Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
niedziela, 26 września 2010

Jak nie kochać jesieni, jej babiego lata,
Liści niesionych wiatrem, w rytm deszczu tańczących.
Ptaków, co przed podróżą na drzewie usiadły,
Czekając na swych braci, za morze lecących.

Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,
Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,
Gdy koi w twoim sercu codzienne tęsknoty.

Jak nie kochać jesieni, smutnej, zatroskanej,
Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.
Co chryzmatem bieli, dla tych, co odeszli.
Szronem łąki maluje, ukoi, zasmuci.

Jak nie kochać jesieni, siostry listopada,
Tego co królowanie blaskiem świec rozpocznie.
Co w swoim majestacie uczy nas pokory.
Tego, co na cmentarzu wzywa nas corocznie.


Tadeusz Wywrocki
09:55, eva-ewa
Link
sobota, 25 września 2010


Jesteśmy serca mrozem zwarzone,
Jak rude owoce głogu -
Wiosną nieuleczone,
Mgłą otoczone bladą,
Zbyt długim smutkiem uprzykrzone Bogu...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
08:07, eva-ewa
Link
wtorek, 21 września 2010

Dlatego, ty,
taka spokojna, przyglądając się tobie,
jak gdybym badał,
w nocy pragnąc powolutku dojrzeć kolor twych oczu.
Obejmując ci dłońmi twarz, kiedy leżysz tu wyciągnięta
u mego boku, przytomna, zbudzona, w milczeniu patrząca na mnie.

W oczach twych się pogrążyć. Spałaś. Patrzeć na ciebie,
bez zachwytu ci się przyglądać, suchym okiem. Jak nie umiem na ciebie patrzeć.

Bo nie umiem na ciebie patrzeć bez miłości.
Wiem o tym. Bez miłości jeszcze cię nie widziałem.
Jak wyglądasz bez miłości?
Czasem się zastanawiam. Patrzeć na ciebie bez miłości.
Widzieć cię,
jaka byłabyś z drugiej strony.
Z drugiej strony mych oczu. Tam gdzie przechodzisz,
gdzie byś szła z innym światłem, inną stopą,
z innym odgłosem kroków. Z innym wiatrem suknie twe rozwiewającym.
I przyszłabyś. Uśmiech... Przyszłabyś. Patrzeć na ciebie

i widzieć, jaka jesteś. Ta, co nie wiem, jaka jesteś.
Jaka nie jesteś... Bo jesteś ta, co tu śpi.
Ta, którą budzę, którą trzymam.
Która mówi cichym głosem: "Zimno".
Która całowana przeze mnie szepce
nieomal krystalicznie, której zapach doprowadza mnie do obłędu.
Ta, która pachnie życiem,
czasem teraźniejszym, czasem słodkim i wonnym.
Po którą wyciągam rękę, którą biorę i przygarniam.

Którą czuję jako stałe ciepło,
gdy siebie jako pośpiech czuję i popłoch
co mija, unicestwia się i spala.
Która trwa jak płatek róży nie blednący.
Która mi daje ciągle życie, obecne,
obecne niewzruszenie jak miłość, w moim szczęściu,
w tym budzeniu i zasypianiu, w tym świtaniu,
w tym gaszeniu światła i mówieniu... I milczeniu,
i trwaniu we śnie u boku stałego zapachu, który jest życiem.

Vicente Aleixandre
 Tł. z hiszpańskiego Przemysław Sitkiewicz

23:27, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
środa, 15 września 2010


Pora coś tam ogrodzić, usmażyć,
wynagrodzić, utulić, pomarzyć,
pora wrócić do własnych żon
czernieje klon...

Pora wrócić do dawnych rachunków
tych z gazownią i tych z Panem Bogiem,
pora wrócić do starych frasunków
już mrozy za progiem...

Oj, długie te nasze jesienie
przedpokoje, przedsionki i sienie
przed zimą ostatnie postoje
niepokoje, spokoje...

Czas wyciągnąć obrączki z szuflady,
być gotowym na ważne narady,
pora zioła zaparzyć przed snem
pogwarzyć z psem...

Pora dziecku powiedzieć, że tata
zaprowadzi je znowu do szkoły
wierz mi synku, ty będziesz miał brata
tak mówią Anioły...

Oj, długie te nasze jesienie
przedpokoje, przedsionki i sienie
przed zimą ostatnie postoje
niepokoje , spokoje...

Do spiżarni już pora coś wrzucić
żal wyżalić i smutki wysmucić
na sylwestra wykupić bon
dla żon, dla żon...

A gdy nazbyt zaboli to wszystko,
gdy zapłonie i skromność i pycha,
no to w końcu...do wiosny już blisko
już blisko, do licha...!

oj, krótkie te nasze jesienie
przedpokoje, przedsionki i sienie
przed zimą ostatnie postoje
niepokoje, spokoje...

Agnieszka Osiecka

21:24, eva-ewa
Link
poniedziałek, 13 września 2010

Wszystkie rzeczy brzydkie, zepsute, stare i zniszczone,
Płacz dziecka obok drogi, wóz, który skrzypi i zgrzyta,
Ciężkie kroki oracza, co w błocie wiosennym tonie,
Krzywdzą twój obraz, który mi różą w głębi serca zakwita.

Ta krzywda rzeczy niekształtnych nie da się w słowa ująć.
Pragnę je stworzyć od nowa i siąść na zielonym wzgórzu,
Nad ziemią, niebem i wodą – nowymi jak złota szkatuła
Na obraz twój z moich snów, który mi w sercu zakwita różą.

