Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
środa, 27 sierpnia 2008

Tak wiele rzeczy jeszcze dąży,
aby w mym śpiewie dojść do głosu:
to, co bezsłowne, gromem ciąży
albo we mgle podziemny kamień drąży.
Lub dymem wzbija się ze stosu.
Jeszcze rachunki mam do wyjaśnienia
z płomieniem, z wiatrem, z wodą, z czasu władzą...
Dlatego właśnie gwałtowne uśpienia
nagle mi takie otworzą podsienia
i za jutrzenną gwiazdą mnie prowadzą.

Anna Achmatowa
Tł. Anna Kamieńska
21:36, eva-ewa
Link Komentarze (3) »

Pijacy są to ludzie, którzy piją do dna i duszkiem.
Ale krzywią się, bo na dnie widzą znów siebie.
Przez szyjkę butelki obserwują dalekie światy.
Gdyby mieli silniejszą głowę i więcej smaku,
byliby astronomami.



Zbigniew Herbert


21:36, eva-ewa
Link Komentarze (2) »


Ponieważ nigdy nie wiadomo,
czy oczy również jutro z rana
otworzą się, czy bielą stromą
rozwidni się jak co dzień ściana
na wprost; ponieważ wysypana
żwirem alejka szepcze z chrzęstem
czyjś późny powrót i swój banał
dźwięczy gdzieś świerszcz; ponieważ jestem

– jak na sennego – dość świadomy
własnego niezasługiwania
na miejsce w punkcie, gdzie atomy
się zbiegły; i w niezbieżnych planach
planet; ponieważ prócz tykania
sekund przez fosforyczną przestrzeń
tarczy budzika nic nie wzbrania
wdzięcznym być w śnie; ponieważ jestem

– jak na blask gwiazd – dość niewidomy,
aby mi z łaski była dana
zdolność sięgania po kryjomu,
na oślep, w zaczajony na nas
mrok, umiejętność popełniania
wykroczeń poza siebie, przestępstw
przez kordon czaszki, zbrodni trwania
większych niż śmierć; ponieważ jestem

– jak na śmierć – dość żywego zdania
o krwi, tętniącej w skroń rejestrem
łask, nie myśl, że nie jestem w stanie
wierzyć, żeś jest; w to nie wierz: jestem.


Stanisław Barańczak

17:38, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 sierpnia 2008


Twój uśmiech pociąga mnie jak
Mogłby pociągnąć mnie kwiat
Fotografio jesteś brązowym borowikiem
Z lasu
Którym jest jej piękno
I są w nim biele
Światło księżyca
W spokojnym ogrodzie
Źródlanych wód zawziętych ogrodników
Jesteś fotografio jak dym bijący z żaru
Którym jest jej piękno
W tobie
Fotografio
Są omdlałe dzwięki
Słychać w nich
Śpiew z deklamacją
Fotografio jesteś jak cień
Słońca
Którym jest jej piękno

Guillaume Apollinaire
Tł: Adam Ważyk

09:30, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 sierpnia 2008

Jest jeszcze dla mnie kąt na Ziemi
kąt jak twe ramiona - rozwarty
i zawsze można biec do ciebie
przeczekać burze - ostre wiatry

A jestem dla ciebie piorunochronem
i gradobicie tego świata zbieram
chcę chronić nas jak tylko umiem
gdy na zakręcie nasza Ziemia

Dobrze że jest kąt na tej Ziemi
kąt jak twe ramiona - rozwarty
bo razem raźniej nam rozegrać
tak dziwnie rozdane karty

I lampą ci jestem która oświetla
gościniec mroczny i wciąż wyboisty
bo trzeba krok za krokiem iść
by być dla siebie jeszcze bliższym

Adam Ziemianin


11:21, eva-ewa
Link Komentarze (4) »
piątek, 22 sierpnia 2008

Wieczne rozczarowanie
Racz im dać. Panie...

