Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
piątek, 23 października 2009

Jeżeli odlatują ptaki,
Jeżeli słońce gaśnie,
Wyschnięty liść akacji,
To nie na zawsze...
Jeżeli blednie sierp księżyca,
A niebo deszczem płacze,
Ciężkim się kłosem gnie pszenica,
To nie na zawsze...

Kiedy skrzyżują się spojrzenia,
Gdy spłoszą serca nasze,
Może będziemy szli do szczęścia,
Lecz czy na zawsze...?
Jeżeli niepotrzebne słowo
Pamięć o szczęściu zatrze,
Każde z nas pójdzie inną drogą,
Lecz już na zawsze...

Andrzej Tylczyński

19:44, eva-ewa
Link

elipsy
takt takt
punktualny
taniec
na osi

figuralność w niebo
amonitem

zakrzywienia
jako kolej rzeczy
i atmosfera
i naciek

czynność

krystalizacja
kroić - to mijanie
z powiewu - wielomasyw

rozsypka
zero - powieka
zero - w ruch!
zero! soczewko!

horyzont
bliżej - szczep
dwustóg
spiętoczub
dwurożec

patrzę
promienieje
jajo bez wyjścia

panorama bije
wypuklenie
z oka

tworzenie oglądanego

czwarty
na dowód oka
wymiar

tworzy
oglądane
oglądanego

Miron Białoszewski
19:39, eva-ewa
Link


wieczór
tańczy połyskiem lamp na smagłej skórze Murzyna
z mroku
wydobywa lekkie pospieszne kroki
kołyszący rytm
biodra
owinięte szczelnie
czerwonym łaszącym płótnem
na wypukłych ustach
we wklęsłym uchu
drobiny światła
drgają
i noc
ma pochmurnie namiętną twarz
Murzynki z przedmieścia Filadelfii
wzgórki piersi
uniesione gorsetem
którego tkliwość
doskonalsza od szerokich warg
przywarła szczelnie
do skóry z brunatnego południa
pełznie
podmuchem ciepłego wiatru
od bioder pod szyję wzdłuż

Halina Poświatowska


19:37, eva-ewa
Link
wtorek, 20 października 2009

I cóż z tego że nie przyszedł do mnie nikt
Noc otula szczelnie dom zamykam drzwi
Cisza weszła pod mój dach
Gdzieś pod piecem drzemie strach
Wyobraźnia kręci znowu nowy film
Znowu nowy film

A możeby tak otworzyć drzwi na oścież
I wpuścić noc niech pogadają sobie razem z ciszą

Naplotą głupstw zabawią mnie tak trochę
A potem ja herbaty im i sobie zrobię
Posiedzimy przy kuchennym stole
Pomilczmy chwilę cisz noc i ja
Potem obie staną w drzwiach
Pojaśnieje nieba dach
Dzień wypełni po brzegi mój dom
Dzień wypełni mój dom...

Słowa: M. Gilewska

muzyka: Leonard Luther

00:23, eva-ewa
Link
poniedziałek, 19 października 2009

Teraz kiedy zostaliśmy sami możemy porozmawiać książę jak mężczyzna z mężczyzną
chociaż leżysz na schodach i widzisz tyle co martwa mrówka
to znaczy czarne słońce o złamanych promieniach
Nigdy nie mogłem myśleć o twoich dłoniach bez uśmiechu
i teraz kiedy leżą na kamieniu jak strącone gniazda
są tak samo bezbronne jak przedtem To jest właśnie koniec
Ręce leżą osobno Szpada leży osobno Osobno głowa
I nogi rycerza w miękkich pantoflach

Pogrzeb mieć będziesz żołnierski chociaż nie byłeś żołnierzem
jest to jedyny rytuał na jakim trochę się znam
Nie będzie gromnic i śpiewu będą lonty i huk
kir wleczony po bruku hełmy podkute buty konie artyleryjskie
werbel werbel wiem nic pięknego
to będą moje manewry przed objęciem władzy
trzeba wziąć miasto za gardło i wstrząsnąć nim trochę

Tak czy owak musiałeś zginąć Hamlecie nie byłeś do życia
wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie glinę ludzką
żyłeś ciągłymi skurczami jak we śnie łowiłeś chimery
łapczywie gryzłeś powietrze i natychmiast wymiotowałeś
nie umiałeś żadnej ludzkiej rzeczy nawet oddychać nie umiałeś

Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało
i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie
wybrałeś część łatwiejszą efektywny sztych
lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania
z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle
z widokiem na mrowisko i tarczę zegara
Żegnaj książę czeka na mnie projekt kanalizacji
i dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem
Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
Gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii

Ani nam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach
A ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę

Zbigniew Herbert

23:51, eva-ewa
Link

Już jesień. Liść na drzewie rzednie,
Jeszcze ostatnim złotem gore,
A z nim spokojnie gaśnie, blednie,
Co nie umiało umrzeć w porę.

