Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
środa, 31 października 2007


Jak te żywioły krzepną! —
Światło księżyca, kredowa skała
W której szczelinie leżymy
Plecami do siebie. Słyszę jak sowa
Krzyczy w zimnym kolorze indygo.
Groźne samogłoski wstępują w me serce.
Dziecko w białym łóżeczku przewraca się i wzdycha
Teraz otwiera szeroko usta.
Twarzyczkę ma wyrytą w bolesnym czerwonym drzewie.
A oto gwiazdy — twarde, nieustępliwe.
Jeden dotyk: pali i osłabia,
Nie widzę twych oczu.
Tam gdzie kwiat jabłoni mrozi noc,
Krążę wokoło
Utartym szlakiem dawnych błędów.
Miłość tu nie przybędzie.
Czarna przepaść odsłania się.
Na przeciwległym brzegu
Biała duszyczka, biały robaczek, daje znaki
Moje członki też mnie opuściły.
Kto rozczłonkował nas?
Mrok topnieje. Stykamy się jak kaleki.

Sylvia Plath

22:01, eva-ewa
Link



W żółtych płomieniach liści
brzoza dopala się ślicznie.
Grudzień ucieka za grudniem,
styczeń mi stuka za styczniem.
Wśród ptaków wielkie poruszenie,
ci odlatują, ci zostają,
na łące stoją jak na scenie -
czy też przeżyją, czy dotrwają?

I ja żegnałam nieraz kogoś,
i powracałam już nie taka,
choć na mej ręce lśniła srogo
obrączka srebrna jak u ptaka.
I ja żegnałam nieraz kogoś
za chmurą, za górą, za drogą,
i ja żegnałam nieraz kogoś,
i ja żegnałam nieraz...

Gęsi już wszystkie po wyroku,
nie doczekają się kolędy,
ucięte głowy ze łzą w oku
zwiędną jak kwiaty, które zwiędły.
Dziś jeszcze gęsi kroczą ku mnie
w ostatnim sennym kontredansie
jak tłuste księżne, które dumnie
witały przewrót, kiedy stał się...

I ja witałam nieraz kogoś
chociaż paliły wstydem skronie,
i powierzałam Panu Bogu
to, co w pamięci jeszcze płonie.
I ja witałam nieraz kogoś
za chmurą, za górą, za drogą,
i ja witałam nieraz kogoś,
i ja witałam nieraz...

Ognisko palą na polanie,
w nim liszka przez pomyłkę gore,
a razem z liszką, drogi panie,
me serce biedne, ciężko chore.
Lecz nie rozczulaj się nad sercem,
na cóż mi kwiaty, pomarańcze,
ja jeszcze z wiosną się rozkręcę,
ja jeszcze z wiosną się roztańczę!

I ja żegnałem nieraz kogoś,
i powracałem już nie taki,
choć na mej ręce lśniła srogo
obrączka jaką noszą ptaki.
I ty żegnałeś nieraz kogoś
za chmurą, za górą, za drogą,
i ty żegnałeś nieraz kogoś,
i ty żegnałeś nieraz...

Agnieszka Osiecka

16:23, eva-ewa
Link
wtorek, 30 października 2007


Kiedy wschodzi słońce,

oświetla głupoty i winy

schowane w kątach pamięci

i niewidoczne w dzień.

Idzie człowiek wielopiętrowy,

na górnych piętrach rześkość poranka,

a tam nisko

ciemne pokoje,

do których strach wchodzić.

Mówi: przepraszam

duchom nieobecnych,

które ćwierkają w dole

przy stolikach kawiarń pogrzebanych.

Co robi człowiek?

Boi się sądu,

na przykład teraz

albo po śmierci.


Czesław Miłosz

10:41, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 października 2007

W ogrodzie zwiędłej zieleni
Stoją nimfy z marmury i bożki
Wśród drzew strzyżonych w stożki.
Jakże jest gorzki
Zapach przeszłości i jesieni.

Gdyby posągi chodzić umiały,
Jakże by piękny był świat ten cały.
Gdyby posągi się uśmiechały,
Jakież by snuły myśli pogodne
W obojętności swej białej.