Wierzyli w miłość i przyjaźń
I w prawo, co nie zabija.
Wierzyli w wolność tęczową,
I w sprawiedliwych natchnienie,
I nadawali ich słowom
Pierwsze i ludzkie znaczenie.
I umierali za słowa
Z uśmiechem na ustach zimnych,
Wierzyli bowiem, że giną
Za kraj, za wolność, za innych.
Ufali bowiem, wierzyli
Do krańca ostatniej rany.
Do kresu ostatniej chwili...

- Grzeszyli.

Walczyli z furią szaleńczą.
Za swoją wiarę młodzieńczą.
Wzrok unosili ku górze.
Tu jeszcze krew, a tam - róże,
Spowite w zieleni wróżbę.
Opadające, podróżne.
Medale za wierną służbę...
Więc umierali za róże
Z uśmiechem na ustach płynnych.
Wierzyli bowiem, że giną
Za wolność swoją i innych.
Ufali bowiem, wierzyli
Do krańca ostatniej rany.
Do kresu ostatniej chwili...

- Grzeszyli.

A teraz modlić się trzeba.
Modlić wytrwale, gorąco.
Bo trudna do nieba droga
I anioł z ręką bijącą
Oklaski,
I Bóg bez maski.
I ziemia, ziemia bez Boga.
Gwiazda stojąca na warcie
Ciemnego nieba...
A jednak modlić się trzeba
Cicho, wytrwale, uparcie:

Wieczne rozczarowanie
Racz im dać, Panie


Stanislaw Baliński
12:06, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 sierpnia 2008

A gdybyś przybyć jesienią miał,

strzepnęłabym lato na bok
jak muszkę, z uśmiechem na pół,
na pół ze wzgardą.

Gdybym cię mogła zobaczyć za rok,
kładłabym do osobnych szufladek
miesiąców kłębki szare,
zanim by czas ich miał nadejść.

Gdyby zwlekały tylko stulecia,
liczyłabym je na palcach szybko
odejmując, aż ręka w dół poleci
ku van Diemeńskiej wyspie.

A gdyby pewność, że na końcu
wszelkiego życia nasze dwa pozostaną,
rzuciłabym już dziś swoje precz jak łupinkę,
by zakosztować wieczności nieznanej.

Lecz teraz, kiedy skrzydło czasu
bije nierównym rytmem,
to wieczność dżga mnie tylko żądłem
nieimiennym i nieuchwytnym.


Emily Dickinson
(Tł. Kazimiera Iłłakowiczówna)
07:39, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
środa, 20 sierpnia 2008



Patrz, już opada jaśmin, który w ręku niosę -
lecz w twych ustach płatki jaśminu
oparte na liściu z karminu
zwyciężą jeszcze wiele wiosen...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

17:48, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 sierpnia 2008

I
Stanęły pod mym oknem
jak wiejscy muzykanci
gwiazdy.
zielonooki
sierpień po sadzie tańczył.

Księżycem całowany
sad się rozrzewniał,
lekki był i cygański
taniec sierpnia.

Raz złocistość w korze drzew drżała,
tu cień ją płoszył,
ludzie mrużyli, noc otwierała
oczy.

II
Zaciemniły się świerki,
nad każdym wzeszła gwiazda,
noc jak ty: przytula i rozchmurza;

światło zorzy dalekiej
jest jak miasto daleki
błyskające gwiazdami od wzgórza.

Łzy, co nam z oczu zlecą,
ziemi o nas powiedzą,
chodźmy w drogę, łzy w drodze obeschną;

łzy nie przynoszą ujmy
a my w tę noc wędrujemy
roziskrzoną, rozśpiewaną bezkresną.

Trzcina śpi na jeziorze,
znieruchomiały zorze
i wiatr się uspokoił.

Gwiazdy srebrnoramienne,
świecą gwiazdy promienne,
i nad świerkiem swoim.

III
Nastaw czapki: gwiazdy lecą ładnie
jak świąteczne cacka pozłacane;
nastaw czapki: może która wpadnie
i zaniesiesz ją do ukochanej.

A gdy skłamią, że jej w domu nie ma
chora - różne bujdy takie,
gwiazdę rzucisz z powrotem do nieba
czapką naciśniesz na bakier.

IV
Szum
Szumi wiatr -
odwieczny wiatr, beztroski wiatr, wiatr nieustanny.

