Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
sobota, 29 października 2011

Na kiepskich zdjęciach okruchy dawnych dni,
Czyjaś twarz, zapomniana twarz.
W pamięci zakamarkach wciąż rozbrzmiewa śmiech,
Czyjaś twarz zapamiętana.

Mijają dni, ludzie, natury rytm.
Wciąż nowych masz przyjaciół,
Starych przykrył kurz,
Dziewczyny ciągle piękne, lecz w pamięci tkwi
Ten pierwszy dzień, najgorętszy z dni.

Zapal świeczkę, za tych których zabrał los,
Zapal światło w oknie.
Zapal świeczkę, za tych których zabrał los,
Zapal światło w oknie.

Ludzi dobrych i złych wciąż przynosi wiatr,
Ludzi dobrych i złych wciąż zabiera mgła.
Lecz tylko Ty masz tą niezwykłą moc,
By zatrzymać ich, by dać wieczność im.

Pomyśl choć przez chwilę, podaruj uśmiech swój
Tym, których napotkałeś na jawie i wśród snów.
A może ktoś skazany na samotność
Ogrzeje się Twym ciepłem, zapomni o kłopotach.

Zapal świeczkę...


Dariusz Dusza

19:47, eva-ewa
Link

Siądź z tamtą kobietą twarzą w twarz
Kiedy mnie już nie będzie
Spalcie w kominie moje buty i płaszcz
Zróbcie sobie miejsce...

A mnie zabawiaj smutnie
Uśmiechem, słowem, gestem
Dopóki jestem
Dopóki jestem.

Dziel z tamtą kobietą chleb na pół
Kiedy mnie już nie będzie
Kupcie firanki, jakąś lampę i stół
Zróbcie sobie miejsce...

A mnie oszukuj mile
Uśmiechem, słowem, gestem
Dopóki jestem
Dopóki jestem.

Płyń z tamtą kobietą w górę rzek
Kiedy mnie już nie będzie
Znajdźcie polanę, smukłą sosnę i brzeg
Zróbcie sobie miejsce...

A mnie wspominaj wdzięcznie
Że mało tak się śniłam
A przecież byłam,
No, przecież byłam...


Agnieszka Osiecka

19:45, eva-ewa
Link

Idą ku mnie tylko kalinami
po cierniach, po sinych jagodach,
umarli, znajomi, kochani.
Idą ku mnie tylko po szelestach,
między wichry zadyszane wplątani:
„Tu, tu?...Ach, cóż za pogoda…”
Od szronów – brwi ich siwe,
młode rzęsy dziwnie ociężały…
i głaszczę ich, choć wiem,że – nieżywi…
znajomi, ci których kochałam:
Jaś, co spalił się wraz z samolotem,
i Kazio, co zginął potem,
Pawełek oceanem przykryty
Tadzio zastrzelony przez bandytów…
Młodzi. zamyśleni,zmarnowani,
idą ku mnie, idą kalinami
znajomi, umarli, kochani.

Kazimiera Iłakowiczówna

19:42, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 października 2011

Bierzemy 12 miesięcy,
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na 30 lub 31 części tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.
Każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pogody i humoru.
Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości. Gotową potrawę
przyozdabiamy bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.

Katharina Elisabeth Goethe
21:35, eva-ewa
Link
czwartek, 13 października 2011


Gdzie są te listy, w których ktoś napisze:

Czekamy na ciebie, a przy nas łagodność, spokój i ogród szumiący drzewami.

Tutaj milczenie nie będzie przymusem, ani nie będzie przymusem rozmowa.

Gdzie są te sny, w których znajdziemy pokrzepienie,

gdzie tarasy pochmurnych zamków nad brzegami rzek

i gdzie niewytłumaczone szczęście kołyszące nas jak rytm pociągu

w drodze do bezpiecznego schronienia, w którym nie mieszka potwarz ani nóż.

I gdzie jest miejsce dla szaleńca, który wzgardził zdrowiem,

dla wszystkiego, co nagłe,

dla błyskawicy, burzy, lecącego meteorytu.

Gdzie schron dla wygnańców i ich wyobrażeń o tym, czym może być świat i oni sami.

Gdzie jest miejsce dla drzewa, które pamięta dawne losy drzew,

dla zwierzęcia, które nie zapomniało o swoim dawnym królestwie

i dla małych rybek, które łowiliśmy rękami jako dzieci na piaszczystym brzegu morza.

Gdzie jest miejsce dla skargi i odmowy, dla godności i lojalnej przyjaźni,

gdzie są nie wydeptane ścieżki w lesie i prosta droga do nieba.

Gdzie jest wiara płynąca nie z uciemiężenia, ale z siły i nielekceważenia rozumu.

Gdzie jest świadectwo pełne i wiarogodne,

które nie boi się śmiechu ani szyderstwa.