Ale one nie mają krwi w żyłach,
Którą by w gniewie przelały,
Jak ludzie,
Co śniąc o cudzie
Idą po grudzie
W znoju i trudzie,
Z rękami czarnymi,
Znużeni,
Podobni do cieni
Olbrzymi.

I tak jest piękniej.

O zmierzchu
Stoję nad brzegiem jeziora,
Co jest błękitne jak niebo
Z tą samą gwiazdą na środku.

Leopold Staff

19:23, eva-ewa
Link
niedziela, 28 października 2007

Życie nie stawia pytań,
życie po prostu jest...
Czasem zębami zgrzyta,
a czasem łasi się jak pies.

(...)

A Ty, który wszystko znasz,
terminy, święta i zagłady,
powiedz nam - jak jest tam,
po tamtej stronie lady?

(...)

Życie nie daje nagród,
życie nie daje wiz,
życie to trochę szabru
i bardzo rzadko - czysty zysk...

Agnieszka Osiecka

16:56, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
sobota, 27 października 2007

Ci, którzy nie wiedzą,
Że nie wiedzą -
To GŁUPCY, unikaj ich.
Ci, co nie wiedzą,
Ale wiedzą, że nie wiedzą -
To PROSTACZKOWIE, poucz ich.
Ci, co wiedzą,
A nie wiedzą, że wiedzą -
To ŚPIĄCY, obudź ich.
Ci, co wiedzą i wiedzą,
Że wiedzą -
To MĘDRCY, idź ich śladem.

Julian Tuwim

00:38, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 października 2007
(...)

Złóż ręce tak by sen zaczerpnąć
Tak jak się czerpie wody ziarno
A przyjdzie las: zielony obłok
I brzozy pień jak struna światła
I tysiąc powiek zatrzepoce
Liściasta mowa zapomniana
Odpomnisz wtedy białe rano
Gdyś czekał na otwarcie bram
Wiesz tę krainę ptak odmyka
Co w drzewie śpi a drzewo w ziemi
Lecz tutaj źródło nowych pytań
Pod nogą burty złych korzeni
Więc patrz na kory wzór na której
Zaciska struna się muzyki
Lutnista co przykręca kołki
Aby zabrzmiało to co milczy


Zbigniew Herbert
17:01, eva-ewa
Link
czwartek, 25 października 2007


Dla nas, tak jak dla innych Zbiegów, o czym nie wiemy,
Dla niezliczonych kwiatów, które liczby nie znają,
Dla zwierząt, które nie muszą pamiętać, a więc nie pamiętają,
Jest tylko jedno Dzisiaj, dzień, w którym żyjemy.

Tak wielu usiłuje powiedzieć Jeszcze Nie Teraz,
I nim przypomni sobie słowo Jestem — umiera,
Jeśliby tylko mogli, chcieliby choć bodaj w marzeniach
Zagubić się w Historii i szukać w niej zapomnienia.

Kłaniając się na przykład z wdziękiem staromodnym
Flagom w barwach właściwych i w miejscu dogodnym,
Mamrocząc, jak starożytni, kiedy po schodach biegną,
O Moim i o Naszym, o Ich i o Jego.

Tak jakby Czas wciąż jeszcze był tym, czego pragnęli,
Jak kiedy wiele posiadał i mógł wszystkich obdzielić,
Tak jakby byli w błędzie i żałowali szczerze
Tego, że już naprawdę sami nie chcą należeć.

Nie dziw więc, że tak wielu z żalu w mrok śmierci się kryje.
I nie dziw, że są tak samotni w chwili konania;
Nikt nie lubi, nie wierzy kłamstwu, przed którym się wzbrania:
Że inny Czas ma życie, które żyje
.