Ciepły sierpień ogrody rozszerzył, rozmarzył i ogrzał.
Szumi wiatr.
W szumie wiatru jestem na śmierć zakochany.



Konstanty Ildefons Gałczyński
09:22, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Ciągle pada ...
Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby,
Mokre niebo się opuszcza coraz niżej,
Żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie.
A ja? A ja chodzę!
Desperacko i na przekór wszystkim moknę,
Patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople,
Patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie.
To nic!

Ciągle pada ...
Ludzie biegną, bo się bardzo boją deszczu,
Stoją w bramie, ledwie się w tej bramie mieszczą,
Ludzie skaczą przez kałuże na swej drodze.
A ja? A ja chodzę!
Nie przejmując się ulewą ani spiesząc,
Czując jak mi krople deszczu usta pieszczą,
Ze złożonym parasolem idę pieszo ...
O tak!

Ciągle pada ...
Alejkami już strumienie wody płyną,
Jakaś para się okryła peleryną,
Przyglądają się jak mokną bzy w ogrodzie.
A ja? A ja chodzę!
W strugach wody, ale z czołem podniesionym,
Żadna siła mnie nie zmusza i nie goni,
Idę niby zwiastun burzy z kwiatkiem w dłoni ...
O tak!

Ciągle pada ...
Nagle ogniem otworzyły się niebiosa,
Potem zaczął deszcz ulewny siec z ukosa,
Liście klonu się zatrzęsły w wielkiej trwodze.
A ja? A ja chodzę!
I nie straszna mi wichura i ulewa,
Ani piorun, który trafił obok drzewa,
Słucham wiatru, który wciąż inaczej śpiewa.
Ciągle pada
 
Krzysztof Dzikowski
00:57, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 sierpnia 2008


Pewnego dnia
wyjdę z domu o świcie,
tak cicho,
że nawet się nie zbudzicie,
I pójdę,
i będę wędrować po świecie,
i nigdy mnie nie znajdziecie.

I nie wezmę ze sobą nikogo,
tylko tego małego chłopaka,
co wczoraj na schodach płakał
i bał się wrócić do domu,
a dlaczego -
to tego
nie chciał powiedzieć nikomu.

I jeszcze weźmiemy ze sobą
tego czarnego kota,
co miauczy zmarznięty na progu
i każdy odpycha go nogą,
i nie chce go wpuścić do środka.
I to nie obchodzi nikogo,
że on tak płacze na progu.

I jeszcze weźmiemy ze sobą
te dwa uschnięte drzewa,
co nigdy nie były zielone
i chciały uciec do lasu
od kurzu
i od hałasu,
i żeby ptak na nich usiadł,
i żeby im zaśpiewał.

I będziemy tak szli i szli
drogami, lasami, polami,
i każdy dzieciak,
i każdy pies
będzie mógł iść razem z nami.

I będziemy tak szli i szli
Przez wsie, przez miasta, przez góry,
Przez morza, przez gwiazdy, przez chmury,
aż kiedyś,
po latach wielu,
staniemy wreszcie u celu.

I będzie tam ciepła ziemia
i dużo, dużo nieba,
i każdy
będzie miał to,
czego najbardziej mu potrzeba.

I na zielonej trawie
różne zwierzęta
będą się z nami bawić
w berka i w chowanego.
I nikt nikogo
nie będzie się bać.
I nikt z nikogo
nie będzie się śmiać.
I każdy
będzie rozumiał każdego.

I będzie wspaniale!
Tak!
I niczego
nie będzie nam brak!
I tęsknić nie będę wcale!
I tylko czasami, czasami
pomyślę,
że byłoby dobrze,
że może byłoby dobrze,
gdybyście wy
byli z nami...

Danuta Wawiłow

19:00, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
sobota, 16 sierpnia 2008

Prawda? Kiedy nam serce uczucie rozpiera
i z duszy uniesienie namiętne wybucha:
nagle widzim gdzieś z boku szpetną twarz satyra,
który oczy przymruża, patrzy w nas i słucha.