Julia Hartwig

20:17, eva-ewa
Link

Żyją tacy faceci
Że my przy nich jak dzieci
Znają życie
I mają swój plan
Ech, wy ludzie, co żyć potraficie
Jak boleśnie zazdroszczę ja wam

Wy pijecie bez kaca
Do was przeszłość nie wraca
Nie spełnionych nadziei goryczą
Ech, wy ludzie, co żyć potraficie
Jestem jednym z tych, co wam źle życzą

Przenikliwi jak kornik
Trudne lekcje historii
Odrabiacie na parę lat naprzód
Dawno już na tym świecie
Byłoby tak, jak chcecie
Tylko tacy, jak ja, wszystko spaprzą

Każdy z was jest sam w sobie
Podmiot, przedmiot i obiekt
Wszystko skute solidną obręczą
Mocni ludzie, co żyć potraficie
Za was inni się pocą i męczą

Żyją tacy faceci
Że my przy nich jak dzieci
Wątpliwości nas żre gorzka rdza
Ech, wy ludzie, co żyć potraficie
Jak boleśnie zazdroszczę wam ja

Wszyscy wy jak te bogi
Macie ręce i nogi
Kopem bronisz, co łapą zachapiesz
Magia szklanych ekranów
Zmienia ich rację stanu
W rację siadu na własnej kanapie

By wam przyznać co wasze
Nie napluję wam w kaszę
Zawiść swoją na chwilę ukrócę
Ech, wy ludzie, co żyć potraficie
Gówno wiecie, co to jest życie
Ale za to się znacie na sztuce


Jonasz Kofta

20:07, eva-ewa
Link

Skąd idę, skąd?
Nie wiecie, nie?
Skąd idę więc?
A czy ja wiem!

Jak zowią mnie,
Pytacie się?
Jak zowią więc?
Zakuty Łeb.

A ja, ja się śmieję
Ja znam bory, knieje,
Ja znam ostatnie ziemskie łąki,
Nad kwiatami tam brzęczą złote bąki
W rzece niezatrutej baraszkują pstrągi.
Zwierzęta mówią po Polsku!
Listowie nie szumi o wojsku.
Symbole się włóczą samopas
Promienie słońca siadają na oczach
I nikt ju=BF nie pognębi mnie".

Co robię tu,
W tym cudzym śnie?
Co robię wiec?
Znalazłem się!

Gdzie pójdę stąd?
Nie wiecie, nie?
Gdzie pójdę więc?
A czy ja wiem.


Edward Stachura

20:03, eva-ewa
Link
wtorek, 11 października 2011

Jesień wstała - ogromniała
nad głową wprost
i pachniała wypłowiała
ziemia i wrzos.
Twarz do ziemi przytuliłam
niby we śnie,
może chwilę wrzosem byłam,
a może nie...

Nie znająca swego losu

twarz do ziemi przytuliłam,
leżąc cicho pośród wrzosu
byłam, po prostu byłam...

Wiatr się śmieje - ogromnieje

nad głową wprost,
pokornieje i czernieje ziemia i wrzos.
Ptak swym krzykiem, wiatr szelestem
przyzywa mnie,
może właśnie ptakiem jestem,
a może nie...

Kiedy tak mnie woła nocą

ptak swym krzykiem - wiatr szelestem,
jeszcze nie wiem, jak i po co
jestem, po prostu jestem...

Od niedzieli zima bieli

ziemię i wrzos,
może w białej mnie pościeli
dostanie ktoś?
Może szczęścia nić uprzędę,
gdy weźmie mnie,
może z nim wśród ludzi będę,
a może nie?

Nie znająca swego losu

wiem, w daleką patrząc przestrzeń,
że wśród ludzi, wiatru, wrzosu
jestem, po prostu jestem...


Wojciech Młynarski

17:50, eva-ewa
Link
czwartek, 06 października 2011

We wnętrzu ogromnego kościoła romańskiego cisnęli się turyści.
Rozpościerało się sklepienie za sklepieniem bez prześwitu.
Drgało kilka płomyków świec.
Objął mnie anioł bez twarzy
i zaszeptał przez całe ciało:
„Nie wstydź się tego, że jesteś człowiekiem, bądź dumny!
W twoim wnętrzu otwiera się sklepienie za sklepieniem bez końca.
Nigdy nie będziesz gotowy i tak jest słusznie.”
Byłem ślepy od łez
i wyprowadzono mnie na buzującą od słońca piazzę
wraz z Mr i Mrs Jones, Panem Tanaką i Signorą Sabatini
a we wnętrzu ich wszystkich otwierało się sklepienie za sklepieniem bez końca.

Tomas Tranströmer
przełożył Leonard Neuger

19:46, eva-ewa
Link
niedziela, 02 października 2011

Jesienne niebo słodkie, pełne łaski
spowite w szal kaukaski,
przez drzew bezlistnych rozszczepione pędzle
przeciąga różową frędzlę.
I ku nadziei mej podchodzi z bliska,
słodyczą mnie uciska
i na tęsknocie mej opiera dłonie
- pachną ostatnie lewkonie. -
Jesienne niebo słodkie, pełne łaski,
- zwija swój szal kaukaski -
a odrzuciwszy go, staje bez ruchu
z cekinem złotym w uchu, -

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

13:00, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

Lubię jesienne słońce, wtedy
Gdy przez tłum chmurek i mgieł się przedziera
I rzuca blady swój umarły promień
Na drzewo, co się od wiatru kołysze,
I na wilgotny step. Lubię słońce,
Jest coś takiego w żegnalnym spojrzeniu
Ogromnej gwiazdy, co w tajemnym smutku
Miłości oszukanej. Nie ostygła
Ona sama przez siebie, lecz natura,
Wszystko, co umie i czuć i dostrzegać,
Nie może ogrzać się w niej; podobnie
Serce: płonie w nim jeszcze ogień, ale ludzie
Niegdyś go pojąć czuciem nie umieli,
I odtąd w blasku źrenic już nie błyśnie,
Policzków żarem więcej nie obejmie.
Po co raz jeszcze serce swe poddawać
Drwinie i słowom pełnym powątpienia?

Michaił Lermontow
12:58, eva-ewa
Link