Wystan Hugh Auden
Tł. Stanisław Barańczak

19:24, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
środa, 24 października 2007



I wlano w ciebie duszę nie anielską, czarną,
Choć białym włosem strzępisz wybujałą szyję
I wzdrygasz się w prawicy wypalonej skwarną
Posuchą - a za tobą długie żalów chryje
Albo okrągłe zera jak okrągłe grosze
Wtaczają się w rubryki, zaplecione giętko,
Jak zrachowane jaja, kiedy idą w kosze
Ostrożnie i pomału. - Czasem znowu prędko
Nierozerwany promień z ciebie głosek tryska
I znakiem zapytania jak skrzywioną wędką
Łowisz myśl, co opodal ledwo skrzelą błyska...

O, pióro! Tyś mi żaglem anielskiego skrzydła
I czarodziejską zdrojów Mojżeszowych laską,
- Tylko się w tęczowane barwiąc malowidła,
Nie bądź papugą uczuć ani marzeń kraską -
Sokolim prawem wichry pozagarniaj w siebie,
Nie płowiej skwarem słońca i nie ciemniej słotą;
Dzikie i samodzielne, sterujące w niebie,
Do żadnej czapki klamrą nie przykuj się złotą.

Albowiem masz być piórem nie przesiąkłym wodą
Przez bezustanne wichrów i nawałnic wpływy,
Lecz piórem, którym ospę z krwią mięszają młodą
Albo za wartkie strzałom przytwierdzają grzywy.

Cyprian Kamil Norwid

23:30, eva-ewa
Link

Uwaga!!!
Jeżeli ktoś powie ci,
że życie piękne jest,
a mówiąc to,
wzruszon bardzo,
na pograniczu drżenia głosu,
to zaopiekuj się nim,
bo on chyba, kurwa, przybył z kosmosu.

Andrzej Poniedzielski

07:54, eva-ewa
Link Komentarze (5) »
wtorek, 23 października 2007


Jest uśmiech miłości
I uśmiech obłudy;
Jest też uśmiechu uśmiech
Łączący je bez trudu.

Jest wyraz nienawiści
I piekący wyraz pogardy,
I jest też wyraz tego wyrazu
W pamięci nigdy nie zatarty;

Bo zapada w głąb serca
I przenika do szpiku kości,
Więc żaden nie jest taki
Jak ten co we wszystkich gości

Dlatego między kołyską a grobem
Jeśli się raz na ustach pojawi
Ten uśmiech co zawsze jest w tobie
Koniec nieszczęść wszystkich objawi.

William Blake

07:57, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 października 2007

Dusza dobiera sobie Towarzystwo -
I - zatrzaskuje Drzwi -
Jak Bóg - ma w sobie prawie Wszystko -
A z Reszty sobie drwi -

Nie dba - że tłoczą się Rydwany
U jej pochyłych Bram -
Że na wytartym jej Dywanie
Przyklęka Cesarz sam -

Wiem, jak z nią jest - gdy z Rzesz wybiera
Kogoś Jednego - raz -
Zamyka się jak Śluza - zwiera
W sobie - jak Głaz -

Emily Dickinson
(tł. Stanisław Barańczak)
22:33, eva-ewa
Link Komentarze (3) »

Bez tej miłości można żyć,
mieć serce suche jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie uwić,
o blasku próchna mówić "dnieje",
o blasku Słońca nic nie mowić.

Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które na płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyje cząstką czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?

Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić,
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię - i żyć,
ale nie można owocować.

Ta dawność jej w głębokich warstwach...
Czasem pośrodku drogi stanę:
może nieznanych pieśni garstka
w skrzyni żelazem nabijanej,
a może dzban, a może łuk
jeszcze się w łonie ziemi grzeje,
może pradawny domu próg
ten, którym wkroczyliśmy w dzieje?

Stąd idę myślą w przyszle wieki,
wyobrażenia nowe składam.
Kamień leżący na dnie rzeki
oglądam i kształt jego badam.
Z kamienia tego rzeźbiarz przyszły
wyrzeźbi głowę rówieśnika.
Ten kamień leży w nurcie Wisły,
a w nim potomna twarz ukryta.

By na tej twarzy spokój był
i dobroć, i rozumny uśmiech,
naród mój nie żaluje sił,
walczy i tworzy, i nie uśnie.
Pierścienie świetlnych lat nad nami,
ziemia ojczysta pod stopami.
Nie będę ptakiem wypłoszonym
ani jak puste gniazdo po nim.