Drwi - a my zawstydzeni milkniem - i przepada
chwila ekstazy duszy albo szału serca;
z iluż skarbów nas samych i ludzkość okrada
ten wiecznie czuwający nad nami szyderca!


Kazimierz Przerwa-Tetmajer

11:26, eva-ewa
Link Komentarze (5) »
piątek, 15 sierpnia 2008


Nasze marzenia do spełnienia lekkie jak piórko nad przepaścią.
Wiec zanim znikną, zanim zgasną, nie pozwól im tak sobie zasnąć.
Zapiszę je na małej kartce i pod poduszkę zaraz włożę,
tak, żeby umieć je na pamięć, gdy się rozgryzie każdy orzech.

Nasze marzenia do spełnienia, na dzisiaj, jutro i na zawsze,
gdy noce chłodem podpinane otulą nas zimowym płaszczem.
Na małej stacji, wielkim dworcu, inne, choć przecież takie same.
Na białym piasku stawiasz zamek, na białym lodzie pałac stanie...

Nasze marzenia do spełnienia tabliczka marzeń mnożyć da się.
Teraz i ja już się spełnię jak smutny księżyc w pełnej krasie.
Zeszyt w miłosną bardzo kratę brulionem w długie linie życia.
Ja, człowiek kruchy jak opłatek na białej kartce je zapiszę.

Zanim nas całkiem nie pochłonie, żyć jak szalony supermarket.
Zanim rozwiążę chłodne dłonie czas, który liczy się z zegarkiem.
Nasze marzenia do spełnienia na białej kartce zapisane.
Nasze marzenia do spełnienia zapisz, gdy zbudzisz się nad ranem.

Robert Kasprzycki

02:11, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 sierpnia 2008

Duszę się miewa.
Nikt nie ma jej bez przerwy i na zawsze.
Dzień za dniem,rok za rokiem
może bez niej minąć.
Czasem tylko w zachwytach
i lękach dzieciństwa
zagnieżdża się na dłużej.
Czasem tylko w zdziwieniu,
że jesteśmy starzy.
Rzadko nam asystuje
podczas zajęć żmudnych,
jak przesuwanie mebli,
dźwiganie walizek,
czy przemierzanie drogi w ciasnych butach.
Przy wypełnianiu ankiet
i siekaniu mięsa
z reguły ma wychodne.
Na tysiąc naszych rozmów uczestniczy w jednej
a i to niekoniecznie, bo woli milczenie.
Kiedy ciało zaczyna nas boleć i boleć,
cichcem schodzi z dyżuru.
Jest wybredna:niechętnie widzi nas w tłumie,
mierzi ją nasza walka o byle przewagę
i terkot interesów.
Radość i smutek
to nie są dla niej dwa różne uczucia.
Tylko w ich połączeniu jest przy nas obecna.
Możemy na nią liczyć
kiedy niczego nie jesteśmy pewni,
a wszystkiego ciekawi.
Z przedmiotów materialnych
lubi zegary z wahadłem
i lustra, które pracują gorliwie,
nawet gdy nikt nie patrzy.
Nie mówi skąd przybywa
i kiedy znowu nam zniknie,
ale wyraźnie czeka na takie pytania.
Wygląda na to,
że tak jak ona nam,
również i my
jesteśmy jej na coś potrzebni.

Wisława Szymborska

12:30, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 sierpnia 2008


Jest taki ktoś, co wszystkich trzyma w ręku
i po ziarenku jak piasek przesiewa.
Zbiera królowych najpiękniejsze ciała,
w białą marmuru bryłę je przemienia,
na którą, cichą, płaszcz melodii spada;
a przy królowych mężów ich układa,
z tego samego wykutych kamienia.

Jest taki ktoś, co wszystkich trzyma w ręku:
jak licha stal się łamią, możni, prości.
Nie jest nam obcy, skoro we krwi gości,
co naszym życiem w szumie jest i w ciszy.
Nie wierzę w to, by czynił nieprawości,
chociaż się o nim tyle złego słyszy.

Reiner Maria Rilke

11:38, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 sierpnia 2008


Usta twoje się snują, usta twe się wodzą,
Jak dwa ptaki różowe, po mnie lekko chodzą,
Jak dwa światła natchnione, oczu dotykają,
Usta twe mnie zabrały, usta twe mnie mają.

