Archiwum
Zakładki:
Poezja jest pokarmem duszy, naszym wspólnym skarbem i tylko autor wiersza może mieć zastrzeżenia do jego rozpowszechniania. Jednak nikt jeszcze tego nie zrobił.... Dziękuję za mój blog.
Pozostaw ślad...
Tutaj jestem:
Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co... Wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą.... Władysław Broniewski
RSS
piątek, 01 czerwca 2012

Tatuś powiem ci zagadkę !
na ulicy stoi klatka,
a w tej klatce sobie siedzi
bardzo dużo złych niedźwiedzi
i pilnuje klatki pies !
Zgadnij, tatuś, co to jest ?
Nie wiesz ? Trudna ta zagadka ?
Ja ci powiem: to jest klatka !!!
Taka klatka, w której siedzi
bardzo dużo złych niedźwiedzi
i pilnuje klatki pies !
A ty nie wiesz co to jest !


Danuta Wawiłow

17:10, eva-ewa
Link
niedziela, 27 maja 2012


Matkę mą najczęściej przypominam sobie
Jako ukojenie w bólu i chorobie,
Kiedyś leżąc w łóżku - gorączką trawiony,
Dostawałem talerz zupy ulubionej...

Gotowana z warzyw, które wypieszczone
Jej rękami - rosły w ogródku przed domem,
Zawierała moje największe przysmaki:
Marchewkę, kalafior i młode ziemniaki...

Przyprawiona ciepłem - matczyną miłością,
Listkami pietruszki, uśmiechem, czułością -
Sprawiała, że szybko stawałem na nogi
Bez penicyliny i tabletek drogich...

Dziś oddałbym koncert swych marzeń i życzeń
W zamian za Jej uśmiech - i tej zupy łyczek...

Jacek Józefczyk
 
22:57, eva-ewa
Link

Z mych pocałunków szata twej nagości,
Z warg mych na niej purpurowe róże,
W które cię stroić nigdy nie znużę,
Tknąć ciebie kwiatom broniąc w ust zazdrości!

Z zachwytów moich kadzidła wonności,
Co owieją cię w uwielbień chmurze!
Z dumy mej tobie stopień i podnóże,
I hołdowniczy kobierzec miłości!

Na swojej skroni twoje stopy noszę
Jako niewolnik pełne kwiatów kosze...
Ugięty klęczę i powstać się boję!

Na czole stopy twoje obnażone
Dzierżę jak żywych klejnotów koronę,
Bo na twych stopach chodzi szczęście moje!


Leopold Staff

22:41, eva-ewa
Link
niedziela, 13 maja 2012

Niechaj mię Zośka o wiersze nie prosi,
Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,
To każdy kwiatek powie wiersze Zosi,
Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci.
Nim kwiat przekwitnie, nim gwiazdeczka zleci,
Słuchaj - bo to są najlepsi poeci.

Gwiazdy błękitne, kwiateczki czerwone
Będą ci całe poemata składać.
Ja bym to samo powiedział, co one,
Bo ja się od nich nauczyłem gadać;
Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną,
Byłem ja niegdyś, jak Zośka, dzieciną.

Dzisiaj daleko pojechałem w gości
I dalej mię los nieszczęśliwy goni.
Przywieź mi, Zośko, od tych gwiazd światłości,
Przywieź mi, Zośko, z tamtych kwiatów woni,
Bo mi zaprawdę odmłodnieć potrzeba.
Wróć mi więc z kraju taką - jakby z nieba.

Paryż, 13 marca 1844r.

Juliusz Słowacki

21:18, eva-ewa
Link Komentarze (4) »

Niech słowo jak puch ostu leci... Kochałem kwiaty, lalki, dzieci, Marki i grzyby, wsi i miasta, Gwiazdy, zwierzęta, nawet chwasty.
Kochałem książki zapylone, Usta wilgotne -- morza słone, Bursztyny złote jak dziewczyny, Dziewczyny złote jak bursztyny.
Kochałem żabie, głupie chóry, I niewysokie, ciche góry. Kochałem mury wpół zwalone, Patyną wieków uskrzydlone.
Kochałem biednych, prostych. Stroje Ludowe, piękne. Gdy przekroję Serce, jak rześki miąższ cytryny, Znajdę kącików pęk wciąż inny.
A w każdym jakieś ukochanie, Umiłowanie, zadumanie, Nie tyle miodu w leśnym plastrze, Ile me serce wciąż bogatsze, Ukochań pełnych słodkiej treści, W sobie ukrywa, w sobie mieści. Kto mnie tak bardzo umiłował I tyle serca dał mojemu? Żem nic nie strwonił, wszystko schował Jak ziarno w łono czarnoziemu. Kto mi pozwolił szperać, szukać, Znajdować, tracić, znów zyskiwać? I czemu nie szła w las nauka, I czemu kwitła co rok iwa? A jeśli czasem coś porzucił, O czymś zapomniał, coś utracił, Jak chętnie po to bym powrócił, Jak chętnie o to się wzbogacił.


