nieszczęsny
    usiadłem najgorzej:
    na skrzyżowaniu kruczej i hożej!
    I jak rzeż te nerwy ukoję?

    Lecz potem znikły mi z oczu
    (na szczęście),
    bo się robiło coraz ciaśniej,
    gęściej,
    aż wreszcie w gąszczu
    brzuchów i nóg
    ledwiem sam siebie rozróżnić mógł -
    i kiedym chciał się
    podrapać w łopatki,
    to się okazały nie moje.
    Sąsiadki.

    Gdy wszakże sportowcy jacyś (oldboye!)
    podwinęli pod siebie nogi - ale moje,
    krzyknąłem tragicznie jak lord Byron:
    - Ludzie, odsłońcie mi nieba!
    Ludzie przysięgam,
    ja jestem non-iron,
    mnie prasować nie trzeba!

    Wtedy wywlekli spod zwału ciał
    zbiedzone ciało moje,
    krzycząc: "Przecież sezon!"
    i "Czego pan chciał?!"
    Ja? Nic...
    Ja nerwy koję...

    Dopiero potem jeden z marynarzy
    pocieszył mnie w tej bidzie:
    "Jutro już będzie spokojniej na plaży.
    Sztorm idzie!"

  Marian Załucki
10:57, eva-ewa
Link