 
William Butler Yeats
tłum.Ewa Życieńska
20:45, eva-ewa
Link

Chciałabym Cię zabrać tam,
gdzie pan Chopin gra na liściach deszczem...
Ma też tam bajek kram Szeherezada i Jan Andersen...
Stary Rembrandt światła serc namaluje w letnią noc,
zlecą się tam wszystkie ćmy samotne...
Jakby ktoś Muminków dom wybudował w parę chwil,
Z lampą jak z sercem matki w oknie...

Może tam z "Czterech pór" pan Vivaldi grywa tylko "Wiosnę"...
"Koncert na żabi chór" pisze teraz wprost na wodzie wiosłem...
Ksiądz Twardowski szuka łzy, by zadzwonić nią na Mszę
Za tę miłość, która płacze wierszem...
A Włóczykij fajkę ćmi, dziwiąc się: "Co ze mną jest?
- Przez tę łzę serce mam już szersze!"

Wiesz, w ten świat można wejść jak Alicja do Krainy Czarów...
Oczu swych zamknij drzwi...O już wolno cichnie szept zegarów...
Tak jak Mały Książę leć w swego serca wielki świat,
By daleko znaleźć to, co bliskie...
By kochając jeden kwiat gdzieś na jednej z wielu gwiazd,
W ciemną noc kochać gwiazdy wszystkie...


Brat Tadeusz

20:35, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 września 2010

Niebo to błękitny koc nad łóżkiem dziecka.
To jest mój mały dom - mówi wystawiając głowę
spomiędzy szczebli. A w moich skroniach
kofeinowy zwid: pęknięte koryto, rozlane mleko.
Słyszę śpiew syren, widzę wieloryba
z gościnnym wnętrzem. Wszechobecne biadolenie
w rurach i dreszcz jakby kra wielkości Luksemburga
uderzała w nas. I syn krzyczy:
Tato, niebo spadło.

Krzysztof Kleszcz

20:12, eva-ewa
Link
W pochmurny dzień.
Gdy szary cień.
Przesłoni barwy świata nam.
Odezwij się, przywołaj mnie.
Tak bardzo nie chcę zostać sam.
W bezgwiezdną noc.
Gdy ciemna moc.
Odbiera każdą radość nam.
Odezwij się, przywołaj mnie.
Tak bardzo nie chcę zostać sam.


Widzę już piękne złote przestrzenie.
Oblane słońcem korony drzew.
Łąki niebieskie gdzie kwitnie marzenie.
Różowej muszli syreni śpiew.
Tańczące słonie beztroskie maje.
Czułe potwory piękne rusałki.
Wszystko to widzę wszystko poznaję.
Żywe obrazy z dziecięcej bajki.

Ref.:
W pochmurny dzień.
Gdy szary cień.
Przesłoni barwy świata nam.
Odezwij się, przywołaj mnie.
Tak bardzo nie chcę zostać sam.
W bezgwiezdną noc.
Gdy ciemna moc.
Odbiera każdą radość nam.
Odezwij się, przywołaj mnie.
Tak bardzo nie chcę zostać sam.


Widzę okręty morską głębinę.
Perły ukryte na samym dnie.
Świetliste kręgi po których płynę.
Aby odnaleźć przeszłości cień.
Tajemne przejścia sezamu bramy.
Dzielnych rycerzy. Zaklęty czas.
Wszystko jak dawniej jak w bajkach mamy.
Gdy wielki spokój otaczał nas.

Weź mnie ze sobą do kraju baśni.
Pójdę za tobą gdy szepniesz  "zaśnij".



Krzysztof Gradowski "Akademia Pana Kleksa"
Z  repertuaru Małgorzaty Ostrowskiej

20:02, eva-ewa
Link
niedziela, 05 września 2010

Rozdzierający
Jak tygrysa pazur
Antylopy plecy
Jest smutek człowieczy.

Nie brookliński most
Ale przemienić
W jasny, nowy dzień
Najsmutniejszą noc -
To jest dopiero coś!

Przerażający
Jak ozdoba świata
Co w malignie bredzi
Jest obłęd człowieczy.

Nie brookliński most
Lecz na drugą stronę
Głową przebić się
Przez obłędu los -
To jest dopiero coś!

Będziemy smucić się starannie!
Będziemy szaleć nienagannie!
Będziemy naprzód niesłychanie!
Ku polanie!

Edward Stachura
19:33, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

Zasnąć już!.... Noc ta pochmurna, bezgwiezdna,
posępnych widzeń krynicą jest bez dna -
zasnąć już, skłonić na nirwany łono
głowę płonącą, bez miary zmęczoną...

Przepłynął przez nią strumień myśli długi,
a jedna była smutniejszą od drugiej,
a wszystkie były smutne bezlitośnie - -
chcę spać, choć wiem, że ciągu myśli dośnię...

Ha!... Tłum okropny mar ciśnie się białych,
w szatach zwalanych ziemią i zbutwiałych,
tańczą wokoło z szalonym pośpiechem,
szyderczym w twarz mi wybuchając śmiechem

Widok ich trupich czaszek mię przeraża,
dusi mię zgniła, wstrętna woń cmentarza,
a ten śmiech strasznej ironii się wwierca,
jak tępa śruba, w głąb mojego serca.

Tłoczą się ku mnie ohydną gromadą,
trupie swe ręce na czoło mi kładą
i spróchniałymi szczękami klekocą
najokropniejsze z wszystkich pytań: Po co!?...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer
19:26, eva-ewa
Link