Jak wyznania wstydliwe, jak szepty szalone,
Powtarzam w ustach twoje usta niezliczone,
Od uśmiechu w kącikach do smaku języka -
Usta twoje całują i świat cały znika.


Kazimierz Wierzyński
12:44, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
sobota, 09 sierpnia 2008

Szykujemy ekspandery, wdech i wydech, trzy i cztery,
Dziarskość ciała, gracja, gestów plastyka
Pompująca krew do żył, dodająca rankiem sił jeśli w ogóle je masz
Gimnastyka!

Czyś niemowlę, czyś emeryt po sto pompek, trzy i cztery,
My pompkami pokonamy słabość ciał!
Na knowania wrogich kół, odpowiemy zwisem w dół,
Choćby nawet pot się z czół strumieniami lał!

Krąży gorszy od cholery wirus grypy, trzy i cztery,
Krzywa zachorowań w górę wciąż się pnie,
Tylko silny szanse ma, poświęcajcie więc co dnia
Chociaż parę chwil na na cieranie się!

Jeszcze kilka ćwiczeń jogi podnosimy obie nogi,
Niech każdemu gimnastyka wejdzie w krew,
Dzisiaj nikt już nie zaprzeczy, że od wódki i tych rzeczy
Znacznie zdrowszy oraz lepszy jest WF!

Nie rozpraszać się, nie gadać, skupić siły na przysiadach,
Rześki uśmiech niech rozjaśni każdą twarz,
Gdy ubogi z ciebie człowiek, to nacieraj się czymkolwiek,
Ale dbać o swoje zdrowie stale masz!

Wszelki opór nie ma sensu, zaczynamy biegać w miejscu.
Taki bieg pomoże zwalczyć spleen i stress,
Nie ma tu wygrywających, nie ma tu przegrywających,
Wszystkich uszczęśliwiający sport to jest!


Władimir Wysocki
10:06, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 sierpnia 2008

Może lepiej, że
nie zdążyliśmy
powiedzieć sobie tych
ostatnich słów
ostatnie słowa
mogłyby nas zawieść
Może lepiej, że
nie zdążyliśmy
powiedzieć sobie tych
ostatnich słów
bo nieostrożne mogły
zawadzić o czas przyszły
Mogłyby nic nie mieć do powiedzenia
przedwcześnie pogrzebać coś w nas
Mogłyby mówić nad wszelką miarę
Powiedzieć do nas o wiele za wszystko
Jak czynny wulkan pod tweedowym niebem
Mogłyby nic nie mieć do powiedzenia
Przedwcześnie pogrzebać coś w nas
Może lepiej, że
nie zdążyliśmy
powiedzieć sobie tych ostatnich słów
w ostatnich słowach
zamknięty jest
głuszec.

Ewa Lipska

13:57, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 sierpnia 2008

Pod nieważkimi powłokami
Wyraźniej myśl widzimy -
Tak piana uwyraźnia falę -
Albo Mgła - Apeniny


Emily Dickinson
Tł. Stanisław Barańczak

23:31, eva-ewa
Link Dodaj komentarz »



W błękitne zmierzchy letnie pójdę miedzą polną
Skroś traw i ziół, muskany przez dojrzałe żyto...
Śniąc, będę czuł pod stopą świeżość ros podolną,
Pozwolę wiatrom kąpać mą głowę odkrytą.

Nie będę tedy mówił ani myślał wcale,
Lecz nieskończona miłość w moje serce spłynie...
I będę szedł jak Cygan - w coraz dalsze dale,
W przyrodzie jak kobietą, szczęsny w tej godzinie.

Artur Rimbaud

tłum. Bronisława Ostrowska

09:29, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 sierpnia 2008

Wybuduję tobie dom zielony,
Dom zielony, bielony, brzozowy,
Do połowy winem ocieniony,
Malowany słońcem do polowy.

A w tym leśnym, w tym drzewnym kościele
Będzie kwitnąć twoje białe żeństwo,
Tam sprawimy wesołe wesele,
Odprawimy drzewne nabożeństwo.