Pogodny schyłek dnia łagodzi,
Co myśl mąciła bałamutna,
I w serce miłościwie schodzi
Radość tak cicha, że aż smutna.


Leopold Staff


23:45, eva-ewa
Link

A jeśli nawet nie, to i tak będę
udawał sam przed sobą, że jest środkiem świata
każde moje ubocze, że biegłego świadka
mam nad każdym pobytem, postojem i pędem,
że w każdym z moich zaćmień on znajdzie dość światłą,
jak superczuły noktowizor w mętnym
mroku, tkwiący nad każdym punktem i momentem
szpiegowski satelita, ratunkowa siatka,
od której się odbiję, gdy bryła kaleką
runę z trapezu ziemi ku widowni nieb
nade mną, rozpostarta czujnie i daleko
siatkówka oka, na którego dnie
moje odbicie i skąd wraca echo
tych samych w kółko słów: A jeśli nawet nie

Stanisław Barańczak


23:37, eva-ewa
Link


Odi profanum vulgus. Kościół czy kawiarnia,
Republika czy kino, wiec szewców czy armia,
Naród, gmina, rodzina, uczelnia, czytelnia -
Wszystko chaos i zgroza, i pustka śmiertelna.

I w tym hucznym stuleciu tyrańskiej wspólnoty,
Śród głupich wielkorządców i tępej hołoty,
Gdzie patos lwi rozdyma mrówczą krzątaninę,
Gromadząc ludzkość w nudną, mieszczańską rodzinę,
Gdzie pustego kościoła krzykliwi papieże
Na gruzach Babilonu - babilońskie wieże
Wznoszą pośród szwargotu wyszczekanych maszyn,
A chciwa czerń szpieguje samotność serc naszych,
W tym wieku rozjątrzonym, wydętym, okrutnym -
Przechodzę, mijam, milczę: obcy, zimny, smutny.


Julian Tuwim
23:32, eva-ewa
Link
poniedziałek, 12 października 2009

Nad miastem o wieczorze
różowe chodzą sny,
w ich zorzach się przeglądam, ładnie mi.
I co mi to pomoże,
gdy z tobą, o, mój Boże,
tak dłużej już nie może być.

Cóż ci powiem, kochany, nowego?
Cóż ci dam, czego inni nie mieli?
Wierz mi, życzę ci wszystkiego najlepszego,
chcę ci noce pochmurne rozbielić.

Chcę ci niebo wymościć gwiazdami,
żebyś stąpał po nich jak po śniegu,
cóż ci dam, czego inne nie dały?
Cóż ci powiem, kochany, nowego?

Co uczynić z tobą, co ze mną,
gdyś w ramionach moich zimny jak w przeręblu?
Kiedy ręce i serce masz tylko dla siebie,
jak cię, miły, zatrzymać? Już nie wiem!

Nad miastem coraz ciszej
i gwiazdy jak klawisze
na nieba fortepianu czarnym tle.
Tramwajów już nie słyszę,
twój uśmiech mnie kołysze.
I żebyś tylko przyszedł...

Albo nie...

Adam Kreczmar
z repertuaru Teresy Tutinas

19:57, eva-ewa
Link
czwartek, 08 października 2009


Przeminą romanse
Czcigodne małżeństwa
Jak słonie własną
Nadwagą zmęczone
Zostaną tylko malutkie szczęścia
Miłości niespełnione.


Jan Twardowski



23:25, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
środa, 07 października 2009


Złotem przyrody - pierwsza zieleń;
Po niej - już nic prócz spłowień, zbieleń.
Rozkwitu szczyt - to pierwszy listek,
Lecz przez godzinę ledwie: wszystek
Zwykleje w liść natychmiast potem.
Tak Eden zszarzał nam w zgryzotę,
Tak świt nam blaknie w światło dnia.
Wszystko, co złote, krótko trwa.


Robert Lee Frost

Tłum. Stanisław Barańczak
20:06, eva-ewa
Link

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie widok niknął w krzakach i gęstych konarach;

Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,

Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem:
choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi poprowadzą - i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.

Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to w westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi; pojechałem tą mniej uczęszczaną -
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.