Wisława Szymborska


12:26, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
sobota, 20 października 2007


Dusza na plaży
studiuje podręcznik filozofii.
Dusza pyta ciała:
- Kto nas związał razem ?
Ciało mówi:
- Trzeba opalić kolana.

Dusza pyta ciała:
- Czy to prawda,
że nas wcale nie ma ?
Ciało mówi: - Opalam kolana.

Dusza pyta ciała:
- W tobie czy we mnie
zacznie się umieranie ?
Ciało się śmieje.
Opaliło kolana.


Anna Świrszczyńska


23:44, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
piątek, 19 października 2007

Muzyko: oddechu posągów. Może:
cisza obrazów. Ty mowo, gdzie mowy
milkną. Czasie,
który pionowo stoisz na drodze znikających serc.

Uczucia, do kogo? O, ty uczuć
przeobrażenie w co? W słyszalny krajobraz?
Ty obca Kraino: muzyko. Ty z nas wyrosły
obszarze serca. Istoto nasza najgłębsza,
która, przerastając nas, wypiera na zewnątrz
święte pożegnanie:
kiedy nas to wewnętrzne otacza
jako najbardziej ćwiczona dal, jako inna
strona powietrza,
czysta,
ogromna,
już nie do zamieszkania.

Rainer Maria Rilke


00:05, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 października 2007

Niesie wiatr z pobliskich ściernisk
Płonącego chrustu dym
Miły mój to już październik
Do jesieni pełny rym.
A Ty wodzisz mnie po lesie
I nie mówisz przy tym nic
Co nam spacer ten przyniesie
Gdy tak miłość będziesz kryć.

Zimno mi, po prostu zimno mi,
Przecież taki wiatr,
A Ty nie wiesz, nie rozumiesz
A Ty nie chcesz lub nie umiesz
Ogrzać ust mych ciepłem warg.

Przyszła noc puchają sowy
Drzewom w lesie liść się śni,
A Ty wciąż przez tyle godzin
Siedzisz cicho u mych drzwi.
Boże, przecież to październik
Jeszcze się przeziębisz mi,
A po zatem gdy jest ciemno
Jeszcze bardziej serce drży.

Zimno mi, bez Ciebie zimno mi
Wiec kochany wejdź,
Może ciemność cię ośmieli
Aby wreszcie się podzielić
Wspólnym ciepłem naszych serc.

Płynie czas i w ciszy spada
Przedostatni zwiędły liść,
Miły mój to już przesada
Tak bez słowa przy mnie tkwić
Ma wiewiórka futro rude,
Czarne pióra nosi kruk,
A ja Ciebie mam bez złudzeń,
Byś mnie kiedyś ogrzać mógł.

Zimno mi, przy Tobie zimno mi
Kto popełnił błąd?
Że Ty nie wiesz, nie rozumiesz,
Że Ty nie chcesz, lub nie umiesz
Przelać ciepła z rąk do rąk.

z repertuaru
Jadwigi Barańskiej

20:41, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
środa, 17 października 2007

Nigdy do dzisiaj, o wieczny spokoju,
O ciszo śmiertelna,
Nie przeczułam tak tęsknie
Waszej wspaniałości.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


19:53, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 października 2007

Kiedy cię spotkam co ci powiem
że byłaś światłem moim Bogiem
że szmat już drogi przemierzyłem
i byłaś wszędzie tam gdzie byłem
odległą gwiazdą w sztolni nocy
zachodem słońca snem proroczym
przestrzenią serca której strzegłem
jak oka w głowie dla tej jednej
mądrej i pięknej ludzkim prawem
ave

Kiedy cię spotkam czy ukryję
wszystkie kobiety których byłem
pacjentem uczniem profesorem
żal nie na miejscu i nie w porę
jak mogło być a jak nie było
że wszystko na nic tylko miłość
na wieki wieków i że żaden
człowiek nie był mi tak potrzebny
ave

Kiedy cię spotkam jak mam spojrzeć
żebyś nie mogła w oczach dojrzeć
starego głodu którym hojnie
obdarowałem tyle spojrzeń
blasku księżyca który każe
od ścian odbijać się od marzeń
do zjawy twej wyciągać ręce
w śniegu pościeli pisać wiersze
szkłem ryte skrycie tatuaże
ave


Mirosław Czyżykiewicz
23:58, eva-ewa
Link Komentarze (2) »

Że zimno w jesiennej porze?
Zaraz to wszystko odmienię.
Ot, wsadzam ręce w kieszenie
I już jest cieplej na dworze.