Ledwo błyśnie i zapachnie ranek
Rosą, miętą, ptakami, oskołą,
Rozgłaskana wyśmiejesz na ganek
I zawołasz daleko, wesoło!

Do rozpuku odśmieję się w borze
I przybiegnę zadyszany w goście,
I szeroko ramiona otworzę
Dwojgu piersi w owocnym rozroście.

Będę z ziemi rósł wygałęziony,
Jeden z tobą, jak drzewne rodzeństwo,
I w gałęzie twych ramion wpleciony,
Wrosnę, wrosnę w twoje białe żeństwo!

Julian Tuwim

21:53, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 03 sierpnia 2008

We śnie
maluję jak Vermeer van Delft.

Rozmawiam biegle po grecku
i nie tylko z żywymi.

Prowadzę samochód,
który jest mi posłuszny.

Jestem zdolna,
piszę wielkie poematy.

Słyszę głosy
nie gorzej niż poważni święci.

Bylibyście zdumieni
świetnością mojej gry na fortepianie.

Fruwam, jak się powinno,
czyli sama z siebie.

Spadając z dachu
umiem spaść miękko w zielone.

Nie jest mi trudno
oddychać pod wodą.

Nie narzekam:
udało mi się odkryć Atlantydę.

Cieszy mnie, że przed śmiercią
zawsze potrafię się zbudzić.

Natychmiast po wybuchu wojny
odwracam się na lepszy bok.

Jestem, ale nie muszę
być dzieckiem epoki.

Kilka lat temu
widziałam dwa słońca.

A przedwczoraj pingwina.
Najzupełniej wyraźnie.


Wisława Szymborska
23:27, eva-ewa
Link Komentarze (6) »
sobota, 02 sierpnia 2008



Los – jak wszystkim – dał mi jedną tylko postać
i nie nazbyt nią zachwycił mnie.
Ale zawsze potrafiłam inną zostać –
gdy wchodziła duża stawka w grę.
Dziś posiadam różnych twarzy cały rejestr,
w których lepiej niż we własnej mi.
O, jak dobrze umieć być tym, kim się nie jest!
Ja umiałam – nim przyszedłeś ty…

Dla ciebie jestem sobą
i choć to tak mało jest –
nie potrafię być przed tobą nikim więcej.
Sztuczny dźwięk odbierasz słowom –
czynisz zwykłym każdy gest –
i znów jestem tą tysięczną wśród tysięcy.
Tak mi z sobą nie do twarzy –
tak powinnam siebie kryć –
ale kiedy na mnie patrzysz,
już nie umiem inną być.

Dla ciebie jestem sobą
i choć to tak mało jest –
nie potrafię być przed tobą nikim więcej.

Dostosować sposób gry do nowych reguł –
w efektownym fałszu ukryć się –
potrafiłabym to zrobić dla innego –
a dla ciebie, a dla ciebie – nie.
Już nie umiem mojej prawdy minąć granic
i to chyba jest niedobry znak –
że przed innym nie odkryłabym jej za nic –
a przed tobą, a przed tobą - tak.

Dla ciebie jestem sobą ....


Jeremi Przybora

20:51, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 sierpnia 2008


Nie tylko źle jest na ziemi,
w raju jest też niewesoło:
Patrzcie - kroplami wielkiemi
pot z twarzy spływa aniołom.

Nic im się nie chce - wiadomo -
ogłupia straszliwy upał.
Nawet ów motyl z Kiplinga
w upał by także nie tupał.

Mój Boże, i Bóg Staruszek
dzień cały wodę sodową
trąbi, miotełką od muszek
machając sobie nad głową.

I małpki pomizerniały,
i szyje schudły żyrafom.
Piotr Żydów wpuszcza i robi
gafę, panie, za gafą.

Od rana aż do wieczora
anioły wzdychają, wzdychają,
pokotem leżą na łąkach
i piwem się polewają.

Opustoszały jezdnie,
a w kramach święci rozliczni
mruczą: - Uff, to już jest nie -
takt meteorologiczny.


Konstanty Ildefons Gałczyński

00:09, eva-ewa
Link Komentarze (2) »