Robert Lee  Frost
Tłum. Stanisław Barańczak

20:02, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

Największym artystą
Jest przypadek
Gdy rzeczywistość
Bije cię w zadek
Nim wyobraźnia się w formę
Przyoblecze
Widzisz wyraźnie
Jak mało wiesz człowiecze
Fakt taki stworzy
Nie dzieło czy eksponat
Bo sztuka może
Psu wypaść spod ogona
Gdy biorą w łeb
Teorie twe najrzadsze
Nie wściekaj się
Że życie jest bogatsze
Zarozumialcze
Najprostszą dam ci radę:
Największym artystą
Codziennym artystą
Złośliwym artystą
Jest przypadek

Ktoś rozlał atrament
To bukiet czarnych róż
Ta na suficie plama
To mapa ciepłych mórz
Na pianę piwa
Opada gradem
Kwiat z kasztanowca
Koło budki
Wielkim artystą jest przypadek
Człowiek artystą jest malutkim

Twoje paletko zrudziałe
W jesień tak późny las
Za oknem tańczy gałąź
Wachlarz dalekich gwiazd
Twoja dziewczyna
Ma usta blade
Jak Primavera
Boticellego
Wielkim artystą jest przypadek
Każe prawdziwym powstać piegom

Zarozumialcze
Najprostszą dam ci radę:
Największym artystą
Codziennym artystą
Złośliwym artystą
Jest przypadek

Jonasz Kofta

19:53, eva-ewa
Link
Po czerni jeżyny
Po liściu kaliny
- Jesień, jesień już
Po ciszy na stawie
Po krzyku żurawi
- Jesień, jesień już
Po astrach, po ostach
To widać, to proste że
- Jesień, jesień już
I po tym że wcześniej
Noc ciągnie ze zmierzchem
- Jesień, jesień już

Po pustym już polu
Po pełnej stodole
- Jesień, jesień już
Strachowi na wróble
Już nad czym sie trudzić?
- Jesień, jesień już
I po tym że w górze
Wiatr wróży kałuże, tak
- Jesień, jesień już
I po tym że przecież
Jak zwykle, po lecie
- Jesień, jesień już

Ach, ten dzień w kolorze śliwkowym!
- Berberysu i głogu ma smak...
Stawia drzewom pieczątki
- Żeby było w porządku
Że już pora
Że trzeba iść spać...
A my tak - po kieliszku, po troszeczku
Popijamy calutki ten dzień
- Próbujemy nalewki
Z dzikiej róży, z porzeczki
Żeby sprawdzić - czy zima
To wypić się da?...
- To się w głowie nie mieści
Że tak szumi szeleści
Tak bliziutko, o krok, prawie tuż
Głębokimi rzekami, pachnącymi szuwarami
Idzie jesień
I prosto w nasz próg...
- Ale co tam! przecież taka jesień złota
Nie jest zła!
- Ale co tam! Przecież taka jesień złota
Niechaj trwa...

Leszek Długosz
19:45, eva-ewa
Link
czwartek, 01 października 2009

Może to jest zły objaw może nie ta melodia

Człowiek znowu roztajał i boli

Znowu rosną rośliny znowu drżą mi kończyny

Znowu kicham od pyłku topoli

Bo czy wiosna jest taka radosna

Tak co roku zaczynać od nowa

Znowu męczy się Eros

Nie smakuje papieros

Nie mam siły na nowo kiełkować

 

Nie ten czas nie to w nas najłaskawsze

Nie ten cud nie ten miód

Już na zawsze

Może kiedyś represje depresji się zmienią

Ale tylko jesienią jesienią

Nie ten ton w wielki dzwon

Do uniesień

Ja mam czas ja poczekam

Na jesień

Bo się w końcu depresje w impresje odmienią

Ale tylko jesienią jesienią

 

Szumi w głowie powietrze włos się burzy na wietrze

I zielone głupiutkie listeczki

Coś nawiedza Cię we śnie znowu pierwsze czereśnie

Beznamiętnie upychasz do teczki

Bo czy wiosna jest taka radosna

Zdjąłem czapkę kalosze i palto

Znowu zieleń pokoleń

Budzi w nas melancholię

I w ogóle czy dalej warto

 

Przyjdą burze wiosenne wezmę proszki nasenne

I tak jakoś doczekam jesieni

I pogodzę się z łóżkiem nic nie będę pić duszkiem

Bo wesołe jest życie staruszka

Jesień wleje nam olej do główki

Po co męczyć i rzucać się

Bo wiadomo jesienią

Złe się chwile odmienią

Z drzew opadać będą stuzłotówki

 

Nie ten czas nie to w nas najłaskawsze

Nie ten cud nie ten miód

Już na zawsze

Może kiedyś represje depresji się zmienią

Ale tylko jesienią jesienią

Nie ten ton w wielki dzwon

Do uniesień

Bo się w końcu depresja w impresje odmienią

Ale tylko jesienią jesienią


Jonasz Kofta
16:55, eva-ewa
Link Komentarze (1) »