Jan Sztaudynger

21:10, eva-ewa
Link Komentarze (2) »

Byłaś u kresu drogi dalekim światełkiem
Nadzieją, którą darmo szukać mędrca szkiełkiem
Byłaś serca stukotem i myśli gonitwą
I żebyś wreszcie przyszła żarliwą modlitwą

Byłaś liściem świecącym w purpurze jesieni

Byłaś drzwi niecierpliwym uchyleniem w sieni
I chwilą, w której zamarł czas i znikła przestrzeń
Przez jedną chwilę byłaś, tym byłaś a jesteś...

Jesteś wesołym ogniem co strzela wysoko

Nadzieją, którą darmo szuka mędrca oko
Czasem mierzonym serca biciem niecierpliwym
I żebyś tu została westchnieniem żarliwym

Jesteś moją muzyką w siedmiu strunach śpiącą

I garścią śniegu, w która wtulam twarz płonącą
I nitką co się złoto w przędzy myśli przędzie
Tym wszystkim dla mnie jesteś, tym jesteś, a będziesz...

Będziesz wiatrem wiosennym co wieje od rzeki

Będziesz snem, co zmęczone zamyka powieki
Moim świtem spokojnym, dni szarych pogodą
Będziesz soli okruchem i chlebem i wodą

Będziesz niezgrabnym wierszem i świerszczem w kominie

Babim latem w jesieni i kolędą w zimie
Bo tak nam już sądzone, tam gdzie ja i Ty wszędzie
Byłaś jesteś i będziesz...


Andrzej Zieliński, Wojciech Młynarski

21:00, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

Jest we mnie kraina przeźroczysta
w blasku jeziora Genezaret -
i łódź... i rybacza przystań,
oparta o ciche fale...

i tłumy, tłumy serc,

zagarnięte przez Jedno Serce,
przez Jedno Serce najprostsze
przez najłagodniejsze -

albo znowu - wieczór z Nikodemem,

albo znowu - nad brzegiem morskim,
dokąd powracam codziennie
oczarowany Twą pięknością -
A to wszystko: ten wieczór z Nikodemem,
ta kraina i rybacza przystań,
i toń taka przeźroczysta,
i Postać taka bliska

a to wszystko przez Punkt jeden Biały

z najczystszej bieli
objęty w sercu człowieczym
krwawym przepływem czerwieni.

Karol Wojtyła

( fragment poematu" Pieśń o Słońcu niewyczerpanym")
20:56, eva-ewa
Link


Urodzeni po wojnie, choć przed wojną tu jest prawie zawsze,

Wysnuwaliśmy wolno z kłębka losu szarawą tę nić.
Podfruwając ku niebu biało-czerwonym latawcem
Próbowaliśmy: można? trzeba? a jak chcemy żyć?
Podfruwając ku niebu biało-czerwonym latawcem
Próbowaliśmy: można? trzeba? a jak chcemy żyć?

Przebiegaliśmy młodość za piłką, dziewczyną i szczęściem,

Przeczuwaliśmy miłość i przyszła, przyszła i nic.
A nad miłość to już nie wypada prosić o więcej
Może tylko by można, by trzeba, by chciało się żyć.
A nad miłość to już nie wypada prosić o więcej
Może tylko by można, by trzeba, by chciało się żyć.

Budowało się wiersze na pustyni głupoty i zwady

To i trudno się dziwić, że wyć nam się chciało i pić
I zaznało się chwały, zaznało się i dna szuflady
Gdzie pytania jak można, jak trzeba, a jak chcemy żyć
I zaznało się chwały, zaznało się i dna szuflady
Gdzie pytania jak można, jak trzeba, a jak chcemy żyć

To gdy przyjdzie ta stara, z zakrzywionym kawałkiem żelaza

Powiem jej, nim mnie strąci, tak niby przypadkiem jak liść
Moje życie to zdanie: nie będę dwa razy powtarzał.
To to samo: jak można, jak trzeba i jak chce się żyć.
Moje życie to zdanie: nie myślę dwa razy powtarzać
Bo to jedno: jak można, jak trzeba i jak chce się żyć.