Wiosna z daleka się kłania,
Wiatr niesie dobre nowiny
I stare -smutki rozgania
Czerwony gniew jarzębiny.

Leopold Staff
08:00, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 października 2007

Zasnąć już!.... Noc ta pochmurna, bezgwiezdna,
posępnych widzeń krynicą jest bez dna -
zasnąć już, skłonić na nirwany łono
głowę płonącą, bez miary zmęczoną...

Przepłynął przez nią strumień myśli długi,
a jedna była smutniejszą od drugiej,
a wszystkie były smutne bezlitośnie - -
chcę spać, choć wiem, że ciągu myśli dośnię...

Ha!... Tłum okropny mar ciśnie się białych,
w szatach zwalanych ziemią i zbutwiałych,
tańczą wokoło z szalonym pośpiechem,
szyderczym w twarz mi wybuchając śmiechem

Widok ich trupich czaszek mię przeraża,
dusi mię zgniła, wstrętna woń cmentarza,
a ten śmiech strasznej ironii się wwierca,
jak tępa śruba, w głąb mojego serca.

Tłoczą się ku mnie ohydną gromadą,
trupie swe ręce na czoło mi kładą
i spróchniałymi szczękami klekocą
najokropniejsze z wszystkich pytań: Po co!?...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

00:18, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 października 2007

Tyle słów namawia, żeby im zaufać;
Tnie ostrzem rozumu lub pasją wybucha,
Ku niebu uniesie, lub o ziemię ciśnie.
Jednak ufać - znaczy uchylić przyłbicy
Komuś, kto się mylić może, lub źle życzyć;
Więc na cios wystawiasz to, co najwrażliwsze.
Chociaż - jeśli słowom ufać się nie daje -
Cóż pozostaje?


Tak wierzymy w miłość, kiedy się pojawi,
Życie snem nasyci i przed jawą zbawi,
A trwaniu ruch nada wzniosłym niepokojem.
Jednak kochać - znaczy połączyć się z lustrem
Które przecież zniknie i zostawi pustkę,
Jakiej nie wypełni żadna noc we dwoje.
Choć - jeśli miłości już wierzyć nie umiem -
Cóż ja rozumiem?


Na siebie liczymy, że nam starczy krzepy,
By o własnych siłach przebyć świata przepych
I mieć zeń choć tyle, co się dźwignąć zdoła.
A przecież się nieraz grunt spod stóp obsunie
I siebie samego nie potrafisz unieść
Przed własną bezsiłą chętnie chyląc czoła.
Lecz - jeśli na siebie nie możesz już liczyć -
Czyż jesteś niczym?


Tyle wiar tym, którzy na siebie nie liczą
Powolność nakazom płaci obietnicą
Nieziemskiej miłości, wiecznego przepychu.
Każdy zaś nakazy wypełnia jak umie
I wierzy, że wierząc - nie musi rozumieć
Czemu krew przelewa i popioły wdycha.
Więc ów, kogo wiar tych oferta nie ruszy -
Czyż nie ma duszy?


Jacek Kaczmarski
09:41, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 października 2007

O, jakie rzewne widowisko:
Czerwone liście za oknami
I cienie brzóz, płynące nisko
Za odbitymi obłokami.

Pies nie ujada. Zły i chory
Omija cienie października,
Na tykach ciepłe pomidory
Są jak korale u indyka,

Na babim lecie, zawieszonym
Między drzewami jak antena,
Żałośnie drga wyblakłym tonem
Niepowtarzalna kantylena,

Rzednąca trawa, blade dzwońce,
Rozklekotane późne świerszcze,
I pomarszczone siwe słońce,
I ja - piszący rzewne wiersze.