Andrzej Poniedzielski

20:31, eva-ewa
Link
poniedziałek, 07 maja 2012

Czy maj jest piękny? -
Właśnie-
Jak Andersena baśnie.
Oczami róż, stokrotek
Patrzy na słońce złote
Usypia we dnie sowy,

Na lipie, na wiekowej.

I poi konie w stawie
Gdy wieczór idzie na wieś.
W sieć wielką słońce łowi

A później wieczorowi

Na srebrnych skrzypkach z bajek
Gra słowik - nocny grajek
Maj jest piękny, zielony

Słowiki srebrzą klony

Nie farbą, ale śpiewem,
Gdy fruwa noc nad drzewem.
Tysiące kwiatów rośnie

Wpatrzonych w oczy wiośnie.

Patrzą gdy słońce wstaje -
Świtem, rosą, majem.


Włodzimierz Domeradzki

21:20, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

Nim ostatni raz, w milczeniu gwiazd
Mrok snem uderzy w gong miesiąca
Nim się rozpłynie, teatr cieni, w pierwszych promieniach słońca
Zanim się rozum, z drzemki zbudzi
Dajmy się, dajmy się ponieść!
Dajmy się ponieść! Żądz powodzi!

Trwaj chwilo trwaj, jesteś taka piękna!
Dziś tylko głupcy śpią!
Ta noc uderzy nam do głów…upijmy się nią.
Porwij nas, porwij nas!
Rzeko zmysłów wezbrana
Niech się w tym pędzie zabliźni sumienia rana…

Niech naręcza rąk wirują w krąg dopóki działa czar księżyca
I w tęsknot grze, w zmysłowym śnie, niech się objawi tajemnica
Witaj w krainie wiecznej przyjemności!
Wystarczy otrzeć się o zło, wystarczy otrzeć się o zło
A zło już tak nie złości…

Trwaj chwilo trwaj...


Przemysław Dakowicz


21:11, eva-ewa
Link Komentarze (2) »


Narwali bzu, naszarpali,
Nadarli go, natargali,
Nanieśli świeżego, mokrego,
Białego i tego bzowego.

Liści tam - rwetes, olśnienie,

Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
Pachnie kropliste po uszy
I ptak się wśród zawieruszył.

Jak rwali zacietrzewieni

W rozgardiaszu zieleni,
To się narwany więzień
Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.

Śmiechem się bez zanosi:

A kto cię tutaj prosił?
A on, zieleń śpiewając,
Zarośla ćwierkiem zrosił.

Głowę w bzy - na stracenie,

W szalejące więzienie,
W zapach, w perły i dreszcze!
Rwijcie, nieście mi jeszcze!


Julian Tuwim

20:59, eva-ewa
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 kwietnia 2012


To było tak: w ciemności nocy
Z gałązki wylazł żywy pączek.
Rozklejał się, ptakami kwiląc;
O świcie - westchnął. To był początek.
                                  
Godzinę blisko się dokwiecał,
Leniwie drzemiąc w ciepłej wiośnie.
Ciągnęły go z lepkiego gniazdka
Kwieciste ptaki coraz głośniej.

Godzinę blisko się upierzał,
Barw upatrując po ogrodzie.
Wyciągał go z zawięzi miękkiej
Skrzydlaty wietrzyk coraz słodziej.
                                 

O, patrz, jak biją się o ciebie,
Złączone w jeden zgiełk pstrokaty:
Ptaki świergotem coraz tkliwszym,
Coraz żarliwszą wonią kwiaty!
              
Bezimiennego cię rozdwaja
W dwa cudy jedna twórcza siła,
I drży pod tobą niespokojna
Gałązka, która się powiła.

Wiec kto? wiec jak? Zawiało chłodem.
Czy ptak? czy kwiat? I gwar zamiera,
I rozpaczliwy strach istnienia,
W struchlałym sercu świata wzbiera.

Wtedy zerwałem go z gałęzi
Jak pierworodny owoc z drzewa:
I bardzo słodką wonią dyszy,
I bardzo smutne wiersze śpiewa.


Julian Tuwim

15:50, eva-ewa
Link Komentarze (2) »


Wiosna radosna
Jak sosna tak prosta
Rozpustna zaczepna okrutna
Kwitnąca dysząca
I w pąkach w zającach
I w zwierzu w roślinie
Pęcznieje coś pilnie
Wybucha jak tchnienie
I znika marzenie

Drożdże w słojach bulgocą
Jabłeczniki ściany złocą
Ciemną nocą diabły psocą
Czarne koty się okocą
Gospodynie na pierzynie
Pocą sie, nie wiedzą po co

Wiosna radosna
Jak sosna tak prosta
Rozpustna zaczepna okrutna
Kwitnąca dysząca
I w pąkach w zającach
I w zwierzu w roślinie
Pęcznieje coś pilnie
Wybucha jak tchnienie
I znika marzenie


Wiesław Dymny

15:38, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 kwietnia 2012

Niech najpiękniejsze stworzenia się mnożą,
By śmierć nie mogła ściąć róży urody,
A gdy ją zwiędłą w grób lata ułożą,
Zakwitł wspomnieniem spadkobierca młody.
Lecz ty, wpatrzony w twoje oczy jasne,
Ogień swój sycisz swym tylko płomieniem,
W ugory zmieniasz żyzne pola własne,
Wrogu swój, pastwisz się nad swym cierpieniem,
Choć świeży blask twój w krąg ozdabia ziemię...
Jedyny pośle roześmianej wiosny,
W twym pąku cała twa zawartość drzemie
I skąpiąc trwonisz, o głupcze żałosny.
Pożałuj świata, spłać mu należności,
Nim grób je pożre, a z nimi twe kości.


Wiliam Shakespeare
Tł. Maciej Słomczyński

22:36, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

O, świecie! O, dniu promienny!
Jak w trawie, chodzę w wiośnie!
Zielony krawat wiosenny
Łodygą z serca rośnie.

Mój długi cień  na asfalcie
Pławi się w złotych promieniach,
Znów chodzę w rozpiętym palcie
I trzymam ręce w kieszeniach.

Chodzę życzliwy, łaskawy,
Z czerwonym goździkiem w klapie,
Przed szybą każdej wystawy
Przystaję jak miejscy gapie.

Przyglądam się byle czemu
Z radością niewysłowioną,
Dziękuję słońcu ciepłemu
I wiewom, co wonnie wioną.

Kiwa się głowa szczęśliwa,
O goździk nosem potrąca
I mucha wiosny zażywa
Beztroska, promieniejąca...

Kwiecień kołuje mi w głowie,
Świat ze mną kołuje cały!
Idź, palnij za moje zdrowie
Kielich siarczystej gorzały!


Julian Tuwim

22:10, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

Dzień zasypia powoli
i powoli noc brodzi
czemu tobie się spieszy
czemu szybko odchodzisz

O, gdybyś chciała zostać na dłużej

godzino miłowania
łatwiej byłoby świat nakłonić
do pojednania
łatwiej byłoby prawdę mówić
łatwiej składać słowa
łatwiej tracić , łatwiej żegnać
łatwiej wracać znowu

Dni bez ciebie są puste

co nam po nich zostanie
o gdybyś chciała zatrzymać
godziny przemijania

O, gdybyś chciała zostać na dłużej

godzino miłowania
łatwiej byłoby świat nakłonić
do pojednania
łatwiej byłoby prawdę mówić
łatwiej składać słowa
łatwiej tracić , łatwiej żegnać
łatwiej wracać znowu.

Marek Grechuta

22:05, eva-ewa
Link Komentarze (1) »
środa, 11 kwietnia 2012

W jednym stali wazonie tulipan i róża.
Rzekł tulipan:
"Dalipan,
Że to mnie oburza,
Pokoju nikt nie wietrzy, duszno niesłychanie,
W takiej temperaturze żyć nie jestem w stanie.
Lufcik niech gospodyni przynajmniej otworzy,
Już wczoraj źle się czułem, a dziś - jeszcze gorzej!"

Odrzecze na to róża: "Panie

Tulipanie,
Proszę, niech pan nie nudzi i kwękać przestanie.
Egoista i sobek z pana! Jak pan może
Domagać się wietrzenia, gdy chłód jest na dworze?
Jeśli pan nie zamilknie - język panu przytnę!
Zdrowie mam takie kruche, płatki aksamitne,
Łodyżki delikatne, przeciągów się boję,
Zaraz dreszczy dostaję, gdy wietrzą pokoje,
Woń, barwę mogę stracić przy lada chorobie,
A pana to nie wzrusza. Pan myśli o sobie!"