Jan Brzechwa
08:33, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
piątek, 12 października 2007


Polonista to nie zawód, lecz hobby,
Polonistą być - nie życzę nikomu.
Polonista po godzinach nie dorobi,
Choćby zabrał robotę do domu.
Polonista nie wędruje po mieszkaniach,
Nie odzywa się wchodząc ze dworu:
- Bardzo ładnie rozbieram zdania,
Czy jest jakieś stare zdanie do rozbioru?
Choćby szukał, racji i pretekstów
I tak zawsze pozostanie na uboczu -
Mniej się ceni analizę tekstu
Od banalnej analizy moczu...
Cera blada, na portkach łaty,
Rozmaite braki w kondycji,
Oświeceniem nie oświecisz sobie chaty,
Pozytywizm nie poprawi twej pozycji.
Poloniście sterczą chude żebra
Jak sztachety mizernego płotu,
Gdy się jeden raz u Zuzi rozebrał,
To się składał z orzeczenia i z podmiotu.
A jak inny zleciał kiedyś z ławki,
Bo był gapa wyjątkowa i niezguła,
To zostały zeń cztery przydawki,
Dwa zaimki i partykuła...
Polonista, niepoprawny romantyk,
Nie największym się cieszy mirem,
Ale ja mu - laury i akanty,
Ale ja mu - kadzidło i mirrę!
Ale ja go całuję w ramię,
Ale ja go podziwiam i cenię,
A ty przed nim na kolana, chamie,
Cały w złocie i volkswagenie!
Bo jeżeli jesteś i ja jestem,
To dlatego, że stojący na warcie
Polonista znużonym gestem
Kartki książek wertował uparcie
Za kajzera i za Hitlera,
I za cara, i za innych carów paru,
I dlatego właśnie nie umiera
Coś ważnego, co nazywa się Naród.
Więc zamieszczam na końcu listu
Ja, satyryk, błazen i ladaco,
Zdanie proste: - Kocham polonistów!
Rozwinięcie zdania: -
... bo jest za co!

Andrzej Waligórski

11:46, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 października 2007

Zbereźnikom ze Zbaraża
zaraźliwy zez zagraża:
zje, zuch, zwykły zraz zbaraski -
zaraz zieją zeń zarazki;
zjadacz zrazu, zrazu zdrów -
zezem zarażony znów!
Zdaniem znawców zagadnienia,
ze zwykłego zagapienia
zbarażanin zbaraniały
(znaki zawsze zabraniały
zajadania zrazów!) zrazy
zeżre, zdrowe zaś zakazy -
,,ZRAZ (ZRAZ ZWłASZCZA ZAWIJANY)
ZASADNICZO ZAKAZANY!'' -
zlekceważy. Zatem: zaliż
znak zakazu znowu zwalisz,
zbirze ze Zbaraża, zjesz
zraz złowrogi? - (Zeżre, zwierz.)

Stanisław Barańczak

19:04, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
środa, 10 października 2007

Poezjo - wiecznież cię po sprzętach szukać trzeba,
wśród zwiędłych kwiatów,
gdy wesół wczoraj kwiat opada i omdlewa;
czyliś ty tylko jest w tych głosach z oddalenia,
w echach z innych światów,
urokiem snów i czarem chwil omdlenia;
czy nie ma ciebie tam, gdzie czas rozkwitu,
gdzie walka i gdzie walki przesilenia;
czyliś posągiem tylko śmierci bytu;
tym przeto duszy panująca,
że pokonanym dajesz promień słońca,
a wszystkie duchy zwycięstw uskrzydlone
wtedy twe siostry, gdy padną zwalone;
czyliś jest chwilą, czyli jesteś wieczna,
czyliś jest - choćby chwilę władnąca i żywa,
czyliś jest słowo - nazwa niedorzeczna,
więc twoja siła i moc, co porywa,
ani jest chwilą, ni wiekiem,
lecz sercem, czuciem, wolą - jest człowiekiem!

Stanisław Wyspiański
Kraków 1905r.
14:19, eva-ewa
Link
 
1 , 2