Rzekł tulipan:

"Dalipan,
Sądzi pani błędnie,
Wiadomo, że kwiat każdy bez powietrza więdnie,
Lecz jeśli pani każe - chętnie się poświęcę,
Dla pięknej róży - wszystko! I nie mówmy więcej!
Okna pozamykane niech będą. Pokoje
Nieprzewietrzane. Trudno!"
I zwiędli oboje.

Nazajutrz gospodyni, żałując tej straty,

Wyrzuciła na śmietnik dwa zwiędnięte kwiaty.


Jan Brzechwa

21:29, eva-ewa
Link
piątek, 06 kwietnia 2012


Aby w tę Wielkanoc porwały

Was latawce radości

ponad codzienność zwyczajnych dni

20:10, eva-ewa
Link Komentarze (4) »

Gdy umierał na krzyżu
cud się nie zdarzył
żaden anioł nie pomógł
deszcz nie obmył głowy
piorun się zagapił gdzie indziej uderzył
zaradna Matka Boska
z cudem nie zdążyła
wierzyć to znaczy ufać kiedy cudów nie ma
cud chce jak najlepiej
a utrudnia wiarę



Jan Twardowski

19:37, eva-ewa
Link Komentarze (2) »
piątek, 30 marca 2012

Czemu Bóg ci dał
Uśmiech tak uroczy,
Tak anielską twarz,
Tak szatańskie oczy?
Czemu Bóg ci dał,
Powiedz, moja luba,
Tygrysicy krew,
A ciało cheruba?

Jak diamentu blask,
Mienisz się zdradziecko,
Namiętnością - czart,
Marzeniami - dziecko.
Coraz inny strój
Zdobi czoło twoje:
Dzisiaj lilii kwiat,
Jutro bluszczu zwoje.

Kiedy srebrny zmrok
Na komnatę pada,
Smętnie chylisz skroń,
Zadumana, blada;
Kiedy płynie pieśń
Na powietrza fali,
Jak bachantka drżysz
I wzrok ci się pali.

Czasem kryjesz pierś
Nieczułości zbroją,
I kaskadą łez
Twarz zalewasz moją;
Czasem z cudnych ust
Dajesz pić słodycze -
Na przemiany: czart
Albo Beatrycze.

I piekło, i raj
W tobie się jednoczy.
Czemuż Bóg ci dał
Tak szatańskie oczy?
Czemu Bóg ci dał,
Powiedz, moja luba,
Tygrysicy krew,
A ciało cheruba?

Wiktor Gomulicki

22:24, eva-ewa
Link Komentarze (3) »

nagle
wycinasz się
z pomieszanych form ulicy
wypukłością nóg
twarzy

zbliżasz się pół

mijam cię pół

jakże mi szkoda

tej zawsze jednej strony nie widzianej!
odchodzisz pół
ruch innych
kroi cię
w coraz drobniejsze
kawałki

nic mi z ciebie nie zostało

nagle

Miron Białoszewski
22:03, eva-ewa
Link Komentarze (1) »

Kobieta, którą kochałeś, upłynęła w listy,
spotykasz ją w szybie każdego tramwaju.
Gdy odpoczywasz pod przydrożną gwiazdą,
w ciszy zmęczeni odwagą przechodnie
przystają.

Nie śpiesz, zostaniesz zagnany w zaułek,
nie nadążą już stopom wysadzone mosty.
Daleko oknom dośpiewano światło:
to palce wydłużone w wiotką melancholię
układają Szopena w akrostych.


Krzysztof Kamil Baczyński

21:22, eva-ewa
Link
niedziela, 25 marca 2012

Odkrywamy drzwi za drzwiami,
zamykamy dni za dniami,
biała suknia w pierwszej parze,
czas tasuje nasze twarze.

Odkrywamy nowe zdania,
filozofię przemijania.
Popijamy głosy w barze,
nasza pamięć na zegarze.

Jeszcze przez chwilę być szczęściarzem,
spadochroniarzem swoich marzeń.
Na zakochanej autostradzie,
wyprzedzać jeszcze bieg wydarzeń.

Jeszcze przez chwilę być szczęściarzem,
mirażem naszych wspólnych marzeń.
Na Twojej ręce przeznaczenie
rysuje blaski, skreśla cienie.

Jeszcze przez chwilę być szczęściarzem,
malarzem naszych wspólnych zdarzeń,
i pod szczęśliwym gwiazdozbiorem
podziwiać nowe wernisaże.

Odpływamy białym deszczem,
aby coś ocalić jeszcze:
Dotyk Twoich ust nad ranem,
wschody słońca przegadane.

Dotyk Twoich ust nad ranem,
wykrzykniki zakochane,
zaczytane nasze wiersze,
wschody słońca przegadane.


Ewa Lipska

11:02, eva-ewa
Link Komentarze (3) »


Co trzeba?
Trzeba napisać podanie,
a do podania dołączyć życiorys.

Bez względu na długość życia
życiorys powinien być krótki.

Obowiązuje zwięzłość i selekcja faktów.
Zamiana krajobrazów na adresy
i chwiejnych wspomnień w nieruchome daty.

Z wszystkich miłości starczy ślubna,
a z dzieci tylko urodzone.

Ważniejsze, kto cię zna, niż kogo znasz.
Podróże tylko jeśli zagraniczne.
Przynależność do czego, ale nie dlaczego.
Odznaczenia bez za co.

Pisz tak, jakbyś z sobą nigdy nie rozmawiał
i omijał z daleka.

Pomiń milczeniem psy, koty i ptaki,
pamiątkowe rupiecie, przyjaciół i sny.

Raczej cena niż wartość
i tytuł niż treść.
Raczej już numer butów, niż dokąd on idzie,
ten za kogo uchodzisz.

Do tego fotografia z odsłoniętym uchem.
Liczy się jego kształt, nie to, co słychać.
Co słychać?
Łomot maszyn, które mielą papier.


Wisława Szymborska

10:56, eva-ewa
Link Komentarze (4) »


Mój Bóg pochyla się nade mną.
- Wstań - mówi, choć za oknem ciemno
I sen domaga się pointy.
Sam nie zna snu, więc mnie pogania
Do mycia zębów, do śniadania,
Siłą perswazji i zachęty.

Mój Bóg nie stworzył świata w tydzień.
Robota mu niesporo idzie,
Ciągle się myli i przeklina;
Grzebiąc w szczegółach - gubi wątek,
Nie wie gdzie koniec, gdzie początek
I sarka, że to moja wina.

Wciąż mu nie dość
Zmylonych dróg -
Uparty gość
Mój Bóg.

Częściej bezradny niż zaradny
Okazji nie przepuści żadnej
By w ból się wtrącić czyjejś duszy.
Z rozsądkiem zawsze ma na pieńku,
Lecz nie potrafi machnąć ręką,
Nie umie ramionami wzruszyć.

Gdziekolwiek w świecie coś się święci
Tam, jak cierń w pięcie, On się wkręci -
Nieustający ostry dyżur.
Oddaje wieczność dla tej chwili
Gdy nad kimś czule się pochyli,
Chociaż go zdrowo łupie w krzyżu.

Na do drzwi stuk
Kogo by mógł -
Wpuści za próg
Mój Bóg.

Ma żal do swych niebiańskich Braci,
Że słono każą sobie płacić
Za swą do łask i kar gotowość,
Ale podziwia także dość ich
Za wszechmoc, za brak wątpliwości
I za nieludzką pomysłowość.

Sam z rachunkami ma kłopoty;
Nikomu nie wyceni cnoty
I z grzechów też nie zbierze żniwa.
Trochę rozrzutny, trochę próżny -
Zawsze się czuje komuś dłużny,
Więc byle bydlę Go wykiwa.

A każdy dług
Zwala go z nóg -
Swój własny wróg -
Mój Bóg.

Nie dziw, że czasem już nie zdzierży!
Pić zacznie, jakby żył w oberży
I w cielesnościach się zatraca...
Szukam Go wtedy po melinach
I sam podsuwam rano klina,
Bo On szaleje - ja mam kaca.

Więc kiwa głową przy śniadaniu
Cichy jak wstyd, jak myślnik w zdaniu
Co prawd najprostszych nie uniesie,
Że się za oknem czai ciemność,
Że musi umrzeć razem ze mną,
A mimo to tak żyć mu chce się!

Nie leje łez
Na mroku próg -
Potężny jest
Mój Bóg.

Jacek Kaczmarski
18.07.1999r.
10:51, eva-ewa
Link Komentarze (1) »